Czy Nicolas Sarkozy wnosi coś nowego do francuskiej polityki? - pyta Guy Sorman. I odpowiada: wbrew pozorom niewiele. Przed kampanią wyborczą można się było łudzić, że występuje z jakimś nowym programem. Teraz jednak całkowicie upodobnił się do "Jacques'a Chiraca sprzed 30 lat" - reprezentuje ten sam brak politycznych idei zastępowany przez nadmiar energii. I to samo przekonanie, że cała polityka ogranicza się do państwa, które powinno rozwiązywać wszystkie problemy obywateli.
p
Francuscy kandydaci do fotela prezydenckiego twierdzą, że zamierzają dokonać przełomu. Jednak prawda jest inna. Świat się zmienia, a francuskie partie polityczne i ich przedstawiciele pozostają niezmienni. Przyjrzyjmy się z bliska tej sytuacji, idąc od lewicy do prawicy. Na koniec zatrzymamy się na dłużej przy Nicolasie Sarkozym, możliwym zwycięzcy wyborów.
Jeśli chodzi o skrajną lewicę, to Francja jest jedyną na świecie demokracją, w której istnieją dwie partie trockistowskie, partia komunistyczna i cała masa fundamentalistycznych partii ekologicznych. Razem wzięci kandydaci tych partii zbierają od 10 do 15 proc. głosów - w rezultacie każdy lewicowy kandydat jest zakładnikiem tych rewolucyjnych ekstremistów. Ale czy Francuzi życzą sobie rewolucji albo rządów komunistycznych? Niekoniecznie, jednak ta skrajna lewica łączy przeciwników globalizacji, gospodarki rynkowej i filozofii liberalnej. Popularność, jaką się cieszy w środowiskach intelektualnych, bierze się również ze swego rodzaju mody i historycznej kokieterii: trockiści i komuniści pozują na spadkobierców rewolucji francuskiej. Źródłem ich legitymacji politycznej w oczach francuskiej opinii publicznej jest rok 1789, a nie 1917. Dyskurs francuskich komunistów czerpie z historii jakobinów, nie zaś z pamięci bolszewickiej.
Znaczenie skrajnej lewicy powoduje, że Partia Socjalistyczna staje się jej zakładniczką. Dlatego nie może się ona odnowić tak, jak to uczyniły partie w Wielkiej Brytanii, Skandynawii czy Niemczech. Francuscy socjaliści - w tym wypadku Ségole`ne Royal - nie zawsze są socjaldemokratami. Pozostają zaciekłymi przeciwnikami gospodarki liberalnej i globalizacji. Ta archaiczna ideologia ulega radykalizacji pod wpływem społecznej bazy Partii Socjalistycznej, którą tworzą głównie urzędnicy państwowi - a wśród nich nauczyciele.
Przejdźmy teraz do centrum, gdzie nie bez trudności usiłuje przetrwać tradycja chrześcijańsko-demokratyczna, reprezentowana przez Fran?ois Bayrou. Jest on rozdarty, jak wszyscy jego centrystyczni poprzednicy, między dyskursem dążącym na lewo i wyborcami, którzy dążą na prawo. Jest już tradycją, że chadecy unikają dylematów i nie proponują żadnych rozwiązań, aby nikogo nie urazić. Ze strachu przed utratą świeckiego elektoratu nie wspominają już nawet o wartościach chrześcijańskich.
Po przeciwnej stronie politycznego spektrum skrajna prawica pozostaje bardzo silna - około 15 proc. głosów - dzięki charyzmie swego lidera, Jeana-Marie Le Pena oraz prostocie jego programu: imigranci won!
Skupmy się teraz na Nicolasie Sarkozym, który zajmuje pozostałą przestrzeń, czyli około 25 proc. wyborczych głosów. Czy Sarkozy wnosi coś nowego do francuskiego życia politycznego? Przed kampanią wyborczą można było tak sądzić, ale im dalej kampania się posuwała, tym on sam stawał się banalniejszy. Obecnie nieodparcie przypomina Jacques'a Chiraca sprzed 30 lat: energia zastępuje przekonania i program.
Sarkozy sprzed kampanii wyborczej powoływał się na wartości raczej nowe we francuskim pejzażu politycznym: porządek, pracę, zasługi, wartości chrześcijańskie, a nawet - co za skandal! - był proamerykański oraz zdecydowanie przychylnie nastawiony do gospodarki liberalnej i rynkowej. Z upływem czasu pozostał jedynie dyskurs skupiony na porządku i bezpieczeństwie, reszta gdzieś się ulotniła. Sarkozy zdystansował się wobec Stanów Zjednoczonych, krytykuje szefów przedsiębiorstw, neguje wartość euro i Banku Europejskiego, choć zarazem twierdzi, że jest proeuropejski. Znaczące jest to, że jego przemówienia pisze ten sam autor, który pisał przemówienia dla Jacques'a Chiraca w 1995 roku: raczej nacjonalistycznie nastawiony, antyamerykański, antyliberalny. Z wartości chrześcijańskich pozostała u Sarkozy'ego wyłącznie wrogość wobec wejścia Turcji do Unii Europejskiej - dzięki temu zyskał poparcie byłego prezydenta, Valéry'ego Giscarda d'Estaing. Oto więc Sarkozy - spadkobierca Giscarda i Chiraca. Z jedną różnicą w polityce zagranicznej: Sarkozy uważa, że Francja powinna zaprotestować przeciw gwałceniu praw człowieka w Rosji i Chinach. To rzecz nowa, ale zobaczymy, jak sprawdzi się w praktyce.
Co ostatecznie charakteryzuje Sarkozy'ego, ale również wszystkich jego konkurentów - to wiara w państwo, kult państwa. Na wszystkie pytania stawiane podczas kampanii wyborczej Sarkozy odpowiada, że "państwo się tym zajmie". Bez wątpienia ta namiętność do państwa jest zgodna z francuską tradycją, z oczekiwaniami wyborców; jednak ci, którzy mieli nadzieję usłyszeć lepiej ugruntowany dyskurs dotyczący odpowiedzialności osobistej, społeczeństwa obywatelskiego czy mechanizmów rynkowych, bardzo się zawiedli.
Ani przez moment Sarkozy nie brał pod uwagę, że państwo może nie tylko nie rozwiązywać żadnych problemów, ale wręcz samo stanowić problem. Nie zastanawia się zbytnio nad deficytem, porażką ekonomicznych interwencji państwa (kiedy sam sprawował funkcję ministra finansów, miał bardzo interwencjonistyczne nastawienie) i francuską stagnacją polityczną. Sarkozy nie jest ani Reaganem, ani Thatcher, ani nawet Blairem. Ale jak mógłby być taki jak oni? Został politykiem w wieku 20 lat, nigdy nie funkcjonował poza państwem - jak Jacques Chirac - jakże więc mógłby nie idealizować państwa, które zamierza podbić i podporządkować sobie, jak wszyscy jego poprzednicy? Zauważmy zresztą, że Sarkozy nie zamierza wcale zmniejszyć władzy prezydenckiej (która już jest gigantyczna i nie ma odpowiednika w żadnej innej demokracji). Wręcz przeciwnie - zamierza zmniejszyć rolę premiera i skoncentrować jeszcze więcej władzy we własnych rękach.
Jeśli Sarkozy zostanie wybrany, państwo francuskie pozostanie niezmienione, ale francuskie społeczeństwo zmienia się szybciej niż państwo. Ten wybór stanowi ilustrację powiększającego się rozziewu pomiędzy Francją a jej politykami. Znaczący jest fakt, że najmłodsi Francuzi są najbardziej wrogo nastawieni do tych rządów, które nieodżałowany Fran?ois Revel nazywał "monarchią elekcyjną".
p
, ur. 1944, pisarz, publicysta związany z "Le Figaro Magazine". Wydał m.in.: "Amerykańską rewolucję konserwatywną" (wyd. pol. 1983), "Rozwiązanie liberalne" (wyd. pol. 1985), "Le progre`s et ses ennemis" (2001) i "Made in USA" (wyd. polskie 2005). Niedawno nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się jego książka "Rok Koguta". Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - w nrze 39 z 30 września br. opublikowaliśmy jego głos w dyskusji "Wojna starej i nowej Europy".