Dwulatka musiała pojechać do szpitala, bo śrut z wiatrówki utkwił głęboko w ręce. Jak twierdzą policjanci, miała dużo szczęścia, że jej brat trafił akurat w ramię. Bo strzelał z bardzo bliska. I gdyby trafił siostrę np. w głowę, mogło być bardzo źle.

A chłopak znalazł wiatrówkę w kotłowni domu i nie wiedział, że może nią zrobić komuś krzywdę. "Policja ustala teraz przede wszystkim, dlaczego wiatrówka była nabita" - informuje January Majewski, rzecznik Komendy Wojewódzkiej w Radomiu. Policjanci sprawdzą też, jak to się stało, że czterolatek miał dostęp do broni, i czy jego ojciec miał na nią pozwolenie.