Jak dowiedziała się PAP, akt oskarżenia został przesłany do Sądu Rejonowego Katowice-Zachód. Obaj byli funkcjonariusze zostali oskarżeni m.in. o przekroczenie uprawnień. W trakcie śledztwa nie przyznali się do winy.

Sprawa sięga czerwca 2016 r., kiedy Uszok (prezydent Katowic w latach 1998-2014) pozostawił swoją hondę accord przy ul. Starowiejskiej mimo zakazu zatrzymywania się. Funkcjonariuszka Straży Miejskiej sporządziła notatkę o wykroczeniu i zrobiła zdjęcia z interwencji. Okazało się, że dane te zostały wykasowane z systemu informatycznego, a postępowanie w sprawie wykroczenia nie miało ciągu dalszego.

Według śledczych odpowiedzialni za to są były komendant Straży Miejskiej w Katowicach Kazimierz R. oraz Mariusz A., który był administratorem bezpieczeństwa informacji i naczelnikiem wydziału wykroczeń.

Zostali oni oskarżeni, że działając wspólnie i w porozumieniu bezpodstawnie usunęli ze zbioru danych osobowych – ewidencji osób ukaranych mandatami w systemie "e-mandat" - informację o wykroczeniu popełnionym przez byłego prezydenta oraz notatkę służbową i dokumentację fotograficzną sporządzoną przez innego strażnika. W ten sposób mieli uniemożliwić dalsze wykonanie czynności służbowych przez strażników.

Byli strażnicy usłyszeli zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień, nielegalnego usuwania istotnej informacji, dokumentów i danych teleinformatycznych. Prokuratura przyjęła, że działali "w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej" przez Uszoka, polegającej na uniknięciu przez niego mandatu, skierowania wniosku o ukaranie do sądu lub pouczenia. W opinii śledczych było to działanie przeciwko działalności samorządu, na szkodę Straży Miejskiej, a zarazem przeciwko ochronie informacji i wiarygodności dokumentów.

Były komendant Kazimierz R. nie przyznał się do winy. Podczas śledztwa wyjaśnił, że nie pamięta całej sytuacji. Zapewnił, że nigdy nie polecał naczelnikowi usuwania informacji z systemu "e-mandat". Do popełnienia przestępstwa nie przyznał się też Mariusz A. Nie kwestionował, że usunął dane z systemu, ale – ja przekonywał – nie były to dane osobowe, był do tego uprawniony i zrobił to w ramach "rutynowych działań".

Postępowanie w tej sprawie prowadziło CBA pod nadzorem śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej. To jeden z wątków toczącego się w rzeszowskiej delegaturze CBA śledztwa w sprawie powoływania się na wpływy w instytucjach samorządowych w Katowicach i pośrednictwa w załatwianiu spraw w zamian za korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę.

Kiedy po zatrzymaniu strażników media pytały Uszoka o tę sprawę, były prezydent przyznał, że faktycznie niewłaściwie zaparkował swój samochód, ale – jak oświadczył – nie prosił komendanta straży o usunięcie informacji o wykroczeniu.