Dziennik Gazeta Prawana logo

Zaczyna padać dreszczyk

5 listopada 2007, 12:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

(ur. 1946)

Urodzona w 1946 roku w Waynesville w stanie Missouri, jest jedną z najbardziej oryginalnych poetek amerykańskich. Być może oryginalność ta wynika z wszechstronności jej zainteresowań: oprócz literatury studiowała socjologię i fotografię. Jest autorką czterech tomów wierszy, z których każdy był wydarzeniem literackim i przyniósł jej liczne nagrody, m.in. prestiżowe stypendium fundacji Guggenheima i nagrodę Poetry Society of America. Jej najnowszy tom, "Oko jak dziwny balon", ukazał się w 2004 roku. Od 1995 roku poetka jest redaktorką pisma literackiego "The Boston Review". Uczyła poezji na wielu uniwersytetach, obecnie wykłada na Washington University w St. Louis. Bang wydaje się być kontynuatorką amerykańskiej "szkoły nowojorskiej". Podobnie jak Franka O'Harę czy, może trafniej, Johna Ashbery'ego, inspirują ją sztuki wizualne: malarstwo Willema de Kooninga czy Maxa Ernsta, a także filmy Davida Lyncha czy programy telewizyjne. Jej teksty mają często kompozycję podobną do kolażu, a ich narracja zbudowana jest z językowych skrawków, mistrzowsko nanizanych na nić konceptu i aliteracji. Jak powiada sama poetka, łączą one "pozornie niezwiązane ze sobą zdarzenia i uciekają w ironiczny dystans, zamiast bezpośrednio wyrażać uczucia. Myślę, że Freud mógłby wiele powiedzieć o takim artystycznym wyborze". Dystans ten jest ostatecznie sposobem obrony sztuki przed zakusami ideologii czy też szerzej - tłamszącego "obucha sensu", który podporządkowuje naszą percepcję totalizującym schematom. Mary Jo Bang odwiedzi Polskę w maju 2007 na zaproszenie Centrum Kultury "Zamek" w Poznaniu oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

p

Wymarłe miasteczko błaga, by na nie spojrzeć -
opustoszałe fundamenty z kamienia, dawno zwalone

przez wiatr, posępne oszalowanie, którego być może
użyto do czegoś lepszego: do kurzu pokrywającego

górę i kopalnię albo do warstwy litej skały,
którą biegnie wykuta droga, wznosząca się prosto

z Philpsburga. Wyczerpana namiętność granitu
obejmującego granit, krajobraz

skał jak geometryczne ornamenty ze szczeciną porostów,
która dojrzała na czystym powietrzu i indolencji.

Oślepiający blask żarówki odbija echem
jałową przyszłość: noce zimnych prześcieradeł

zamaskowane to wzmagającym się, to słabnącym
łomotem blachy falistej. I nieruchomi więźniowie

w niepewnej aureoli żarówki, górnicze duchy
mężczyzn, którzy kiedyś w sobotnie noce

zjeżdżali na wiadrach do wydobycia rudy w dół góry,
by urodzić się na nowo w niechlujnym łóżku

burdelu w obozowym miasteczku. Ciernie krzewów
smagają moje gołe nogi. Niedoskonałe jagody

trzymają się mocno gałązek - kropelki
zawisłe w powietrzu nad czarną ziemią,

promienna krew, spóźnione ostrzeżenie: j u ż k o n i e c.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj