Wypowiedź prezenterów z 25 maja cytuje "Gazeta Wyborcza": "Może zadzwonimy teraz do Murzyna... Krajowy rejestr Murzynów... Gajadhur, tak, Murzin (śmiech). Audycję dzisiejszą sponsoruje warszawski oddział Ku-Klux-Klanu. W jakiej sieci on może mieć telefon? Która się z czarnym kojarzy? Buszmeni? Możliwe, że pan Gajadhur, od kiedy dzwoniliśmy do niego i nabijaliśmy się z jego koloru skóry, zaczął nas regularnie słuchać... Podobno Murzyni nie śpią".

Jak pisze "Gazeta Wyborcza", Wojewódzki z Figurskim wymyślili też, by prezydenta USA Baracka Obamę witała kompania reprezentacyjna, złożona z czarnoskórych żołnierzy. Wśród nich miał być Alvin Gajadhur. Rzecznik Inspekcji Transportu Drogowego uznał wypowiedzi prezenterów za publiczne poniżanie i znieważanie z powodu przynależności rasowej. Złożył skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

"Znam się na żartach, wiem, co to pastisz, i mam dystans do siebie, ale to było przegięcie. Kpiny z koloru skóry nie mają nic wspólnego z żartem. Nigdy z tymi panami nie rozmawiałem, nie rozumiem, kto dał im prawo do takiego traktowania mojej osoby i osób o ciemnej karnacji" - mówi "Gazecie Wyborczej" Gajadhur, którego matka jest Polką, a ojciec Hindusem. Zapowiada złożenie doniesienia do prokuratury.

Sam Wojewódzki problemu nie widzi. "Jeżeli pan Gajadhur obraził się, to - wbrew temu, co mówi - nie zna się na żartach. Na pewno nie chcieliśmy nikogo urazić. Taka jest konwencja naszego programu" - mówi. Ale innego zdania niż Wojewódzki jest Rada Etyki Mediów - według niej podczas audycji "Poranny WF" w radiu Eska Rock doszło do drastycznej demonstracji ksenofobii.

Rada uznała, że ten przejaw rasizmu na antenie ogólnopolskiej rozgłośni radiowej ze strony dziennikarzy, którzy są idolami wielu młodych Polaków, jest pogwałceniem zasady szacunku i tolerancji zapisanej w Karcie Etycznej Mediów. "Nie usprawiedliwia go satyryczny charakter audycji, bo demonstrowanie rasizmu wykracza poza granice satyry i etycznego dziennikarstwa" - zaznaczyła Rada.

W audycji "Poranny WF" Radia Eska Rock doszło do "drastycznej demonstracji ksenofobii wobec pana G., ciemnoskórego obywatela polskiego mieszkającego w Polsce od wczesnego dzieciństwa, który jest obecnie wykształconym, z doktoratem, urzędnikiem państwowym" - podkreśliła.

Dyrektor programowy radia Eska Rock Marcin Bisiorek wyjaśniał w "Gazecie Wyborczej", że "intencją tej audycji nie było obrażanie czy poniżanie kogokolwiek. Przecież jej autorów trudno posądzić o rasizm. Oni w przewrotny sposób pokazują pewne stereotypy, parodiując je i przerysowując" - zaznaczył. "Jeżeli pan Gajadhur poczuł się urażony, to wyrażam głębokie ubolewanie" - dodał.

Z kolei przedstawiciele radia Eska Rock w oświadczeniu przysłanym PAP, zaznaczają, że "program miał charakter satyryczny, a intencją jego autorów było obnażenie i krytyka pokutujących w części naszego społeczeństwa zachowań ksenofobicznych. Autorzy porannego pasma często wcielają się w wykreowane postaci Misiury i Martenki, aby w ten sposób, poprzez karykaturalne przerysowanie pewnych postaw i zachowań, ośmieszyć je i napiętnować" - podkreślają.

"Ubolewamy, że tak szacowne grono, jak Rada Etyki Mediów, wydaje werdykt na podstawie wyrwanych z kontekstu cytatów z doniesień prasowych, bez zwrócenia się do stacji o wyjaśnienia i udostępnienie nagrania całego programu, którego przesłuchanie pozwoliłoby na zrozumienie rzeczywistych intencji autorów" - zaznaczają. Dodają, że działanie to nie wydaje się być zgodnym ze standardami etyki dziennikarskiej, na które powołuje się Rada Etyki Mediów.