W procesie odbyła się tylko jedna rozprawa, podczas której Mirosław D. przyznał się do winy i przeprosił bliskich żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. W marcu obelisk został oblany czerwoną farbą. Przeprosin nie przyjął Władysław Sanetra ze Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy NSZ VII okręgu śląskiego. Pod wieloma względami nie przyjmuję przeprosin, bo oskarżony posługuje się kłamstwem – mówił przed sądem jako świadek w sprawie. Sanetra ostatecznie nie wyjaśnił, co uważa za kłamliwe w słowach oskarżonego, gdyż sędzia Dorota Lenarczyk uznała, iż celem procesu jest ocena zawinienia oskarżonego, a nie rozprawa historyczna. Z tego samego powodu uchyliła później dwa pytania prokuratury do świadka, w tym m.in. o zasługi dowódcy NSZ ppor. Antoniego Bieguna, którego upamiętnia pomnik.

Mirosław D. w środę odmówił składania wyjaśnień. Sąd odczytał jego zeznania złożone przed prokuratorem. Mówił wówczas, że nie zamierzał zniszczyć pomnika, a jedynie wyrazić pogląd, nie tylko swój, ale i znaczniej części społeczności okolicznych gmin. Wskazywał, że nie podchodzi bezkrytycznie do działań żołnierzy NSZ. Zarzucił im szereg niegodnych, czy wręcz przestępczych zachowań. Swoją wiedzę opierał na słowach mieszkańców, w tym członka rodziny, krewnego jednego z żołnierzy.

Jedyną zasługą, jaką mogę przypisać żołnierzom NSZ, to rodzaj odwagi przeciwstawienia się nowemu okupantowi, jaki został nam przypisany w Jałcie. Poza tym nie znam konkretnych i skutecznych działań tych sił, które mogłyby mnie jakiś sposób zachwycić - mówił.

To wszystko są kłamstwa. Historia musi być prawdziwa - odpowiedział  Władysław Sanetra.

Rzecznik bielskiej prokuratury okręgowej Agnieszka Michulec powiedziała, że śledczy chcą poznać motywy, którymi kierował się sąd. Dlatego wystąpią o sporządzenie uzasadnienia na piśmie. Gdy je otrzymamy, wówczas zdecydujemy, czy wyrok zostanie zaskarżony – powiedziała.

Obelisk, poświęcony żołnierzom NSZ z oddziału Antoniego Bieguna "Sztubaka", którzy po II wojnie działali w zgrupowaniu Henryka Flamego „Bartka”, walcząc na Żywiecczyźnie z władzą komunistyczną, 2 marca został oblany czerwoną farbą. Policjanci po kilku dniach zatrzymali 49-latka. Usłyszał zarzut znieważenia pomnika oraz zniszczenia mienia. Grozi za to do 5 lat więzienia. Straty zostały oszacowane na 1,2 tys. zł.

Obelisk został odsłonięty w 2015 r. To głaz, na którym widnieje ryngraf oraz tablica z inskrypcją: „W hołdzie żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych ppor. Antoniego Bieguna +Sztubaka+ ze zgrupowania kpt. Henryka Flamego +Bartka+, poległym w walce, zamordowanym i represjonowanym przez władzę komunistyczną. Walczyli o wolną Polskę i godność człowieka”.

Antoni Biegun urodził się w 1924 r. w Milówce. W 1940 r Niemcy wysiedlili Polaków z Żywiecczyzny, w tym jego rodzinę. Trafili w okolice Biłgoraju. Tam Antoni trafił w 1940 r. do Narodowej Organizacji Wojskowej. Za działalność w konspiracji został aresztowany przez Niemców. Trafił do więzienia w Tarnogrodzie, z którego zbiegł. Walczył w oddziale por. Jana Przysiężniaka ps. Ojciec Jan, a później pod komendą kpt. Aleksandra Szklarka i mjr. Leona Zub-Zdanowicza.

Po wkroczeniu Sowietów na Zamojszczyznę Biegun wrócił do Milówki. W obawie przed aresztowaniem uciekł do Krakowa, a później zamieszkał w Bielsku, gdzie podjął naukę i pracę. Za działalność w NOW i NSZ poszukiwało go UB. Schronił się w lesie, gdzie dołączył do oddziału Henryka Flamego, którego znaczna część została zamordowana w 1946 r. przez siły bezpieczeństwa podczas akcji przerzutu na Zachód. Była to ubecka prowokacja. Flame został zastrzelony w 1947 r. "Sztubak" z grupą żołnierzy nie wyjechał na Opolszczyznę. Obawiał się prowokacji. Po zabójstwie Flamego zaczął się ukrywać. W 1948 r. został aresztowany. Za działalność w NSZ i NZW skazano go na 15 lat więzienia. Wyszedł po ośmiu. Zmarł w 2001 r.