Mam dorosłą córkę. Zawsze próbowałam godzić jej wychowywanie z pracą. Wiem doskonale, jakie to trudne. Kiedy moja córka była mała, pracowałam tak, że zaczynałam rano, a kończyłam wieczorem. Po przedszkolu dziecko przejmowała niania - pisze w DZIENNIKU Ewa Kopacz, posłanka PO.
Ja z dyżuru w szpitalu szłam do prywatnego gabinetu. Lekarze, zresztą nie tylko oni, muszą się dobrze napracować, żeby w miarę dobrze zarobić. Pamiętam trudne
momenty. Na przykład wtedy, kiedy przyjmowałam w domowym gabinecie pacjentów, w poczekalni pełnej ludzi stawała nagle moja kilkuletnia córka i mówiła: - W domu nie ma nawet kawałka
czekolady. To była nieprawda, ale ona chciała w ten sposób zwrócić na siebie uwagę wiecznie zajętej mamy.
Kiedy miała kilkanaście lat, mawiała demonstracyjnie: "Moje dzieci będą miały matkę 24 godziny na dobę. Pamiętam, że nie czułam się z tym dobrze. Bałam się o nasze relacje w przyszłości. I tego, że ona bardziej przywiąże się do ojca i babci niż do rodzonej matki. To było dla mnie trudne".
Na szczęście moje obawy nie spełniły si. Mam z córką dobry kontakt. I najbardziej niezwykłe jest to, że ona, tak jak ja, chce być pediatrą. Kończy właśnie studia na medycynie. Czasami pytam ją: "Jesteś tego pewna? A co zrobisz, jeśli inne dzieci będą ważniejsze, kiedy w nocy będziesz musiała zostawić własne dziecko i do nich jechać? Odpowiada, że warto".
Mimo to wiem, że mogłam pewnie zorganizować wszystko inaczej. Nie pracować tyle, wracać ze szpitala o godz. 15, zrobić obiad, pójść z dzieckiem na spacer. Wtedy jednak uważałam, że nie mogę. Że muszę pracować, żeby zarobić na dom.
Co zrobić, żeby straty po obu stronach - pracujących matek i dzieci - były jak najmniejsze? Uważam, że kobiety powinny wykonywać swoją pracę jak najbliżej dzieci. Dlatego każda forma, która pozwoli pogodzić dawanie ciepła dziecku z zarabianiem, będzie przeze mnie popierana. Żeby matka mogła kupić dziecku lizaka i nie martwić się, że jej na to nie stać, ale żeby też nie musiała rezygnować z bycia z dzieckiem. Jedną z takich form jest telepraca. Dlatego ją popieram.
Ewa Kopacz, posłanka PO, członkini komisji polityki społecznej i komisji zdrowia
Kiedy miała kilkanaście lat, mawiała demonstracyjnie: "Moje dzieci będą miały matkę 24 godziny na dobę. Pamiętam, że nie czułam się z tym dobrze. Bałam się o nasze relacje w przyszłości. I tego, że ona bardziej przywiąże się do ojca i babci niż do rodzonej matki. To było dla mnie trudne".
Na szczęście moje obawy nie spełniły si. Mam z córką dobry kontakt. I najbardziej niezwykłe jest to, że ona, tak jak ja, chce być pediatrą. Kończy właśnie studia na medycynie. Czasami pytam ją: "Jesteś tego pewna? A co zrobisz, jeśli inne dzieci będą ważniejsze, kiedy w nocy będziesz musiała zostawić własne dziecko i do nich jechać? Odpowiada, że warto".
Mimo to wiem, że mogłam pewnie zorganizować wszystko inaczej. Nie pracować tyle, wracać ze szpitala o godz. 15, zrobić obiad, pójść z dzieckiem na spacer. Wtedy jednak uważałam, że nie mogę. Że muszę pracować, żeby zarobić na dom.
Co zrobić, żeby straty po obu stronach - pracujących matek i dzieci - były jak najmniejsze? Uważam, że kobiety powinny wykonywać swoją pracę jak najbliżej dzieci. Dlatego każda forma, która pozwoli pogodzić dawanie ciepła dziecku z zarabianiem, będzie przeze mnie popierana. Żeby matka mogła kupić dziecku lizaka i nie martwić się, że jej na to nie stać, ale żeby też nie musiała rezygnować z bycia z dzieckiem. Jedną z takich form jest telepraca. Dlatego ją popieram.
Ewa Kopacz, posłanka PO, członkini komisji polityki społecznej i komisji zdrowia
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|