Chłopczyk poszedł z mamą na spacer. Gdy zobaczył kolorowe balony, chciał taki dostać od mamy. Nagle na poznański rynek z piskiem opon wjechał samochód prowadzony przez 39-letnią Mariolę Ś.
Jechała swoim luksusowym autem, slalomem omijając ludzi, choć rynek przeznaczony jest tylko dla pieszych. Z rozpędem potrąciła małego Tomka - informuje "Fakt". Maluch upadł z płaczem na ziemię, a przechodnie zamarli.
"Synek właśnie wybierał balony, gdy nagle najechała na niego ta kobieta" - z przerażeniem opowiada mama chłopca Małgorzata Rossa–Pikulska. "Ja nie widziałam tego chłopca i go nie przejechałam" - mówiła po zatrzymaniu samochodu Mariola Ś.
Niestety, potężna toyota przejechała chłopcu po stopie. Dziecko z dużą siłą odbiło się od auta i upadło na bruk, tłukąc się boleśnie. Tomek bezradnie próbował się podnieść, ale silny ból nie pozwalał mu wstać. Na rynku pojawiła się karetka. Lekarze zabrali dziecko do szpitala. Na szczęście okazało się, że nóżka nie jest złamana.
"Lekarze twierdzą, że jest tylko zduszona i wszystko powinno być dobrze, ale muszę synka bacznie obserwować, bo po tym tragicznym zdarzeniu Tomek mocno wymiotował. Na pewno zrobię wszystko, co możliwe, by ta kobieta dostała nauczkę - powiedziała "Faktowi" pani Małgorzata. Sprawą już zajęła się policja.