Bogusław Kaczyński nie ma wątpliwości, że to anioły sprowadziły Kasię Lewandowską, menedżera artystycznego, do jego mieszkania o kwadrans wcześniej, niż się umawiali. Gdyby kobieta pojawiła się chwilę później, Bogusław Kaczyński mógłby już nie żyć.
"Jeszcze kilka minut i już nigdy nie otworzyłbym tych drzwi. Traciłem siły, z coraz większym trudem się poruszałem. Nie mam wątpliwości, że Kasia
uratowała mi życie" - mówi "Faktowi" Bogusław Kaczyński.
Kasia Lewandowska na osiedle Wilanów, gdzie wielki znawca muzyki mieszka i ma swój impresariat artystyczny i wydawniczy, dojeżdża codziennie z praskiej części Warszawy. Zawsze wychodzi z domu o tej samej porze i do pracy dociera na dziewiątą rano.
"We wtorek wszystkie światła na skrzyżowaniach paliły się na zielono. Dosłownie przemknęłam przez całe miasto i na miejsce dojechałam piętnaście minut wcześniej niż zazwyczaj. Zapukałam do drzwi dyrektora. Usłyszałam szuranie nogami. Bogusław Kaczyński otworzył mi drzwi. Był potwornie blady, opierał się o framugę, z trudem powiedział, że źle się czuje" - mówi Lewandowska.
Dziennikarz już miał ogromne problemy z poruszaniem się. Otoczyła go więc ramieniem i pomogła dojść do fotela. Okryła mu nogi grubym kocem. Spytała, czy wzywać pogotowie. Przytaknął. Nie mógł już mówić. Z sekundy na sekundę czuł się gorzej, porażenie obejmowało coraz większą część ciała - pisze "Fakt".
Dziś, po pierwszych ciężkich dniach, rokowania lekarzy są na szczęście bardzo dobre. Bogusław Kaczyński wróci do domu i tam będzie przechodził rehabilitację i wracał do zdrowia. "W październiku zatańczę na weselu Kasi" - zapowiada.
Kasia Lewandowska na osiedle Wilanów, gdzie wielki znawca muzyki mieszka i ma swój impresariat artystyczny i wydawniczy, dojeżdża codziennie z praskiej części Warszawy. Zawsze wychodzi z domu o tej samej porze i do pracy dociera na dziewiątą rano.
"We wtorek wszystkie światła na skrzyżowaniach paliły się na zielono. Dosłownie przemknęłam przez całe miasto i na miejsce dojechałam piętnaście minut wcześniej niż zazwyczaj. Zapukałam do drzwi dyrektora. Usłyszałam szuranie nogami. Bogusław Kaczyński otworzył mi drzwi. Był potwornie blady, opierał się o framugę, z trudem powiedział, że źle się czuje" - mówi Lewandowska.
Dziennikarz już miał ogromne problemy z poruszaniem się. Otoczyła go więc ramieniem i pomogła dojść do fotela. Okryła mu nogi grubym kocem. Spytała, czy wzywać pogotowie. Przytaknął. Nie mógł już mówić. Z sekundy na sekundę czuł się gorzej, porażenie obejmowało coraz większą część ciała - pisze "Fakt".
Dziś, po pierwszych ciężkich dniach, rokowania lekarzy są na szczęście bardzo dobre. Bogusław Kaczyński wróci do domu i tam będzie przechodził rehabilitację i wracał do zdrowia. "W październiku zatańczę na weselu Kasi" - zapowiada.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|