W katastrofie zginęła cała rodzina: 56-letni ojciec i 53-letnia matka oraz syn w wieku 31 lat i dwójka jego rodzeństwa w wieku 9 i 11 lat. Siła eksplozji była tak wielka, że podmuch wyrzucił przez okno dwie osoby. Trzy pozostałe ofiary zginęły w płomieniach. W mieszkaniach w promieniu 100 metrów z okien wyleciały szyby.

Powodem wybuchu była nieszczelna instalacja gazowa, podłączona nielegalnie. Rano wystarczyło tylko, że ktoś włączył światło - iskra spowodowała potężną eksplozję. Mariusz Dobrzański z Karpackiej Spółki Gazowniczej potwierdza: mieszkańcy lokalu korzystali z gazu, choć nie mieli umowy ani licznika i to już od kilku lat.

Według policji, już na początku roku sąsiedzi informowali pogotowie gazowe o nielegalnej instalacji, podłączonej w feralnym mieszkaniu. Pracownicy pogotowia zabezpieczyli rury i miejsce, w którym kiedyś był licznik. I tu pojawiają się dwie możliwości. Albo rury źle uszczelniono, albo mieszkańcy drugi raz nielegalnie podłączyli gaz.

Po wybuchu wszystkich mieszkańców budynku ewakuowano. Nie wiadomo jeszcze, czy konstrukcja budynku została naruszona. Sprawdzą to eksperci - powiedział dziennikowi.pl starszy aspirant Grzegorz Kołton. Wygląda jednak na to, że wszyscy będą mogli bezpiecznie wrócić do swoich mieszkań.