"Niektóre szczepy są typowo szpitalne i można sąd łatwo przekonać, że do zakażenia doszło w trakcie hospitalizacji" - mówi DZIENNIKOWI Jolanta Budzowska, radca prawny specjalizująca się w sprawach medycznych.
KATARZYNA BARTMAN: Specjalizuje się pani w przypadkach zakażeń szpitalnych. Trudno udowodnić przed sądem, że szpital "zaraził" nas
groźną chorobą?
Jolanta Budzowska*: Szpitale bronią się jak mogą, aby nie wyszła na jaw ich wina. W przypadku zakażeń gronkowcem twierdzą np., że do zakażenia doszło poza szpitalem, że pacjent zainfekował się sam w domu, bo się nie mył.
Z gronkowcem nie ma więc po co iść do sądu?
Nie jest tak źle. Niektóre szczepy są typowo szpitalne i można sąd łatwo przekonać, że do zakażenia doszło w trakcie hospitalizacji. Teraz mam taką sprawę. Zgłosiła się do mnie 18-letnia dziewczyna, której lekarze w jednym z krakowskich szpitali podczas operacji żylaków wszczepili gronkowca złocistego. Bakteria poczyniła w organizmie poważne spustoszenia. Dorota ma założone w brzuchu dreny, przez które sączy się ropa. To ewidentny przypadek zakażenia szpitalnego.
W jakich jeszcze przypadkach nie jest trudno udowodnić szpitalowi winę?
W przypadku zakażeń żołtaczką. Tu procedury szpitalne są bardzo jasne i klarowne. Każdy pacjent przed operacją poddaje się szczepieniu ochronnemu. Większość szpitali stawia wymóg, aby dostarczyć im zaświadczenie, że nie jest się zakażonym ani nosicielem wirusa. To ogranicza późniejsze problemy z ustaleniem, gdzie doszło do zachorowania.
*Jolanta Budzowska, radca prawny specjalizujący w procesach medycznych z kancelarii Budzowska, Fiutowski i Partnerzy z Krakowa
Jolanta Budzowska*: Szpitale bronią się jak mogą, aby nie wyszła na jaw ich wina. W przypadku zakażeń gronkowcem twierdzą np., że do zakażenia doszło poza szpitalem, że pacjent zainfekował się sam w domu, bo się nie mył.
Z gronkowcem nie ma więc po co iść do sądu?
Nie jest tak źle. Niektóre szczepy są typowo szpitalne i można sąd łatwo przekonać, że do zakażenia doszło w trakcie hospitalizacji. Teraz mam taką sprawę. Zgłosiła się do mnie 18-letnia dziewczyna, której lekarze w jednym z krakowskich szpitali podczas operacji żylaków wszczepili gronkowca złocistego. Bakteria poczyniła w organizmie poważne spustoszenia. Dorota ma założone w brzuchu dreny, przez które sączy się ropa. To ewidentny przypadek zakażenia szpitalnego.
W jakich jeszcze przypadkach nie jest trudno udowodnić szpitalowi winę?
W przypadku zakażeń żołtaczką. Tu procedury szpitalne są bardzo jasne i klarowne. Każdy pacjent przed operacją poddaje się szczepieniu ochronnemu. Większość szpitali stawia wymóg, aby dostarczyć im zaświadczenie, że nie jest się zakażonym ani nosicielem wirusa. To ogranicza późniejsze problemy z ustaleniem, gdzie doszło do zachorowania.
*Jolanta Budzowska, radca prawny specjalizujący w procesach medycznych z kancelarii Budzowska, Fiutowski i Partnerzy z Krakowa
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl