Jaggera kochali wszyscy. Nazywali go pieszczotliwie Siwy. Mieli uczyć się na nim, jak opiekować się końmi, jak je karmić, dbać o nie i kochać. Ale dyrektor wynajmował go na prywatne przejażdżki. W czasie jednej z nich Jagger zranił się w nogę. Szef szkoły, Stefan Jaworski, zostawił zwierzę bez pomocy. Agonia konia na oczach uczniów trwała tydzień. Teraz wszczęli bunt. Żądają, by dyrektor odszedł - pisze "Fakt".
Koń miał być tylko ich pomocą naukową, a swoim oddaniem, czułością i mądrością trafił do młodzieńczych serc. Konie należały do szkoły, ale dyrekcja wynajmowała je za pieniądze. Po jednej z przejażdżek uczniowie zauważyli, że Jagger jest jakiś nieswój. Miał skaleczoną nogę, która zaczęła szybko puchnąć.
Powiadomili dyrektora, a ten na ich prośbę zadzwonił do weterynarza. Ale lekarz nie odebrał telefonu, więc dyrektor więcej nie zadzwonił. A koń był już poważnie chory. Miał gorączkę, rżał cicho. Nie było przy nim jednak ani instruktorów, ani dyrektora, ani nawet weterynarza. Teraz uczniowie nie potrafią wybaczyć dyrektorowi bezduszności.