Julkę szpeci ogromny naczyniak. Goreje na małej twarzyczce od urodzenia, a co gorsza z miesiąca na miesiąc się powiększa. Ludzie przypatrują się Juleńce z przerażeniem i litością. Niektórzy po prostu pytają, co się jej stało. Ale byli i tacy, którzy podejrzewali rodziców o znęcanie się nad dziewczynką. "Tak bardzo chcemy, by Julka była zdrowa i miała normalne dzieciństwo" - mówią Alicja i Bogdan Maćkowscy, rodzice Julci.
Wspominają, jak bardzo się cieszyli przyjściem na świat upragnionej kruszynki. "Dosłownie kilka dni po urodzeniu zauważyliśmy z mężem małą, różową plamkę koło noska Julki. Druga była na pleckach. Wydawało nam się, że to tylko zadrapanie" - opowiada "Faktowi" jej mama. Ale ślady coraz bardziej się powiększały. Państwo Maćkowscy poszli do lekarza. Diagnoza ich zmroziła. Okazało się, że to naczyniak. Najpierw były naświetlania, które jedynie zatrzymały jego rozrost. Niestety, zaczął on niebezpiecznie uciskać na nosek i zagrażać oczom.
Postanowili poszukać pomocy za granicą. Skontaktowali się ze specjalistą w dziedzinie usuwania naczyniaków. Zaprosił ich na pierwszą wizytę do Berlina. "To już wkrótce. Wierzymy, że zgodzi się zoperować naszą Julkę" - mówi z nadzieją w głosie tato.
"Zależy nam, by córeczka miała normalne dzieciństwo" - dodaje Alicja Maćkowska. "Nie chcę, by dzieci wytykały ją palcami" - mówi łamiącym się głosem. Rodzice uparcie walczą, by dziewczynka wyrosła w przyszłości na zdrową i piękną dziewczynę. "Jeszcze się za nią chłopaki będą oglądali" - obiecuje w "Fakcie" jej tata.
Na razie państwo Maćkowscy bardzo intensywnie zbierają pieniądze na operację dziewczynki. Potrzeba ich ogromnie dużo: aż 30 tys.euro. Nie ustają w poszukiwaniach dobroczyńców. "Uśmiech naszego dziecka jest wart każdych pieniędzy" - mówią zgodnie.
Każda osoba o wielkim sercu, która zechce wpłacić pieniądze na operację Julki, może wejść na stronę www.julia.iactive.pl lub skontaktować się z rodziną dziewczynki pod numerem 608 375
420.