Mam dwóch synów, jeden ma 15, drugi 12 lat. Kiedy urodził się pierwszy, byłam z nim w domu półtora roku, potem wróciłam do pracy. Z drugim zostałam tyle, ile wynosił urlop macierzyński - pisze w DZIENNIKU Beata Mazurek, posłanka PiS.
Miałam ten komfort, że pomagali mi teściowie. Kiedy tylko dziecko potrzebowało opieki, zajmowała się nim babcia. W każdym momencie mogłam skorzystać z jej pomocy.
To było bardzo ważne. Wiem jednak, że nie każda kobieta tak ma. Że większość z nas w czasie choroby dziecka ma do wyboru: wziąć zwolnienie albo nadal pracować. I to jest problem. Bo wiele
kobiet ma zakodowane gdzieś w głębi głowy, że jest czymś niestosownym pójść na zwolnienie z powodu choroby dziecka. Że kobiety, które tak robią, przy reorganizacji lub jakichkolwiek
kłopotach firmy będą pierwsze do zwolnienia, wyłącznie z tego powodu, że sprawiają kłopoty.
Ja nie jestem inna, też miałam takie obawy. Tym bardziej że bardzo długo byłam bezrobotna i kiedy wreszcie znalazłam pracę, co w Chełmnie, w którym mieszkam, nie jest łatwe, robiłam wszystko, żeby jej nie stracić. Kiedy więc moje dziecko chorowało, nie brałam na nie zwolnienia. Bo się bałam. Moje koleżanki robiły to samo, też się bały. Z drugiej strony, kiedy chodziłam do pracy, miałam wyrzuty sumienia. Nie czułam się dobrze ani w domu, ani w firmie, gdzie obwiniałam się, że nie jestem przy rozgorączkowanym dziecku.
I wiem, że to, o czym teraz opowiadam, to nie tylko kwestia nieuzasadnionych obaw. Działałam kiedyś w związkach zawodowych. W firmie nastał czas zwolnień i dyrekcja ustalała je ze związkami. Z przerażeniem zobaczyłam, że związki w pierwszej kolejności wytypowały do zwolnień kobiety! Na szczęście nie było jeszcze za późno i zdążyłam wpłynąć na to, żeby nie doszło do tak jawnej dyskryminacji. Ale ten przykład pokazuje, że kobiety w Polsce są dyskryminowane. Że ich obawy, poczucie rozdarcia, niepewności - są uzasadnione.
Dlatego dobrze się dzieje, że w polskim prawie pojawiła się szansa na usankcjonowanie telepracy. Nie znam jeszcze szczegółów tej ustawy, być może niektóre trzeba będzie zmienić, ale popieram ideę. Mam świadomość, że telepraca nie w każdej sytuacji zda egzamin, niektórzy muszą pracować w firmie. Jednak założenie jest słuszne. Sprzyja temu, żeby matki mogły pracować i osobiście czuwać nad chorym dzieckiem. Żeby nie musiały wychodzić na cały dzień z domu, kiedy ono potrzebuje mamy. Żeby dzieci jak najdłużej były z matkami, a matki z dziećmi. I temu, żeby kobiety mogły prowadzić normalny dom. Ugotować obiad, posprzątać, zrobić pranie i nie rezygnować z zarabiania na życie.
Będę w Sejmie popierać telepracę. Będę pilnować, żeby prace nad tą ustawą szły jak najszybciej. To słuszna idea.
Beata Mazurek, posłanka PiS, członkini komisji pracy i komisji ds. Unii Europejskiej
Ja nie jestem inna, też miałam takie obawy. Tym bardziej że bardzo długo byłam bezrobotna i kiedy wreszcie znalazłam pracę, co w Chełmnie, w którym mieszkam, nie jest łatwe, robiłam wszystko, żeby jej nie stracić. Kiedy więc moje dziecko chorowało, nie brałam na nie zwolnienia. Bo się bałam. Moje koleżanki robiły to samo, też się bały. Z drugiej strony, kiedy chodziłam do pracy, miałam wyrzuty sumienia. Nie czułam się dobrze ani w domu, ani w firmie, gdzie obwiniałam się, że nie jestem przy rozgorączkowanym dziecku.
I wiem, że to, o czym teraz opowiadam, to nie tylko kwestia nieuzasadnionych obaw. Działałam kiedyś w związkach zawodowych. W firmie nastał czas zwolnień i dyrekcja ustalała je ze związkami. Z przerażeniem zobaczyłam, że związki w pierwszej kolejności wytypowały do zwolnień kobiety! Na szczęście nie było jeszcze za późno i zdążyłam wpłynąć na to, żeby nie doszło do tak jawnej dyskryminacji. Ale ten przykład pokazuje, że kobiety w Polsce są dyskryminowane. Że ich obawy, poczucie rozdarcia, niepewności - są uzasadnione.
Dlatego dobrze się dzieje, że w polskim prawie pojawiła się szansa na usankcjonowanie telepracy. Nie znam jeszcze szczegółów tej ustawy, być może niektóre trzeba będzie zmienić, ale popieram ideę. Mam świadomość, że telepraca nie w każdej sytuacji zda egzamin, niektórzy muszą pracować w firmie. Jednak założenie jest słuszne. Sprzyja temu, żeby matki mogły pracować i osobiście czuwać nad chorym dzieckiem. Żeby nie musiały wychodzić na cały dzień z domu, kiedy ono potrzebuje mamy. Żeby dzieci jak najdłużej były z matkami, a matki z dziećmi. I temu, żeby kobiety mogły prowadzić normalny dom. Ugotować obiad, posprzątać, zrobić pranie i nie rezygnować z zarabiania na życie.
Będę w Sejmie popierać telepracę. Będę pilnować, żeby prace nad tą ustawą szły jak najszybciej. To słuszna idea.
Beata Mazurek, posłanka PiS, członkini komisji pracy i komisji ds. Unii Europejskiej
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|