Dziennik Gazeta Prawana logo

O sile niechęci do III RP

5 listopada 2007, 12:13
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Zimny, sceptyczny autor, Antoni Dudek, nie chce się rozstać z ideą nowej Polski. Może niekoniecznie opowiada się za Czwartą RP, ale na pewno chce czegoś istotnie innego od Trzeciej. To nie jest stronniczość ideowca ani intelektualny kaprys politologa. Podobne zjawisko widzimy w masowej skali. Ci, którzy rozczarowali się rządami PiS, przerzucają swoje poparcie na Platformę, dlatego że ona również przedstawia się jako alternatywa dla Polski lat 90. Z kolei ci, którzy pozostają wierni PiS, przynajmniej w części muszą dostrzegać kompromitację tej formacji. Jednak wspierają ją nadal - bo marzenie o innej Polsce jest silniejsze niż świadomość porażki pierwszego podejścia do jej budowania.

Muszę wyznać, że jestem coraz bardziej zdziwiony. Nie sądziłem, że w Polakach jest aż tak silna wola zmian. I że jest ona tak trwała. Nie sądziłem, że można wybaczyć PiS to wszystko, co dziś robi. Przyzwyczajony do wyborczego wahadła z lat 90., nie sądziłem, że Polacy po kompromitacji jednej prawicowej partii pozwolą rządzić drugiej, o dość podobnych poglądach. A jednak właśnie dziś, w momencie przesilenia politycznego, które mogłoby całkowicie odmienić polityczne sympatie, widzimy, jak mocna pozostaje pretensja do budowniczych III RP. Od 1989 roku, od czasu silnie przeżywanej wówczas niechęci do PRL, nie było w polskiej polityce tak potężnej emocji. A przecież III RP dała wolność, otworzyła nas na Zachód, dużej części Polaków radykalnie poprawiła status materialny. I mimo to Polacy zapamiętali ją jako nieudaną. Zapamiętali tamtą demokrację jako jedynie połowiczną, kapitalizm jako kulawy, wolność słowa jako wybiórczą. Nie rozstrzygam, czy to prawda. Ważniejszy jest fakt, że ten opis przeszłości i towarzysząca mu emocja są największą i zaskakująco trwałą siłą w polskiej polityce.

Nie ma większego oskarżenia wobec elit rządzących Polską w latach 90. niż zachowanie Polaków w dniach kryzysu władzy PiS. Kiedy do polskiej polityki powrócił z wielkim rozmachem Aleksander Kwaśniewski i wskazał na LiD jako swoją partię, poparcie dla tej formacji nawet nie drgnęło. Podobnie nie robią na Polakach wrażenia inne ważne, a nieraz bardzo zasłużone nazwiska. Trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby wyrzucić z LiD historycznych liderów SLD i UW, a w ich miejsce wstawić nikomu nieznane twarze, po prostu kilka osób z łapanki, notowania tej formacji podskoczyłyby do 30 procent.

To jest fenomen, którego nikt nie potrafi wyjaśnić. Czemu Polacy aż tak mają dość tych, których kiedyś wybierali na swoich pasterzy? Czemu ci, którzy niedawno byli bogami, bez reszty rządzili poglądami i emocjami Polaków - Kwaśniewski, Geremek czy Michnik - są dziś nieliczącą się mniejszością? Zmiana jest tak gwałtowna, że rodzi pytanie, czy ci ludzie kiedykolwiek byli rzeczywistymi liderami opinii? Może jednak nie. Może byli jedynie jej kontrolerami. W czasach, gdy media mówiły jednym głosem i spektrum poglądów rozpościerało się od Urbana do Szczypiorskiego, mogło się wydawać, że Michnik jest bogiem, a Kwaśniewski ojcem narodu. W czasach, gdy prawica szła do wyborów bez grosza przy duszy, w dodatku podzielona na kilkanaście partii, wydawać się mogło, że SLD posiada jakąś nieodpartą atrakcję. Jednak dotacje z budżetu dla partii oraz realny pluralizm gazet i kanałów telewizyjnych ujawniły zupełnie inny układ sił i społecznych sympatii. Tak jak w pierwszych wolnych wyborach zdumieni członkowie PZPR odkrywali, że popiera ich mniej niż połowa Polaków, tak dziś ci, którzy sądzili, że atak na III RP to jedynie reakcja na aferę Rywina, widzą, że zostali odrzuceni ze znacznie trwalszych powodów niż chwilowy gniew ludu.

W tej mierze, w jakiej społeczna świadomość bywa stabilna, upadek III RP staje się faktem. I nie odwróci tego ani Kwaśniewski, ani Lityński, ani Michnik, ani Miller. Potrzebę nowej Polski mogą pogrzebać jedynie sami jej wyznawcy. A zatem coraz bardziej kompromitujący się PiS. I to jest realna ocena atrakcyjności i znaczenia liderów z lat 90. Mogą dojść do władzy dopiero wtedy, gdy ich konkurenci popełnią polityczne samobójstwo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj