Dziennik Gazeta Prawana logo

Francja we mgle

5 listopada 2007, 12:17
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Emmanuel Todd podobnie jak Marcel Gauchet niezwykle krytycznie ocenia kandydatów we francuskich wyborach prezydenckich. Oboje już dawno utracili zdolność do mówienia o realnych problemach Francji oraz jakikolwiek związek z własnym elektoratem. Royal zdaniem Todda bardziej przypomina "prawicową katoliczkę", zaś Sarkozy ze swoim neoliberalnym myśleniem "byłby świetnym kandydatem dla Amerykanów - 20 lat temu".

p

Nicolas Sarkozy i Ségolene Royal są duchami politycznymi, które nic sobą nie reprezentują. Dawniej przywódcy polityczni ucieleśniali idee polityczne, większe niż oni sami. Dziś nie ma już nic do ucieleśniania i dlatego kampania prezydencka przypomina lekturę kolorowych magazynów - nieustannie mówi się o stylu kandydatów, ich życiu osobistym czy problemach z partnerami.

Sarkozy i Royal są kandydatami pustki, ponieważ w sytuacji, gdy lęki społeczeństwa francuskiego dotyczą przede wszystkim kwestii ekonomicznych (kosztów globalizacji, zjawiska przenoszenia produkcji przemysłowej za granicę, redukcji płac), oni poruszają wszystkie możliwe tematy, poza tymi, które naprawdę interesują Francuzów. Partia Socjalistyczna i UMP straciły wszelki kontakt z tzw. ludem i ogromną częścią klasy średniej. Różnica między tymi dwiema oligarchiami polega tylko na jednym - PS uosabia elity państwowe, UMP elity rynkowe. Francja w ostatnich latach przeżywa jedną katastrofę polityczną za drugą. W roku 2002 skrajna prawica Le Pena znalazła się II turze wyborów. W roku 2005 mieliśmy "nie" w referendum, a potem - jesienią - zamieszki na przedmieściach. Wszystko to pokazuje, że nastroje buntu narastają. To powinno stworzyć popyt na idee lewicowe. Tymczasem kandydaci skręcają w prawo. Sarkozy jest zdecydowanie bardziej na prawo od Chiraca. Jego ulubione słowo to "zerwanie". Za tym słowem kryje się wezwanie: "Zerwijmy z Francją!". Sarkozy, proponując ultraliberalizm, proponuje Francuzom zerwanie z rzeczami, do których są bardzo przywiązani: publiczną szkołą czy systemem ubezpieczeń społecznych. Francuzi nadal wierzą w równość w życiu codziennym, ale Sarkozy'ego to nic nie obchodzi. Byłby świetnym kandydatem dla Amerykanów - 20 lat temu.

Royal natomiast posługuje się językiem, który z lewicą nie ma nic wspólnego. Jej przesłanie jest przede wszystkim przesłaniem moralnym. Odnosi się wrażenie, że mamy przed sobą prawicową katoliczkę, znacznie lepiej pasującą do Polski niż do Francji. Ona jest jak surowa matka, nieustannie podkreślająca, że rodziny powinny porządnie wychowywać swe dzieci. Bardziej odpowiada jej autorytarna wersja katolicyzmu niż socjalizm. To przez ludzi takich jak ona robotnicy wiążą swoje nadzieje z Frontem Narodowym Le Pena.

Jak rozumieć sytuację, w której głównymi kandydatami w wyborach są politycy, którzy nie mają najmniejszej ochoty mówić o realnych problemach ludzi? Nie ulega wątpliwości, że klasy niższe ewoluują w kierunku rewolty. Mają coraz więcej problemów i radzą sobie coraz gorzej. Tymczasem klasy wyższe stanowiące około jednej piątej populacji przechodzą ewolucję na prawo. Im powodzi się coraz lepiej. Nierówności są coraz większe. Sądzę, że taka sytuacja występuje w większości krajów rozwiniętych - klasa wyższa jest coraz bardziej oderwana od rzeczywistości, w której żyje reszta społeczeństwa. I coraz bardziej niecierpliwa w obliczu mechanizmu głosowania powszechnego. Tu nie chodzi tylko o narzucenie swej woli - oni po prostu nie dostrzegają, że istnieje jakiś świat, nie rozumieją, czego chce reszta społeczeństwa.

Antoine Barnave, polityk i deputowany trzeciego stanu w czasie rewolucji francuskiej, stwierdził dobitnie: "Nowy podział bogactw nieuchronnie prowadzi do nowego podziału władzy". Miał na myśli burżuazję, coraz potężniejszą w stosunku do arystokracji. Wtedy większa równość w dziedzinie ekonomicznej prowadziła do większej równości w dziedzinie politycznej. Dziś jest odwrotnie - zwiększenie nierówności ekonomicznych prowadzi do coraz mniej sprawiedliwego podziału władzy. To pozwala zrozumieć fenomen Sarkozy'ego.

Nie jestem marksistą, interesowały mnie zawsze raczej dzieje umysłowości i kultury. Wiem, że ekonomia jest ważna, ale brałem ją zawsze za powierzchnię rzeczy. Dziś jednak muszę przyznać, że interpretacje w kategoriach walki klas stają się trafne. Nie wyobrażałem sobie, że dożyję chwili, w której będę mógł na serio postawić pytanie w rodzaju: "Czy Sarkozy jest człowiekiem wielkiego kapitału?". A jednak ta chwila nadeszła. Sposób, w jaki Sarkozy był nieustannie podtrzymywany w centrum debaty dzięki sile mediów prywatnych kontrolowanych przez świat pieniądza sprawia, że chciałbym zobaczyć analizy porównawcze dotyczące medialnego wsparcia jego i Putina. To jest podobny fenomen.

Społeczeństwo francuskie jest dziś jak samolot, który wchodzi w warstwę chmur na chwilę przed lądowaniem. Jesteśmy dziś we mgle, a wybory będą swoistym objawieniem. Nie wiadomo, co przyniosą - obawiam się, że jedynie znakomite wyniki skrajnej prawicy. Sądzę, że sukces Le Pena w roku 2002 nie był wypadkiem przy pracy, lecz sygnałem, iż struktura francuskiego społeczeństwa uległa zmianie. Podobnie zamieszki w roku 2005 były prefiguracją prawdziwej przemocy, która wybuchnie być może niebawem po wyborach. Dobrze funkcjonująca demokracja to demokracja, w której elity biorą pod uwagę aspiracje różnych segmentów społeczeństwa. Jeśli system polityczny nie może skanalizować antagonizmów społecznych, pojawia się przemoc.

Kto zwycięży? Ségolene Royal nie zna się na gospodarce. Ma bardzo prowincjonalną wizję polityki. Świetnie rozumie problemy lokalne. Za to jest całkowicie niekompetentna, jeśli chodzi o sprawy międzynarodowe. Nie wiem też, czy jest w stanie myśleć w kategoriach całej Francji - jestem niemal pewien, że nie. Wszystko to jednak wcale nie oznacza, że Sarkozy wygra. Ma przewagę w sondażach - i jeszcze niedawno uważano jego zwycięstwo za pewnik. Ja tak nie uważam. Po pierwsze jego proamerykanizm wytwarza stałą i niewzruszoną wrogość w dawnych środowiskach gaullistowskich. Wielu wyborców prawicy nie ma najmniejszego zamiaru na niego głosować. Po drugie jako kandydat w wyborach powszechnych jest obiektem czysto wirtualnym. W swoim życiu tylko raz wygrał wybory - w Neuilly-sur-Seine, francuskiej stolicy bogaczy. Ten człowiek nigdy nie wygrywa. Gdy stanął po stronie Eduarda Balladura w wyborach prezydenckich w 1995 roku, Balladur poniósł klęskę. Doprowadził też do przegranej w referendum na Korsyce w 2003. Swoimi chamskimi wypowiedziami wywołał eskalację przemocy na przedmieściach w trakcie zamieszek w listopadzie 2005 roku. Jako ministrowi spraw wewnętrznych nie udało mu się doprowadzić do obniżenia poziomu przestępczości - co miało być jego głównym atutem. Zaczął się płaszczyć przed Bushem dokładnie wtedy, gdy ten stracił poparcie amerykańskiej opinii publicznej.

Przegrywa nawet we własnym domu - został publicznie upokorzony przez swoją żonę Cecilię, która porzuciła go na oczach milionów. Moim zdaniem Sarkozy prowadzi swoją partię ku klęsce. Nie jest w stanie wygrać w tej Francji, którą ja znam. Jeśli wygra, będzie to oznaczało, że znaleźliśmy się już w nowej Francji. Strasznej, ale nowej.

p

, ur. 1951, historyk, demograf, antropolog. Stał się sławny, publikując "La chute finale" (1976), książkę, w której wbrew powszechnie panującym opiniom przepowiadał upadek ZSRR. W roku 2003 wydał "Zmierzch imperium" (wyd. pol. 2004), światowy bestseller - manifest wyemancypowanej Europy, prowadzącej swą politykę niezależnie od USA. Kilkakrotnie gościł na łamach "Europy" - w nrze 116 z 21 czerwca ub.r. zamieściliśmy wywiad z nim "Koniec Europy, koniec euro".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj