To zwarcie przewodu elektrycznego było bezpośrednią przyczyną wybuchu ognia na dachu kościoła w Gdańsku. Śledczy ustalili, że przewód był naprawiany niefachowo i oskarżyli kierownika remontu o nieumyślne spowodowanie pożaru. Oskarżony Marek M. wraz z drugim robotnikiem opuścili kościół, nie odłączając szlifierki od prądu.

Pożar, który wybuchł 22 maja ubiegłego roku, strawił cały dach kościoła św. Katarzyny. W ciągu kilkunastu minut konstrukcja dachu zawaliła się. Jej szczątki spadły na betonowy strop, który jednak przetrwał i ochronił wnętrze świątyni przed ogniem. Strażakom udało się też uratować wieżę kościoła wraz ze znajdującym się w niej zabytkowym carillonem, czyli dzwonami, na których można wygrywać melodie.

Gdańska prokuratura uznała, że winnym zaniedbań jest właśnie Marek M., szef firmy prowadzącej remont. To on powinien dopilnować, by prace były prowadzone prawidłowo, tym bardziej że kościół jest cennym zabytkiem gotyckim.