Generał Sławomir Petelicki – twórca legendarnej jednostki komandosów GROM, bohater setek anegdot został znaleziony przez żonę z raną postrzałową głowy na podziemnym parkingu. Prokuratura podejrzewa samobójstwo. Dlaczego?

Reklama

- Nie potrafił być cywilem. Może, dlatego? - mówi "Wprost" jeden z najbliższych kolegów Petelickiego.

Tygodnik pisze, że generał lubił być w centrum uwagi, brylować w towarzystwie. Źle znosił to, że warszawska socjeta zaczyna się od niego odwracać. Dlaczego? Tracił wpływy w biznesie i w polityce. Miał niewyparzony język. Na jego esemesowej liście były setki osób. Wysyłał do nich niezliczone wiadomości, w których ostro, często brutalnie, przedstawiał swe polityczne oceny. Bywało, że na same esemesy miesięcznie szło 2,5 tysiąca złotych. Prezes jednego z banków poprosił, żeby go z tej listy wykreślił, bo nie chce dostawać wiadomości, w których obrzuca się ludzi błotem.

Tygodnik zauważa, że Petelickiemu nie szło w biznesie. W jedną ze swoich spółek w ciągu kilku lat "wpompował" 7,5 miliona złotych z własnej kieszeni. Mimo to firma "nie szła" i musiał ją zlikwidować.

Były wojskowy: - Zrażał do siebie ludzi. Albo robisz politykę, albo biznes. Kiedy ktoś próbował tłumaczyć mu, żeby przestał jeździć po wszystkich dookoła, to Sławek się obrażał.

Znajomy Petelickiego: - Wiecie on zawsze chciał by i tak naprawdę był komandosem. A tu 66 lat na karku. Musiał zdawać sobie sprawę, że jest coraz gorzej i lepiej nie będzie.

Mimo to nikt z kumpli z którymi widywał się w ostatnich dniach nie zauważył, u niego jakiejś depresji, choroby, załamania:

"Miał nowy projekt biznesowy związany z rynkiem sztuki. Był w to mocno zaangażowany".

"Piliśmy wódkę. Nie wdziałem syndromów choroby”.

"Pokazywał mi zdjęcia dzieci. Bardzo się nimi chwalił, był z nich dumny. Jak każdy »stary«”.

"Mówią, że nie mógł popełnić samobójstwa, bo był twardy. Pieprzenie. Wszyscy jesteśmy twardzi, dopóki nie pękniemy On był jak wielbłąd, któremu położono na grzbiet za duży ciężar. Ktoś dorzucił słomkę i się złamał”.