Prace nad nowym prawem, które miało ograniczyć inwigilację Polaków, przeciągają się. MSW pół roku po przedstawieniu założeń tej ustawy pokazało nowy projekt, ale nie ustawy, tylko ponownie jej założeń. – uważa Katarzyna Szymielewicz, szefowa Fundacji Panoptykon.
Podstawowym pomysłem na ograniczenie inwigilacji, jaki się w nim pojawia, jest powołanie pełnomocników ds. ochrony danych osobowych i telekomunikacyjnych w poszczególnych służbach, które mogą sięgać po nasze dane, czyli w CBA, policji, ABW, CBŚ, Żandarmerii Wojskowej, Straży Granicznej, Służbie Celnej czy skarbowej. – ocenia Krzysztof Kajda, zastępca dyrektora departamentu prawnego PKPP Lewiatan.
– tłumaczy Szymielewicz. - dodaje szefowa Panoptykonu.
Podobnego zdania jest Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - mówi Bodnar i tłumaczy: – dodaje ekspert.
W 2009 r. służby wystąpiły do firm telekomunikacyjnych o billingi milion razy. W 2011 r. było to już prawie dwa razy tyle. Dla porównania: w 80-milionowych Niemczech w tym czasie założono 32 razy mniej podsłuchów. To nie tylko problem dotykający kwestii prywatności obywateli, lecz spore obciążenie finansowe dla przedsiębiorców telekomunikacyjnych. Jak wynika z danych zebranych przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, które ujawnił DGP, przygotowanie odpowiedzi na tylko jedno takie zapytanie od służb kosztuje operatorów średnio 40 zł. Czyli w 2011 r. łącznie wydali oni na ten obowiązek 74 mln zł. A do tego dochodzą jeszcze pieniądze niezbędne do zbudowania odpowiedniej infrastruktury.
– tłumaczy Krzysztof Kajda z Lewiatana.