Chodzi o prezydenta Świętochłowic Eugeniusza Mosia, podejrzanego o korupcję. Mężczyzna będzie się ubiegał o reelekcję. We wtorek jego kandydaturę zgłosili przedstawiciele Porozumienia Świętochłowickiego. Tymczasem Mosia wciąż obowiązuje prokuratorski zakaz pełnienia funkcji prezydenta.

Reklama

Gdy bytomska prokuratura na początku września uchyliła Mosiowi areszt, nakazała mu wpłatę 50 tys. zł poręczenia majątkowego i - co z punktu widzenia kandydata najważniejsze - zakazała mu wykonywania funkcji prezydenta. Obowiązki prezydenta przejęła jego I zastępca, Urszula Gniełka.

"Podejrzany nie ma oczywiście zakazu startowania w wyborach, ale w obecnej sytuacji - do czasu uchylenia tego środka zapobiegawczego przez prokuratora lub sąd - w przypadku wygranej miałby poważny problem ze sprawowaniem obowiązków" - powiedział PAP szef Prokuratury Rejonowej w Bytomiu Artur Ott. Obecnie trwają ostatnie czynności w toczącym się śledztwie i jeśli nic nie stanie na przeszkodzie akt oskarżenia powinien trafić do sądu w listopadzie.

"Początkowo wahałem się, czy ubiegać się o reelekcję. To mieszkańcy miasta zachęcili mnie do kandydowania. W słyszanych słowach poparcia, poza zwykłą, ludzką sympatią była także ogromna, pokładana we mnie nadzieja" - powiedział Moś. "Zawsze całym sercem z Wami" to jego hasło wyborcze. Komitet Wyborczy Wyborców Porozumienie Świętochłowickie używa też drugiego: "Blisko mieszkańców".

"Ludzie nas znają, wierzą w nas i wiedzą ile już udało nam się zrobić dla miasta" - uważa Moś. Jego zwolennicy do zasług prezydenta i Porozumienia Świętochłowickiego zaliczają m.in. rewitalizację starych dzielnic miasta oraz powstanie wspólnego wraz z sąsiednią Rudą Śląską Śląskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego.

Zgodnie z ordynacją wyborczą, w wyborach nie mogą kandydować osoby karane za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub takie, wobec których wydano prawomocny wyrok warunkowo umarzający postępowanie w takiej sprawie. Kandydatem w wyborach samorządowych nie może też być osoba prawomocnie uznana za kłamcę lustracyjnego. Moś więc może kandydować.

Reklama

Prezydent, a także sekretarz Świętochłowic Jolanta S.-K. zostali zatrzymani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego w styczniu tego roku, w ramach prowadzonego od listopada ubiegłego roku śledztwa. Prokuratura w Bytomiu zarzuciła im żądanie i przyjmowanie łapówek.

Jak po zatrzymaniu podawała prokuratura, w jednym przypadku podejrzani żądali 100 tys. zł i przyjęli 25 tys. zł. Innym razem prezydent i sekretarz mieli żądać kwoty "równoważnej 15-krotności 40 proc. z miesięcznego wynagrodzenia brutto" osoby, od której żądano łapówki. W tym przypadku urzędnicy - zdaniem prokuratury - przyjęli 70 tys. zł. Pieniądze miały trafić do prezydenta za pośrednictwem sekretarza miasta - wynika z ustaleń śledztwa.

Później, w czasie śledztwa, Mosiowi postawiono trzy kolejne zarzuty - korupcyjne i przeciwko dokumentom. Prokuratura, zasłaniając się dobrem postępowania, odmawia podania informacji, za co miały być te łapówki.

Po zatrzymaniu podejrzani nie przyznawali się do winy. Sekretarz została zwolniona z aresztu w kwietniu, po złożeniu obszernych wyjaśnień.



W maju tego roku w ramach tego samego śledztwa ABW zatrzymała zastępcę prezydenta Świętochłowic. Postawiono mu zarzut żądania korzyści majątkowej. Także ten podejrzany nie przyznał się do winy. Prokurator zastosował wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 30 tys. zł i dozór policji. Także on został zawieszony w wykonywaniu funkcji zastępcy prezydenta miasta.

Czwartej podejrzanej w tym samym śledztwie osobie prokuratura zarzuca pośredniczenie we wręczeniu łapówki.

Rodzina aresztowanego prezydenta od początku wyrażała opinię, że sprawa ma charakter polityczny, a zarzuty wobec niego nie potwierdzą się. Według córki prezydenta Eugeniusz Moś był od dłuższego czasu "nękany tajemniczymi telefonami" i zastraszany.