Bomby w domu byłego prezydenta nie było. Policyjni saperzy przez kilka godzin sprawdzali rezydencję byłego prezydenta. Chcieli być pewni, że to faktycznie fałszywy alarm, a nie prawdziwy zamach.
Gdy policjanci z Ustronia odwiedzili dom mężczyzny, który ich zawiadomił, przyczyny alarmu stały się jasne. Mężczyzna był pijany. Alkomat pokazał aż 2,30 promila alkoholu. Dziś tłumaczy się prokuratorowi dlaczego wywołał fałszywy alarm.