Dziennik Gazeta Prawana logo

Uczestniczka katastrofy: Nie wierzę, że przeżyłam

13 października 2007, 16:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ewa Prunesti wyszła cało z wypadku polskiego autokaru z pielgrzymami w Vizille. Nadal nie może uwierzyć w swoje szczęście. "Gdy się ocknęłam, leżałam przed autobusem. Widziałam piękne, błękitne niebo. Obok mnie była koleżanka, Karolina. Krzyczała" - opowiada "Faktowi".

Ewa mieszka w bloku w Stargardzie Szczecińskim razem z rodzicami i rodzeństwem. Jest najmłodszą, trzecią córką państwa Prunesti. Ma dwie pasje: gotowanie i zwierzęta. Studiuje zootechnikę.

Na pielgrzymkę, która o mały włos mogła stać się jej ostatnią podróżą w życiu, pojechała w dwóch intencjach. Chciała pomodlić się o zdrowie dla swojego taty, od 12 lat chorującego na stwardnienie rozsiane, i poprosić Boga o szczęście dla całej rodziny.

We Francji podczas pielgrzymowania odwiedziła wiele pięknych sanktuariów. Przepełniona wiarą myślała już o o powrocie do domu. I właśnie wtedy wydarzył się koszmar, którego nie zapomni do końca życia.

Gdy autobus zjeżdżał z góry, Ewa słuchała muzyki. Nagle poczuła wstrząs. Na chwilę straciła orientację. Nie wiedziała, co się dzieje. "Gdy się ocknęłam, leżałam przed autobusem. Widziałam piękne, błękitne niebo. Obok mnie była koleżanka, Karolina. Krzyczała, że ma złamaną nogę. Nie miała siły odczołgać się od autobusu. A z niego coraz mocniej się dymiło - opowiada "Faktowi".

Bez wahania złapała z całej siły Karolinę i odciągnęła ją najdalej jak mogła od płonącego autokaru. Wokół było pełno rannych, jęczących z bólu ludzi. Błagali o pomoc, byli bezradni. Pamięta, że pierwsi na ratunek rannym pielgrzymom pośpieszyli motocykliści. Przenosili ludzi z daleka od palącego się autobusu.

"Do końca życia będę pamiętała dobroć, jaką obdarzyli mnie ludzie we Francji. Staruszkę, która do mnie podeszła, gdy leżałam, czekając na lekarza i przykryła swoją podomką, bym nie zmarzła. I tych wszystkich, którzy przychodzili do nas do pokojów w szpitalu, tylko po to, by przy nas posiedzieć i po prostu z nami być" - mówi "Faktowi".

Ewa z katastrofy wyszła tylko z niegroźnym urazem kręgosłupa, wybitym kciukiem i siniakami. Jako pierwsza wróciła z francuskiego szpitala do domu. Jest z rodzicami, powolutku dochodzi do siebie. "Dziękujemy Bogu za to, że ocalił Ewę. I modlimy się za tych, którzy nie mieli tak dużo szczęścia jak nasza córka" - mówi Jadwiga Prunesti, mama Ewy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj