"Las to jego teren. Nie mielibyśmy szans. Poza tym wiedzieliśmy, że posiada noktowizor. Musieliśmy zaatakować go poza Puszczą Bukową i jednocześnie odciąć mu wszystkie drogi ucieczki" - mówi DZIENNIKOWI insp. Waldemar Horodko, komendant miejski policji w Szczecinie.
Katarzyna Świerczyńska: Brał pan udział w zasadzce na "Snajpera". Co się czuje, czekając w ukryciu na uzbrojonego
przestępcę?
Waldemar Horodko: Kiedy padają strzały, wszystko dzieje się spontanicznie, poziom adrenaliny jest ogromny, podniecenie sięga zenitu... Jestem pełen podziwu dla policjantów, którzy znaleźli się na wprost Antczaka, którzy zobaczyli na sobie czerwony punkcik lasera. Trzeba naprawdę zimnej krwi, żeby w takiej sytuacji nie strzelić do przestępcy.
Widzieliście, jak "Snajper" popełnia samobójstwo?
Ja byłem w tym momencie jakieś 100 metrów od niego. Było ciemno. Usłyszałem strzał. Potem był już tylko jeden wielki krzyk, harmider. To naprawdę trudno odtworzyć. To nie jest takie proste jak na filmach. Zbyt dużo rzeczy dzieje się naraz.
Na pierwszej linii ognia nie było antyterrorystów. Czekali w gotowości ukryci w innym miejscu. Dlaczego?
Uzbrojeni po zęby policjanci w kominiarkach od razu zwróciliby na siebie uwagę, mogli nas zdekonspirować.
Dlaczego nie zatrzymaliście bandyty w jego kryjówce w puszczy?
Las to jego teren. Nie mielibyśmy szans. Poza tym wiedzieliśmy, że posiada noktowizor. Musieliśmy zaatakować go poza Puszczą Bukową i jednocześnie odciąć mu wszystkie drogi ucieczki.
Antczak miał przy sobie saszetkę. Co w niej było?
Trzy telefony komórkowe, klucze od wynajmowanego mieszkania, około 40 nabojów. Takich najgorszych, rozrywających.
Ile przestępstw miał na koncie ten mężczyzna - oprócz dwóch postrzeleń i kilku włamań, o których informowały media?
Nawet kilkadziesiąt. Teraz będziemy to wszystko sprawdzać. Części przestępstw mógł dokonać ze wspólnikiem, którego zatrzymaliśmy wcześniej. To właśnie wtedy, kiedy został sam, stał się bezwzględny.
Poczuł pan ulgę, kiedy zobaczył Antczaka leżącego na ziemi?
Oczywiście. Od 13 lutego spałem po kilka godzin na dobę. I nawet w snach widziałem go. Kiedy wróciłem po akcji o 4 nad ranem do domu, żona powiedziała jedno słowo: gratuluję. O wszystkim dowiedziała się z telewizji. Za tydzień jedziemy na urlop. Mam nadzieję, że w górach będzie jeszcze śnieg.
Waldemar Horodko: Kiedy padają strzały, wszystko dzieje się spontanicznie, poziom adrenaliny jest ogromny, podniecenie sięga zenitu... Jestem pełen podziwu dla policjantów, którzy znaleźli się na wprost Antczaka, którzy zobaczyli na sobie czerwony punkcik lasera. Trzeba naprawdę zimnej krwi, żeby w takiej sytuacji nie strzelić do przestępcy.
Widzieliście, jak "Snajper" popełnia samobójstwo?
Ja byłem w tym momencie jakieś 100 metrów od niego. Było ciemno. Usłyszałem strzał. Potem był już tylko jeden wielki krzyk, harmider. To naprawdę trudno odtworzyć. To nie jest takie proste jak na filmach. Zbyt dużo rzeczy dzieje się naraz.
Na pierwszej linii ognia nie było antyterrorystów. Czekali w gotowości ukryci w innym miejscu. Dlaczego?
Uzbrojeni po zęby policjanci w kominiarkach od razu zwróciliby na siebie uwagę, mogli nas zdekonspirować.
Dlaczego nie zatrzymaliście bandyty w jego kryjówce w puszczy?
Las to jego teren. Nie mielibyśmy szans. Poza tym wiedzieliśmy, że posiada noktowizor. Musieliśmy zaatakować go poza Puszczą Bukową i jednocześnie odciąć mu wszystkie drogi ucieczki.
Antczak miał przy sobie saszetkę. Co w niej było?
Trzy telefony komórkowe, klucze od wynajmowanego mieszkania, około 40 nabojów. Takich najgorszych, rozrywających.
Ile przestępstw miał na koncie ten mężczyzna - oprócz dwóch postrzeleń i kilku włamań, o których informowały media?
Nawet kilkadziesiąt. Teraz będziemy to wszystko sprawdzać. Części przestępstw mógł dokonać ze wspólnikiem, którego zatrzymaliśmy wcześniej. To właśnie wtedy, kiedy został sam, stał się bezwzględny.
Poczuł pan ulgę, kiedy zobaczył Antczaka leżącego na ziemi?
Oczywiście. Od 13 lutego spałem po kilka godzin na dobę. I nawet w snach widziałem go. Kiedy wróciłem po akcji o 4 nad ranem do domu, żona powiedziała jedno słowo: gratuluję. O wszystkim dowiedziała się z telewizji. Za tydzień jedziemy na urlop. Mam nadzieję, że w górach będzie jeszcze śnieg.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl