Dziewczynka zginęła w nocy. Wszystko zaczęło się prawdopodobnie od kłótni przed jednym z barów. Dwóch Włochów próbowało uspokoić dwójkę hałasujących pijanych Polaków. Jednak sprzeczka zamieniła się w bójkę, w której poszkodowani zostali Włosi.
Ale to był dopiero początek. Jeden z Włochów wrócił do domu, zabrał pistolet i poszedł się zemścić. Jeszcze w furii odnalazł polskiego imigranta w jego domu. Podjechał na motocyklu i zaczął strzelać na oślep. Chciał sam wymierzyć sprawiedliwość. Ale dwie kule trafiły pięcioletnią córkę Polaka, jedna z nich uderzyła w głowę. Karolinka zmarła na miejscu.
32-letni robotnik, który zastrzelił dziewczynkę, najpierw uciekł. Potem jednak sam zgłosił się na posterunek karabinierów. Został już przesłuchany. Strzelał z nielegalnej broni. Śledczy nie mają wątpliwości co do jego winy - mężczyzna trafił do aresztu. Teraz stanie przed sądem.
Nieoficjalnie poinformowano, że ojciec zabitej dziewczynki - 26-letni Jan, pracujący w fabryce spożywczej - pochodzi z Sanoka i tam dziecko ma zostać pochowane.
Według jednej wersji, mężczyzna słysząc odgłosy motoru stanął z Karoliną na rękach w drzwiach domu, według drugiej - w oknie. Wtedy właśnie Włoch oddał kilka strzałów w kierunku budynku.
Ojciec ofiary twierdzi, że nie uczestniczył w żadnej bójce z Włochami, lecz był tylko na piwie ze swoimi znajomymi. Ponadto opowiedział, że Włoch zachowywał się wyjątkowo agresywnie i wyważył drzwi balkonowe w ich mieszkaniu na parterze.
Włosi są wstrząśnięci tą tragedią. A polski konsulat zapowiada, że bacznie przyjrzy się sprawie.Na razie o tym, że była to przypadkowa śmierć, informuje agencja Ansa.