"Prezydent Lubawski jeździ limuzyną za 210 tys. zł. Żaden samorządowiec w Polsce nie ma tak drogiego auta" - pisze "Fakt".
Prezydenckie audi A6 quattro ma silnik o pojemności 3 litrów, 250 KM, napęd na cztery koła, nawigację satelitarną, zmieniarkę płyt, czujnik deszczu i zmierzchu, elektryczną regulację foteli i kierownicy.
"Gdy pan prezydent jedzie przez miasto, słyszy tylko cichutki szum silnika, nie docierają do niego hałasy z zewnątrz. I nie zna problemów zwykłych ludzi " - pisze "Fakt".
Lubawski ma w nosie choćby kierowców miejskich autobusów z Kielc, którzy upomnieli się o swoje. Gdy ogłosili strajk z nadzieją, że wywalczą podwyżki pensji, prezydent nasłał w środę na nich uzbrojonych po zęby ochroniarzy. Pod osłoną nocy banda osiłków pałowała robotników niczym ZOMO.
"Czy my dlatego musimy być bici, że chcemy godnie żyć i zarabiać?!" - żali się "Faktowi" Janusz Adamiec, pracujący od 28 lat jako kierowca autobusów w Kielcach. Pan Janusz musi prawie rok harować, żeby zarobić tyle, ile co miesiąc dostaje prezydent Kielc.
"Mamy na utrzymaniu rodziny, a nie mamy co do garnka włożyć" - żali się kierowca. "My nie chcemy takich luksusów, jakie prezydent Kielc funduje sobie z naszych podatków!" - mówi "Faktowi".
W tym miesiącu dostał na konto niewiele ponad 1000 zł. Mieszka wraz z żoną i córką w bloku w podkieleckich Nowinach na 37 metrach kwadratowych. Żona Teresa zarabia 670 zł.
"Mój 16-letni opel wart dwa tysiące złotych rozpada się, a dojeżdżam nim do pracy kilkanaście kilometrów dziennie" - mówi "Faktowi" pan Janusz. "I nikt mi za to nie płaci" - dodaje.