"Wszystko, co naturalne, jest najbardziej zdrowe. Czyli najlepiej, żeby z noworodkiem i niemowlakiem czas spędzała matka" - mówi DZIENNIKOWI psycholog Hanna Palich. I dodaje, że dla matki każde rozstanie z dzieckiem oznacza cierpienie.
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin: Co czuje dziecko, które przez pięć dni w tygodniu widzi matkę wyłącznie przy porannym mleku i wieczornej kąpieli?
Hanna Palich: Zależy, w jakim jest wieku. Kiedy dziecko się rodzi, jest otwarte na więź, ma głęboką potrzebę, by do kogoś się przywiązać. Od sposobu, w jaki na tę potrzebę przywiązania odpowiadają dorośli, zależy, w jaki sposób dziecko w dorosłym życiu będzie umiało kochać i budować bliskość z innymi ludźmi.
Poradniki o wychowaniu dzieci powtarzają, że nie jest ważne, ile czasu spędzi się z dzieckiem, tylko jak się ten czas spędzi...
Wszystko, co naturalne, jest najbardziej zdrowe. Czyli najlepiej, żeby z noworodkiem i niemowlakiem czas spędzała matka. Wiemy jednak, że często to niemożliwe, bo kobieta musi pracować. Oczywiście, wtedy ważne jest, by zwracać uwagę na jakość wspólnie spędzanego czasu. Jednak jeszcze ważniejsza jest inna rzecz: aby osoba, która zostaje z dzieckiem na cały dzień, była zawsze, niezmiennie ta sama. Bo dziecko się do niej przyzwyczaja i w oparciu o nią buduje swoje poczucie bezpieczeństwa. To może być babcia, ojciec albo opiekunka, ale powinna być zawsze ta sama osoba. Wtedy można powiedzieć, że potrzeba więzi jest u dziecka zaspokojona.
Czyli mogę pracować spokojnie, bo mam dobrą opiekunkę?
W połowie pierwszego roku życia dziecko zaczyna rozróżniać dorosłych. Wie, kto to mama, a kto opiekunka. Kiedy tylko straci z oczu mamę, odwraca się i jej szuka. Bardzo boleśnie przeżywa jej nieobecność. Bo kiedy matki nie widzi, czuje, jakby przestała ona istnieć. Dziecko nie rozumie, że mama wyszła tylko na chwilę, nie ma poczucia czasu, boi się, że mama nigdy nie wróci. Kiedy nie widzi matki, przeżywa lęk separacyjny.
Czyli jednak nie powinnam pracować...
Nie należy tego tak opacznie rozumieć. Stała opiekunka może panią zastąpić.
I jak długo trwa taki okres w życiu dziecka?
Około drugiego roku dziecko zaczyna mieć świadomość, że jest oddzielną osobą. Zaczyna używać zaimka ja i rozumieć swoją autonomię. To ważny moment, bo wtedy też przestaje czuć, że stanowi z matką jedność, a to oznacza, że rozstania są mniej bolesne. Dziecko uczy się funkcjonować samodzielnie.
A co czuje pięciolatek, kiedy rodzice znikają na cały dzień?
Jemu łatwiej jest się rozstać, ale tęskni. Myśli o rodzicach, opowiada o nich swoim opiekunom, rysuje ich, bawi się, że jest mamą czy tatą. Kiedy mama długo pracuje i wraca późnym wieczorem, dobrze by było, żeby chociaż ojciec wrócił wcześniej.
Ojciec zrekompensuje nieobecność matki?
Tak. On też jest reprezentantem rodziny. Jeżeli jeszcze wspomni, że niedługo wróci mama, maluch poczuje się bezpiecznie. Już wrócił i zaraz wróci ktoś, kto do niego należy.
A co czuje matka, kiedy wychodzi na cały dzień do pracy?
Frustrację. Czuje, że nie wypełnia dobrze roli matki.
Że jest nieodpowiedzialna, nieczuła, egoistyczna?
Tego nie można powiedzieć. Kobieta jakoś sobie racjonalizuje, dlaczego jej nie ma, ale emocjonalnie przeżywa wiele rozterek. Opuszcza dziecko, bo się boi o egzystencję rodziny. Ale kiedy idzie do pracy, żeby tę egzystencję zabezpieczyć, nie może być w domu. Więc ma dylematy. Ale mówiąc, że kobieta musi zostać długo w pracy, zastanówmy się, na ile musi zostać, bo ma faktycznie dużo do zrobienia, a na ile nie ma odwagi powiedzieć, że jej sytuacja różni się od sytuacji samotnych koleżanek.
No właśnie. Kobiety bardzo często starają się udowodnić, że są tak samo dyspozycyjne, jak inni pracownicy. A przecież nie są.
Tak, to bardzo niebezpieczny mechanizm, stwarzanie fikcji. Nie można zaprzeczać, że jest się matką. Nadejdzie w końcu moment, kiedy trzeba będzie się do tego przyznać, na przykład kiedy konieczne będzie zwolnienie na chore dziecko. Kobiety zwykle boją się powiedzieć o tym szefowi. Same zrezygnowały z praw pracowniczych, które im się należą.
Więc co mają zrobić?
Powiedzieć otwarcie: wychodzę, bo skończyłam pracę i spieszy mi się, bo mam dziecko. Nie zwracać uwagi na krzywe spojrzenia szefa i koleżanek. Powiedzieć sobie i innym: ja należę do świata kobiet, które są odpowiedzialne za innego człowieka. I nie przynosi mi to żadnej ujmy.
Jak się zdobyć na taką odwagę?
Zwyczajnie. Są przecież jakieś zadania, jakieś ramy czasowe. Trzeba się ich trzymać i nie wstydzić się, że z powodu dziecka wychodzi się do domu po skończeniu pracy. Oczywiście zawsze jest ryzyko konfrontacji z taką, a nie inną miną szefa, ale też zawsze jest moment rozpoczęcia i zakończenia pracy. I trzeba mu to wyjaśnić, a nie czekać, aż sam zauważy.
A lęk przed zwolnieniem?
Jeżeli pracodawca jest uczciwy, zdecydowana postawa wystarczy. A jeżeli jest taki jak w Biedronce, to zawsze - jego zdaniem - będziemy robić za mało. Trzeba podjąć ryzyko i postawić granice, bo inaczej wymagania zaczną galopować.
Hanna Palich, psycholog i psychoterapeuta, specjalistka od terapii rodzinnej
Hanna Palich: Zależy, w jakim jest wieku. Kiedy dziecko się rodzi, jest otwarte na więź, ma głęboką potrzebę, by do kogoś się przywiązać. Od sposobu, w jaki na tę potrzebę przywiązania odpowiadają dorośli, zależy, w jaki sposób dziecko w dorosłym życiu będzie umiało kochać i budować bliskość z innymi ludźmi.
Poradniki o wychowaniu dzieci powtarzają, że nie jest ważne, ile czasu spędzi się z dzieckiem, tylko jak się ten czas spędzi...
Wszystko, co naturalne, jest najbardziej zdrowe. Czyli najlepiej, żeby z noworodkiem i niemowlakiem czas spędzała matka. Wiemy jednak, że często to niemożliwe, bo kobieta musi pracować. Oczywiście, wtedy ważne jest, by zwracać uwagę na jakość wspólnie spędzanego czasu. Jednak jeszcze ważniejsza jest inna rzecz: aby osoba, która zostaje z dzieckiem na cały dzień, była zawsze, niezmiennie ta sama. Bo dziecko się do niej przyzwyczaja i w oparciu o nią buduje swoje poczucie bezpieczeństwa. To może być babcia, ojciec albo opiekunka, ale powinna być zawsze ta sama osoba. Wtedy można powiedzieć, że potrzeba więzi jest u dziecka zaspokojona.
Czyli mogę pracować spokojnie, bo mam dobrą opiekunkę?
W połowie pierwszego roku życia dziecko zaczyna rozróżniać dorosłych. Wie, kto to mama, a kto opiekunka. Kiedy tylko straci z oczu mamę, odwraca się i jej szuka. Bardzo boleśnie przeżywa jej nieobecność. Bo kiedy matki nie widzi, czuje, jakby przestała ona istnieć. Dziecko nie rozumie, że mama wyszła tylko na chwilę, nie ma poczucia czasu, boi się, że mama nigdy nie wróci. Kiedy nie widzi matki, przeżywa lęk separacyjny.
Czyli jednak nie powinnam pracować...
Nie należy tego tak opacznie rozumieć. Stała opiekunka może panią zastąpić.
I jak długo trwa taki okres w życiu dziecka?
Około drugiego roku dziecko zaczyna mieć świadomość, że jest oddzielną osobą. Zaczyna używać zaimka ja i rozumieć swoją autonomię. To ważny moment, bo wtedy też przestaje czuć, że stanowi z matką jedność, a to oznacza, że rozstania są mniej bolesne. Dziecko uczy się funkcjonować samodzielnie.
A co czuje pięciolatek, kiedy rodzice znikają na cały dzień?
Jemu łatwiej jest się rozstać, ale tęskni. Myśli o rodzicach, opowiada o nich swoim opiekunom, rysuje ich, bawi się, że jest mamą czy tatą. Kiedy mama długo pracuje i wraca późnym wieczorem, dobrze by było, żeby chociaż ojciec wrócił wcześniej.
Ojciec zrekompensuje nieobecność matki?
Tak. On też jest reprezentantem rodziny. Jeżeli jeszcze wspomni, że niedługo wróci mama, maluch poczuje się bezpiecznie. Już wrócił i zaraz wróci ktoś, kto do niego należy.
A co czuje matka, kiedy wychodzi na cały dzień do pracy?
Frustrację. Czuje, że nie wypełnia dobrze roli matki.
Że jest nieodpowiedzialna, nieczuła, egoistyczna?
Tego nie można powiedzieć. Kobieta jakoś sobie racjonalizuje, dlaczego jej nie ma, ale emocjonalnie przeżywa wiele rozterek. Opuszcza dziecko, bo się boi o egzystencję rodziny. Ale kiedy idzie do pracy, żeby tę egzystencję zabezpieczyć, nie może być w domu. Więc ma dylematy. Ale mówiąc, że kobieta musi zostać długo w pracy, zastanówmy się, na ile musi zostać, bo ma faktycznie dużo do zrobienia, a na ile nie ma odwagi powiedzieć, że jej sytuacja różni się od sytuacji samotnych koleżanek.
No właśnie. Kobiety bardzo często starają się udowodnić, że są tak samo dyspozycyjne, jak inni pracownicy. A przecież nie są.
Tak, to bardzo niebezpieczny mechanizm, stwarzanie fikcji. Nie można zaprzeczać, że jest się matką. Nadejdzie w końcu moment, kiedy trzeba będzie się do tego przyznać, na przykład kiedy konieczne będzie zwolnienie na chore dziecko. Kobiety zwykle boją się powiedzieć o tym szefowi. Same zrezygnowały z praw pracowniczych, które im się należą.
Więc co mają zrobić?
Powiedzieć otwarcie: wychodzę, bo skończyłam pracę i spieszy mi się, bo mam dziecko. Nie zwracać uwagi na krzywe spojrzenia szefa i koleżanek. Powiedzieć sobie i innym: ja należę do świata kobiet, które są odpowiedzialne za innego człowieka. I nie przynosi mi to żadnej ujmy.
Jak się zdobyć na taką odwagę?
Zwyczajnie. Są przecież jakieś zadania, jakieś ramy czasowe. Trzeba się ich trzymać i nie wstydzić się, że z powodu dziecka wychodzi się do domu po skończeniu pracy. Oczywiście zawsze jest ryzyko konfrontacji z taką, a nie inną miną szefa, ale też zawsze jest moment rozpoczęcia i zakończenia pracy. I trzeba mu to wyjaśnić, a nie czekać, aż sam zauważy.
A lęk przed zwolnieniem?
Jeżeli pracodawca jest uczciwy, zdecydowana postawa wystarczy. A jeżeli jest taki jak w Biedronce, to zawsze - jego zdaniem - będziemy robić za mało. Trzeba podjąć ryzyko i postawić granice, bo inaczej wymagania zaczną galopować.
Hanna Palich, psycholog i psychoterapeuta, specjalistka od terapii rodzinnej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|