Dziennik Gazeta Prawana logo

Staruszkowie cierpią za dobre serce

13 października 2007, 15:40
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rodzeństwo staruszków zapisało kuzynowi dom i gospodarstwo. W zamian oczekiwało odrobiny dobroci i pomocy na starość. Doczekało się niewoli we własnym domu - pisze "Fakt".

79-letni Bolesław Kałek i jego 85-letnia siostra Teresa Podeszwa zostali uwięzieni we własnym domu. Nikt nie ma wstępu na piętro dużego domu, w którym mieszkają, bo nie wpuszcza ich 57-letni Eugeniusz J. zajmujący parter.

"I to wszystko za naszą dobroć. Nie mieliśmy już siły uprawiać ziemi, więc chcieliśmy, żeby poszła w dobre ręce. No to się doczekaliśmy" płaczą staruszkowie,

Kilka lat temu staruszkowie zapisali Eugeniuszowi J. duży dom i gospodarstwo w Srocku Małym (Wielkopolska). Ponieważ żadne z nich nie doczekało się własnych dzieci, wybór padł na Eugeniusza J. Ten obiecał staruszkom, że w zamian za tak wspaniały prezent będzie się nimi opiekować do końca życia i niczego im nie zabraknie. Wprowadził się do domu i zamieszkał na parterze. Przez pierwsze lata wszystko układało się dobrze. Dopiero, gdy pan Bolesław i jego siostra podupadli na zdrowiu, zaczęło się piekło - informuje "Fakt".

On nikogo do nas nie wpuszcza. Leżeliśmy z bratem chorzy na górze, a nikt się do nas nie mógł dostać, bo Geniu pozamykał wszystkie drzwi na dole i bramę. Nigdy byśmy się takiej niegodziwości po nim nie spodziewali" - opowiada ze łzami w oczach Teresa Podeszwa. To, co przeżywali staruszkowie to prawdziwa gehenna. Zdarzało się, że jedli tylko stary, suchy chleb, bo nie mogli sami wyjśc do sklepu, a nikt im nie mógł przynieść jedzenia.

"Nie chciał wpuścić do mnie nawet księdza po kolędzie" - Bolesław Kałek płacząc, wspomina złośliwości kuzyna, który nie zlitował się nawet wtedy, gdy do staruszków przyszły siostry z opieki społecznej z zakupami i lekarstwami.

"Doszło do tego, że poczuliśmy się, jak więźniowie we własnym domu. Nie mogliśmy się umyć, bo nie mieliśmy siły, przestaliśmy jeść i pić. W końcu dobrzy ludzie zaczęli nam podawać jedzenie, które wciągaliśmy przez okno na sznurkach" - opowiada w "Fakcie" zrozpaczona pani Teresa.

Staruszkowie w końcu nie wytrzymali tego piekła. Pan Bolesław trafił do szpitala, przeszedł operację. Tutaj na szczęście ma się nim kto zaopiekować, podać jedzenie i picie. "Ale co będzie, jak będę musiał wrócić do domu?" - pyta staruszek. Jego siostra wyjechała do swojej chrześniaczki Zofii Czerniejewicz. Sprawą zajęła się już policja.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj