Pankaj Mishra to jeden z tych pisarzy i krytyków, którzy otwierają przed czytelnikiem nowe horyzonty. Urodzony w Indiach, publikuje regularnie w najbardziej prestiżowych zachodnich pismach. Operując na styku dwóch kultur, potrafi znakomicie demaskować ich stereotypowe wyobrażenia na własny temat zawarte w medialnym dyskursie.
W tekście, który dziś publikujemy, Mishra przygląda się sytuacji w Indiach. Kraj, który na Zachodzie uznawany jest za wzorzec sukcesu, boryka się jednak z poważnymi problemami. Gospodarka dzięki globalizacji rośnie w imponującym tempie, ale zarazem miliony ludzi wegetują w nędzy. Do tego dochodzą ostre konflikty religijne. Każą one wciąż zadawać pytanie, czy demokracja w kraju tak różnorodnym etnicznie i religijnie rzeczywiście może przetrwać.
p
Zeszłego lata okładki pism takich jak "Foreign Affairs", "Time", "Newsweek" i "The Economist" zilustrowały zasadniczą zmianę w postrzeganiu Indii przez Amerykę. W artykułach, które ukazały się prawie równocześnie, gazety opisały ten kraj jako wschodzącą potęgę ekonomiczną i prawdopodobnego "strategicznego sojusznika" Stanów Zjednoczonych. W 1991 roku Indie częściowo otworzyły swoją gospodarkę na zagraniczny handel i inwestycje. Od tego czasu rolnictwo zatrudniające ponad 60 proc. ludności kraju przeżywa stagnację, ale sektor usług rośnie wraz z popytem na indyjskich informatyków i anglojęzycznych pracowników biurowych w Europie i Ameryce. W 2006 roku gospodarka Indii urosła o imponujące 9,2 proc.
Zdominowane przez nowoczesne biurowce, restauracje i siłownie niektóre dzielnice takich indyjskich miast jak Bangalur, Hajdarabad i Gurgaon przypominają centra europejskich i amerykańskich metropolii. Dzięki regularnym wyborom i coraz bardziej zliberalizowanej gospodarce Indie stanowią bardziej przekonujący przykład globalizacji ekonomicznej niż Chiny, które przyswoiły sobie kapitalizm, ale nie demokrację liberalną.
Istnieje jednak w Indiach wiele zjawisk, które każą uznać, że sformułowania "niesamowita kapitalistyczna historia sukcesu", padającego na łamach "Foreign Affairs", użyto trochę na wyrost. Ponad połowa indyjskich dzieci poniżej piątego roku życia jest niedożywiona. W minionym dziesięcioleciu słabe zbiory i długi doprowadziły ponad 100 tys. rolników do samobójstwa. Niejednorodność wzrostu gospodarczego i wynikające z tego nierówności społeczne stwarzają niezwykle poważne wyzwania dla indyjskiej demokracji.
Paramilitarne ruchy komunistyczne to tylko najnowszy przykład politycznego ekstremizmu nasilającego się od wczesnych lat 90., kiedy Indie zaczęły się integrować z globalną gospodarką. Jak pisze filozof Martha Nussbaum w swojej nowej książce, do 2004 roku rząd centralny i wiele rządów stanowych w Indiach było "w rosnącym stopniu zdominowanych przez prawicowych hinduskich ekstremistów, którzy tolerują, a w niektórych przypadkach aktywnie wspierają przemoc wymierzoną w mniejszości, zwłaszcza w mniejszość muzułmańską. Wielu z nich dąży do zmian w pluralistycznym ustroju Indii".
W 1992 roku nacjonalistyczna BJP (Indyjska Partia Ludowa) czytelnie zakomunikowała swoje intencje, kiedy jej członkowie zniszczyli XVI-wieczny meczet Babri w północnych Indiach, w wyniku czego na terenie całego kraju doszło do starć między hindusami i muzułmanami, zginęły tysiące ludzi. W maju 1998 roku, zaledwie dwa miesiące po dojściu do władzy, BJP zerwała dobrowolne indyjskie moratorium na próby atomowe, przeprowadzając pięć wybuchów na pustyni w Radżasthanie. Pakistan odpowiedział na to swoimi pięcioma próbnymi wybuchami. Z najdrastyczniejszym przypadkiem hinduskiego ekstremizmu mieliśmy do czynienia w lutym i marcu 2002 roku w zamożnym zachodnim stanie Gudźarat. W tym regionie znanym na całym świecie ze swoich osiągnięć gospodarczych hinduskie bojówki zlinczowały ponad 2 tys. muzułmanów, a ponad 200 tys. pozbawiły domów. Te akty przemocy miały być odwetem za rzekomy atak muzułmanów na pociąg wiozący hinduskich pielgrzymów - w wagonie, który się zapalił, spłonęło 58 osób. Martha Nussbaum czyni z "ludobójczej przemocy" przeciwko muzułmanom w Gudźaracie "oś" swoich pełnych niepokoju refleksji o indyjskiej demokracji. Autorka przytacza materiały ze śledztwa, z których wynika, że pożar najprawdopodobniej wybuchł za sprawą kuchenki naftowej używanej przez jednego z hinduskich pielgrzymów. Niezależnie od tego są "liczne dowody na to, że akcja odwetowa była zaplanowana przez hinduskie organizacje ekstremistyczne przed wydarzeniem, które ją uruchomiło".
Opisując dążenie BJP do budowy kulturowo jednorodnego hinduskiego państwa narodowego, Nussbaum pragnie przedstawić zachodnim czytelnikom "złożony i przerażający przykład przemocy religijnej, niepasujący do rozpowszechnionych stereotypów na temat źródeł przemocy religijnej w dzisiejszym świecie". Według Nussbaum "większość Amerykanów wciąż skłania się ku przekonaniu, że ekstremizm religijny w świecie rozwijającym się jest wyłącznie domeną muzułmanów". Autorka sugeruje, że odpowiedzialność za tę ślepotę w dużym stopniu spada na Samuela Huntingtona i jego ogromnie wpływową tezę o "zderzeniu cywilizacji", która kazała wielu ludziom przyjąć pogląd, że świat "jest obecnie podzielony na skłonny do przemocy muzułmański monolit oraz demokratyczne kultury Europy i Ameryki Północnej".
Nussbaum zwraca uwagę, że Indie, demokracja z trzecią co do wielkości populacją muzułmańską na świecie, nie pasują do teorii zderzenia cywilizacji. Przypomina, że indyjscy wyborcy rozgniewani korzystną dla bogatych polityką BJP i antymuzułmańską przemocą w 2004 roku odsunęli tę partię od władzy. Opisując powszechne oburzenie mieszkańców Indii na wydarzenia w Gudźaracie i domaganie się sprawiedliwości dla ofiar, Nussbaum podkreśla "zdolność dobrze poinformowanych obywateli do zaprotestowania przeciwko nacjonalizmowi religijnemu i do stanięcia w obronie takich wartości jak pluralizm i równość". Autorka obsadza zatem demokrację indyjską w nietypowej dla niej roli: źródła ważnych nauk dla Amerykanów. Niewielu współczesnych filozofów zachodnich zmierzyło się ze skomplikowanym zjawiskiem indyjskiej demokracji, a już prawie nikt nie zrobił tego z takim zaangażowaniem jak Nussbaum w omawianej tu książce "The Clash Within".
Autorka często jeździ do Indii, by badać zagadnienie sprawiedliwości społecznej w kontekście stosunków między płciami i jest szczególnie zainteresowana sytuacją kobiet we współczesnych Indiach. Wnikliwie analizuje powielone w indyjskiej konstytucji przepisy z epoki kolonialnej, które dyskryminują muzułmańskie kobiety. Pokazuje, w jaki sposób Gudźarat, gdzie mimo szybkiego wzrostu gospodarczego niespecjalnie poprawiła się sytuacja w szkolnictwie i służbie zdrowia, stał się rajem dla hinduskich nacjonalistów. Przedstawia spory w łonie indyjskiej emigracji, w której jest wiele osób pochodzących z Gudźaratu, a najbogatsi z nich popierają BJP. Opowiada, jak BJP zainicjowała indyjski Kulturkampf, zmieniając podręczniki do historii i zamieszczając w nich między innymi pochwałę "osiągnięć" nazizmu.
Jednak zaangażowana emocjonalnie i stymulująca książka Nussbaum raczej naświetla problem, niż udziela odpowiedzi na zasadnicze pytanie. Dlaczego demokracja indyjska, powszechnie nazywana największą na świecie, stała się tak podatna na ekstremizm religijny?
Przyczyn z pewnością można szukać w ideologicznym fanatyzmie, ale jak pokazuje Nussbaum w rozdziale o Gudźaracie, religijnej przemocy w dzisiejszych Indiach nie sposób oddzielić od gwałtownych zmian w pejzażu gospodarczym i politycznym kraju, zachodzących w ostatnich latach. Indywidualne skazy psychiczne indyjskich polityków tylko po części tłumaczą gigantyczne i przypuszczalnie nieprzezwyciężalne konflikty społeczne i ekonomiczne, które nadają demokracji w Indiach szczególną dynamikę i anarchiczną żywiołowość.
Przez stulecia Indie nie były państwem w jakimkolwiek ogólnie przyjętym sensie tego słowa. Nie tylko nie miały wspólnego języka, kultury i tożsamości narodowej, czyli czynników definiujących większość państw, ale były bardziej zróżnicowane pod względem społecznym i kulturowym niż kontynent europejski. W 1947 roku, po uzyskaniu niepodległości, ludność kraju w większości składała się z bardzo ubogich analfabetów. Mnogość języków - konstytucja indyjska uznaje 22 - i religii wraz z wielkimi nierównościami kastowymi i klasowymi stwarzały ogromny potencjał konfliktu.
W tej sytuacji demokracja w Indiach była wyjątkowo ambitnym eksperymentem politycznym. Deklarując, że Indie są suwerenną, socjalistyczną, świecką i demokratyczną republiką, twórcy konstytucji najwyraźniej potraktowali idee wolności, równości i braterstwa jeszcze poważniej niż ich europejscy i amerykańscy poprzednicy. Amerykanie pochodzenia afrykańskiego uzyskali prawo głosu dopiero w 1870 roku, prawie sto lat po powstaniu konstytucji amerykańskiej, zaś amerykańskie kobiety dopiero w 1920 roku. Tymczasem w Indiach wszyscy dorośli obywatele, niezależnie od klasy społecznej, płci i kasty, mogli głosować od samego początku istnienia republiki.
Ojcowie założyciele współczesnych Indii, preferujący świecki system demokratyczny, jawią się jako wielcy polityczni idealiści i wizjonerzy. Byli jednak również pragmatykami i nie mogli nie dostrzec, że bez demokracji (traktowanej w Indiach jako nierozerwalnie splecionej z obietnicą sprawiedliwości społecznej i ekonomicznej), oraz bez urzędowej ideologii świeckiego nacjonalizmu nie uda się zapanować nad licznymi podziałami religijnymi. Napięcia na tle wyznaniowym trawiły nawet ruch antykolonialny pod przewodem Partii Kongresu. Muzułmanie, którzy podejrzewali, że świecki nacjonalizm Kongresu jest przykrywką dla rządów hindusów, zażądali odrębnego państwa i w końcu je otrzymali. Obietnica demokracji okazała się niewystarczająca również w Kaszmirze, gdzie większość mieszkańców stanowią muzułmanie. Generalnie jednak Kongres - w dużym stopniu dzięki autorytetowi moralnemu Gandhiego i Nehru - przez pierwsze dwie dekady niepodległości był partią autentycznie panindyjską, skutecznie łagodzącą konflikty interesów między grupami wyznaniowymi. Nieufny stosunek Nehru do przedsiębiorców skłonił go do wprowadzenia systemu państwowej kontroli cen, zarobków i produkcji, jak również ograniczeń dla zagranicznych inwestycji i handlu. Posunięcia te miały na celu ochronę indyjskiej biedoty przed wyzyskiem i budowę indyjskiej infrastruktury przemysłowej, choć krytycy Nehru utrzymują, że była to redystrybucja biedy, a nie bogactwa.
W miarę jak demokratyczne ideały i przekonania zapuszczały korzenie wśród indyjskich mas, niezwykły konsensus, który Nehru zbudował wokół swojej charyzmatycznej postaci i wokół Partii Kongresu, prędzej czy później musiał pęknąć. Następczyni Nehru, Indira Gandhi, miotała się między populizmem i autorytaryzmem. Nie powstrzymała jednak rozkładu Kongresu jako partii panindyjskiej. Wpływowi politycy regionalni z kastową bazą wyborczą nie zadowalali się już dostarczaniem głosów kongresowej elicie, lecz chcieli udziału we władzy.
W latach 80. zaczęły się tworzyć nowe koalicje polityczne oparte na podziałach kastowych i regionalnych. W 1989 roku jeden z koalicyjnych rządów podjął próbę złagodzenia frustracji niższych kast przez działania będące swego rodzaju dyskryminacją a` rebours - na przykład rezerwując dla członków tych kast pewną pulę stanowisk rządowych - co rozgniewało i zraziło do rządu wielu średniozamożnych hindusów należących do wyższych kast. Już wcześniej rozczarowani do Kongresu przerzucili swoje poparcie na zdominowaną przez wyższe kasty BJP, aż do końca lat 80. mało znaczącej sile na indyjskiej scenie politycznej.
Mając nadzieję zastąpić skompromitowany Kongres w roli indyjskiej elity rządzącej, BJP zdawała sobie sprawę, że będzie musiała zbudować inny rodzaj autorytetu moralnego i ideologicznego. Twierdząc, że świecki nacjonalizm poniósł klęskę, BJP zaproponowała nacjonalizm hinduski. Dowodziła, że tak jak Europa i Ameryka, choć oficjalnie świeckie, w rzeczywistości są zakorzenione w kulturze chrześcijańskiej, tak też Indie powinny wskrzesić tradycyjny hinduski etos rzekomo zniszczony przez muzułmańskich najeźdźców. Co ciekawe, BJP usunęła wprawdzie jeden z filarów indyjskiej demokracji, ale nie mogła sobie pozwolić na rezygnację z równościowej retoryki. Mając świadomość, że nie osiągną parlamentarnej większości bez głosów niższych kast, politycy BJP w swoich antymuzułmańskich kampaniach dbali o to, by przedstawiać hinduski nacjonalizm jako ideologię egalitarną.
Liberalizacja gospodarki przez rząd Kongresu w 1991 roku, obejmująca między innymi zniesienie ceł na większość towarów i likwidację przepisów utrudniających funkcjonowanie przedsiębiorstw, stworzyła nowy elektorat dla tradycyjnie probiznesowego BJP: coraz liczniejszą klasę średnią w ośrodkach miejskich. Deklarując, że przywróci Indiom dawno utracone znaczenie międzynarodowe, BJP zyskała także, jak to nazywa Martha Nussbaum, "silne i zamożne ramię amerykańskie", czyli pokolenie bogatych Indusów, którzy mieszkają za granicą, ale opierają swoją tożsamość na dumie z osiągnięć ojczystego kraju. To właśnie głównie dzięki poparciu hinduskich warstw średniozamożnych hinduscy nacjonaliści po wielu zwycięstwach w wyborach stanowych sięgnęli po władzę na szczeblu centralnym, stając w 1998 roku na czele koalicji rządowej.
Sześć lat rządów BJP doprowadziło do głębokich zmian w indyjskim życiu politycznym i gospodarczym. Rozwój gospodarczy przyspieszył, zwłaszcza w takich dziedzinach jak informatyka i obsługa przedsiębiorstw. W tym samym czasie wśród indyjskich dziennikarzy i intelektualistów upowszechniła się również wiara - spopularyzowana wcześniej w Ameryce i Wielkiej Brytanii za Reagana i Thatcher - że wolny rynek może przejąć funkcje państwa. Wyznawany przez BJP zideologizowany model globalizacji, w którym nawet odpowiedzialność rządu za ochronę zdrowia i edukację jest ograniczona, dodatkowo skomplikował perspektywy politycznej równości w Indiach. W gospodarce światowej są pewne obszary popytu - na przykład na informatyków i pracowników biurowych - który Indie mogły zaspokoić. Ale na tej przewadze Indii, dysponujących względnie tanią technicznie biegłą siłą roboczą, skorzystała tylko niewielka mniejszość, natomiast setki milionów Indusów nie mają i nie mogą łatwo zdobyć kwalifikacji potrzebnych do tego, by znaleźć pracę w kwitnącym indyjskim sektorze usług.
Mimo to BJP prowadziła swoją kampanię przed wyborami w 2004 roku pod hasłem "Indyjski sukces". Prawie cała anglojęzyczna prasa i telewizja wieszczyła zwycięstwo tej partii. Zgodnie z przewidywaniami średniozamożni wielkomiejscy hindusi, mający największe szanse wykorzystać nowe możliwości w biznesie i handlu, preferowali BJP, ale większość mieszkańców Indii, których ominęły owoce wzrostu gospodarczego, zagłosowała przeciwko dotychczas rządzącym. W wyborach z 2004 roku najlepsze wyniki w całej swojej dotychczasowej historii zanotowały partie komunistyczne. Kongres pod wodzą Sonii Gandhi zbudował swoją kampanię wyborczą wokół niedoli zwykłego człowieka w epoce globalizacji. Ku swojemu niemałemu zaskoczeniu partia ta znalazła się z powrotem u władzy, a premierem został Manmohan Singh, ekonomista z oksfordzkim dyplomem. Singh i jego minister finansów P. Chidambaram, wykształcony z kolei w Harwardzie, należeli do technokratów, którzy w 1991 roku zainicjowali indyjskie reformy gospodarcze. Ich druga próba u władzy rozczarowała międzynarodową prasę ekonomiczną z "The Economist" i "Financial Times" na czele, jak również wiele anglojęzycznych publikatorów w samych Indiach, gdzie co jakiś czas można przeczytać, że od 2004 roku reformy gospodarcze stoją w miejscu. W świetle mandatu otrzymanego od wyborców rząd Singha musiał jednak zachowywać się powściągliwie. W przeciwieństwie do Chin Indie nie mogą sobie pozwolić na wszystko, tworząc "klimat przyjazny dla biznesu". W Chinach brak demokracji pomaga nominalnie komunistycznemu rządowi przyznawać hojne dotacje i ulgi podatkowe eksporterom i zagranicznym inwestorom. Dzięki możliwości szybkiego tłumienia protestów chłopskich bez większego rozgłosu spekulanci we współpracy ze skorumpowanymi partyjnymi bossami przejmują ziemie rolne.
Jednak w Indiach rządowe próby kuszenia biznesmenów wywołują bardzo widoczne reakcje biedniejszych obywateli, którzy czują się wykluczeni z profitów globalizacji. Plany liberalizacji indyjskiego prawa pracy - sprowadzające się w gruncie rzeczy do tego, żeby tak jak w Ameryce firmy mogły bez żadnych ograniczeń zatrudniać i zwalniać ludzi - spotkały się ze zdecydowanymi protestami związków zawodowych. W ostatnich tygodniach rząd został zmuszony do wstrzymania projektu utworzenia specjalnych stref ekonomicznych na wzór chiński, ostro sprzeciwili się bowiem rolnicy, którym grozi utrata ziemi.
Społeczne wrzenie w Indiach pomaga lepiej dostrzec narastające sprzeczności globalizacji ekonomicznej: napędzając szybki wzrost niektórych sektorów gospodarki, globalizacja podnosi oczekiwania we wszystkich grupach społecznych, ale nierówno dystrybuując korzyści, poszerza elektorat rozczarowanych i sfrustrowanych, idących często na lep haseł populistycznych polityków. Jednocześnie najwięksi beneficjenci globalizacji znajdują schronienie w takich agresywnych ideologiach jak hinduski nacjonalizm.
p
, ur. 1969, indyjski pisarz, eseista, krytyk literacki. Jego pierwsza powieść "The Romantics" (2000) odniosła ogromny sukces i została przełożona na kilkanaście języków. Mishra współpracuje z najważniejszymi i najbardziej prestiżowymi zachodnimi pismami - m.in. z "The New York Times", "The Guardian" i "The New York Review of Books". Interesują go przede wszystkim problemy tożsamości ludzi rozpiętych między kulturą Zachodu i rodzimą tradycją. Ostatnio wydał głośną książkę "Temptations of the West" (2006), w której opisywał kulturowe dylematy związane z modernizacją i globalizacją w Indiach, Pakistanie i krajach Azji Południowo-Wschodniej.