- Mężczyźnie grozi do pięciu lat pozbawienia wolności. W toku śledztwa nie przyznał się do winy – powiedział PAP w poniedziałek prok. Rafał Porębski z Prokuratury Rejonowej w Zakopanem.

Paweł Dziubasik wyraził zgodę na publikację swojego nazwiska. Zarząd spółki przesłał też do PAP oświadczenie, w którym - według firmy - był to nieszczęśliwy wypadek, a "żadna z osób zarządzających spółką nie jest osobiście odpowiedzialna za tragedię". Zarząd zadeklarował jednocześnie, że pozostaje do dyspozycji rodziny ofiar i deklaruje pełną współpracę z organami sprawiedliwości.

Do tragicznego wypadku w Białce Tatrzańskiej doszło 12 marca przy popularnej stacji narciarskiej. Pod naporem wiatru runęła masywna drewniana brama witająca turystów. Przygnieciona kobieta zmarła na miejscu, chłopiec w bardzo ciężkim stanie został przetransportowany śmigłowcem do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu. Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować.

Z ustaleń Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Zakopanem, przeprowadzonych tuż po wypadku, wynikało, że konstrukcja była postawiona nielegalnie, bez wymaganych zezwoleń. Inspektorzy stwierdzili też, że drewniane słupy, podtrzymujące zwieńczenie "witacza", były zbutwiałe. Początkowo nikt nie chciał się przyznać do wzniesienia feralnej konstrukcji. Stała ona bowiem na działkach dwóch właścicieli, ale wzniósł ją i dozorował kto inny.