Dziennik Gazeta Prawana logo

Pracodawca mnie oszukał

5 listopada 2007, 23:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pracowałam już szósty rok w dużej zagranicznej firmie zatrudniającej blisko 10 tys. osób. Zaszłam w ciążę, termin porodu miałam wyznaczony na koniec października. W sierpniu szef powiedział, że na czas nieobecności moje obowiązki przejmie pani Jola, którą mam zacząć wdrażać w pracę - pisze Katarzyna Nowak w DZIENNIKOWYM cyklu "Matka Polka Pracująca".
Pod koniec września, na dwa tygodnie przed porodem, lekarka kazała mi leżeć w domu. W biurze wszystkie sprawy zakończyłam, przekazałam i poszłam na zwolnienie. Cały czas odbierałam telefony i e-maile od pani Joli, starając się jej pomóc. Dwa razy nawet pojechałam do firmy, by wyjaśnić jej coś na miejscu.

W końcu urodziłam. Szef zadzwonił i pogratulował. Poszłam na urlop macierzyński, a na kilka tygodni przed jego zakończeniem przyjechałam do firmy, gdzie odbyłam miłą rozmowę z szefem. Powiedziałam, że chcę wziąć dwa miesiące urlopu wychowawczego, ale jeśli sytuacja w firmie wymaga mojego powrotu, to oczywiście zrezygnuję z tych planów. "Nie ma problemu, bierz wychowawczy, gdyby coś się zmieniło, to zadzwonię" - usłyszałam.

Minęły dwa miesiące, tydzień przed zakończeniem urlopu zadzwoniłam do szefa. "Wracam, pamiętasz?" - zapytałam. "Oczywiście, czekamy" - odparł.

W poniedziałek wyruszam z radością do pracy, miło będzie spotkać się ze wszystkimi. Po krótkim przywitaniu szef zakłada marynarkę i zaprasza mnie do działu personalnego. Idziemy do pokoju, gdzie już czeka kadrowa. Wręcza mi wypowiedzenie. Powód? Reorganizacja. "No wiesz, to już nie jest ta sama firma, w której ty pracowałaś" - mówi kadrowa. Patrzę na nich oboje, wszyscy doskonale wiemy, że w moim dziale nic się nie zmieniło, nie było żadnej reorganizacji oprócz tego, że mnie zastąpiła pani Jola.

"Ale moje stanowisko przecież nadal jest" - polemizuję. "Jola robi zupełnie co innego, niż ty robiłaś" - kłamie w żywe oczy kadrowa. "Czy to prawda?" - pytam szefa. On milczy, chyba mu głupio, powtarzam swoje pytanie drugi, potem trzeci raz. Po długiej ciszy szef prosi kadrową o rozmowę na osobności. Wychodzą uzgodnić wersję. Po powrocie szef informuje, że faktycznie Jola robi to, co ja, ale jej obowiązki zostały nieco zmodyfikowane. "No dobrze, ale modyfikacja obowiązków na stanowisku pracy nie jest jeszcze reorganizacją skutkującą likwidacją miejsca pracy" - upieram się.

Kadrowa informuje, że jeśli się nie zgadzam, to mogę zawsze odwołać się do sądu. "Tak zrobię" - mówię i wychodzę. Chce mi się płakać ze wściekłości i bezsilności, ale się trzymam. Więcej już nie muszę tu wracać, wypowiedzenie zwalnia mnie z obowiązku świadczenia pracy.

Następnego dnia idę do Państwowej Inspekcji Pracy na dyżur prawnika. Pani z PIP-u wyraźnie mnie zniechęca do złożenia pozwu, informując że właściwie nie mam szans wygrać i że to ja muszę udowodnić pracodawcy, że reorganizacja nie nastąpiła.

Piszę pozew i składam go w sądzie. Sprawę wygrywam, sąd przyznaje mi rację, żadnej reorganizacji nie było, powód wypowiedzenia jest nieprawdziwy, zostaję przywrócona do pracy. Pracodawca składa apelację, minęło już blisko pół roku, a termin rozprawy nie jest jeszcze wyznaczony.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj