Poseł podtrzymuje swój pomysł, by prawa do zorganizowania Euro 2012 oddać temu, kto da najwięcej. "W ten sposób, nie inwestując nic, możemy sporo zyskać" - argumentuje Misztal, który już wysłał list do premiera Jarosława Kaczyńskiego.

Piotr Misztal ujawnia dziennikowi.pl szczegóły swojego planu. Nie chodzi o sprzedaż za gotówkę, miliarda euro czy innej, równie wysokiej sumy. Poseł chce wymienić prawa do Euro 2012 na długoletnie kontrakty handlowe z którymś z krajów. Dzięki temu - tłumaczy poseł - moglibyśmy czerpać korzyści gospodarcze przez wiele lat.

Poza tym ten list ma - zdaniem posła - tak naprawdę przyspieszyć w Polsce działania rządu i parlamentu w sprawie Euro 2012, bo już wkrótce posłowie udadzą się na długi urlop i dalej nic w tej sprawie nie będzie robione.

Rzecznik rządu powiedział dziennikowi.pl, że kancelaria premiera listu Misztala jeszcze nie otrzymała. Ale i bez listu odpowiedź jest jedna. "Pomysł ten można zakwalifikować do kategorii kosmicznych" - mówi Jan Dziedziczak.

"Dla tego pana 100 tysięcy dolarów w kupie to jest kosmos. Jak ktoś jest mądrzejszy i potrafi coś zrobić w życiu, to jest właśnie dla niego kosmos. Niech on mi powie, co on takiego w życiu osiągnął, niech wyliczy swoje osiągnięcia i niech spróbuje się porównać ze mną. Jeśli ktoś od razu wyśmiewa pomysł i nawet nie próbuje na ten temat podyskutować, to znaczy że jest nieodpowiedzialny i w życiu nie powinien być rzecznikiem rządu" - ripostuje wzburzony poseł Misztal.

Mimo wszystko były poseł Samoobrony wciąż liczy na oficjalną odpowiedź z kancelarii premiera, bo - jak sam mówi - "jeśli ktoś kogoś pyta o coś na piśmie, to wypadałoby odpowiedzieć".

Inicjatywa Piotra Misztala nie znalazła - delikatnie mówiąc - poparcia także w Polskim Związku Piłki Nożnej. Zbigniew Koźmiński z PZPN skwitował rzecz krótko: "Idiotyzmów nie będę komentował. Nawet wstyd o tym mówić, bo to nam uwłacza".