Dziennik Gazeta Prawana logo

Elity i drużyna wodza

5 listopada 2007, 12:13
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Obserwując nieustanne utarczki między PiS i większością elit, można dojść do wniosku, że obie strony zastygły w rytualnych gestach. Atmosfera tak ostrej walki nie sprzyja uważnemu wsłuchiwaniu się w argumenty krytyki i wyciąganiu z nich wniosków na przyszłość. Czasem jednak takiego krytycznego głosu zlekceważyć nie sposób, zwłaszcza gdy należy on do osoby, która jest dla jednego z wrogich obozów autorytetem. Na prawicy taką rolę pełni niewątpliwie Wiesław Chrzanowski. Tym bardziej warto przyjrzeć się jego krytycznym argumentom pod adresem PiS. Chrzanowskiemu nie podoba się przede wszystkim wodzowski styl działania rządzącej partii. Nasuwa on skojarzenia z przedwojennymi ugrupowaniami o skrajnym, antydemokratycznym charakterze. Wewnątrz PiS istnieje elita wyłaniana jednak nie według kryterium zasług czy kompetencji, ale wierności wodzowi. Skupia się ona wyłącznie na śledzeniu patologii "elit III RP" i rozliczeniach z przeszłością. Tymczasem - twierdzi Chrzanowski - tego rodzaju działania mają sens jedynie wtedy, gdy są podporządkowane jakiejś dalekosiężnej politycznej wizji. Tej jednak w PiS brakuje. Zamiast niej przedstawiane są wizje kolejnych zagrożeń i korupcyjnych układów mające uzasadnić zaostrzanie procedur wymiaru sprawiedliwości. Procedury te na dłuższą metę będą jednak mało skuteczne. Państwo nie może bowiem nadzorować wszystkiego. Musi mieć oparcie w samoczynnych społecznych mechanizmach kontroli, a te z pewnością nie powstaną w panującej dziś atmosferze powszechnej podejrzliwości.

p

Wykształciuchy" czy "łże-elity" to przede wszystkim retoryka polityczna, próba znalezienia poparcia społecznego w grupach, które czują się zmarginalizowane. Posługujący się tego rodzaju sformułowaniami sygnalizują, że wprawdzie też są wykształceni, lecz solidaryzują się z odsuniętymi od przywilejów. To swoisty okrzyk "Jesteśmy z wami!", który służy podkreśleniu bliskości z jednymi grupami społecznymi i zdystansowaniu się wobec innych. PiS jest antyelitarne w tym sensie, że poszukuje zaplecza nie w elitach, lecz w szerokich rzeszach społeczeństwa. Nie jest natomiast antyelitystyczne w sensie organizacyjnym. Chciałbym tu nawiązać do przedwojennej rozprawy socjologa Aleksandra Hertza pt. "Drużyna wodza". Autor pokazuje w niej, że w partiach o silnym przywództwie istnieje tendencja do tworzenia się elity zależnej, której elitarność definiowana jest przez szczególny związek z przywódcą. Do tego rodzaju elity nie wchodzi się dzięki własnym wysiłkom, lecz przez namaszczenie. Wprawdzie Hertz opisywał systemy autorytarne, ale sądzę, że w pewnym zakresie opis ten może pasować do obecnego obozu władzy.

Bracia Kaczyńscy nawiązują do sanacji, do tradycji piłsudczykowskiej i ma to również wpływ na działanie owej elity. Zaczyna się ona koncentrować na analizowaniu i śledzeniu, nie zaś na tworzeniu dalekosiężnych wizji. Pewne projekty przeznaczone są nie dla polityków, lecz dla ekspertów. Odrzucenie wiedzy eksperckiej pozbawia polityka narzędzi realizacji jego wizji, ale z drugiej strony oddanie władzy ekspertom skutkuje utratą perspektywicznego celu i w gruncie rzeczy utratą sensu demokracji. Zwykły człowiek jest świadom swoich celów, wie, do czego dąży, ale niekoniecznie ma rozeznanie np. w mechanizmach działania systemu podatkowego. PiS w sferze celów stawia na rozliczenia - to jest element, który ma przemawiać do wyborców. Poza tym istnieje program pozytywny, który nie jest perspektywiczny, lecz skierowany do wąskiego grona techników dokonujących doraźnych korekt. PiS nie jest partią ekspercką, nie proponuje żadnych szeroko zakrojonych projektów, np. w zakresie nadania polskiej gospodarce całkowicie nowego charakteru. Wiąże się z tym pewne ryzyko szczególnie w kontekście jednoczącej się Europy - brak bowiem spójnej, generalnej wizji naszego w niej miejsca. Zamiast tego widać zabiegi zmierzające do uzyskania jak największych kwot z funduszy strukturalnych. Jest to oczywiście istotne, ale nie stanowi odpowiedzi na wyzwania stojące przed całym kontynentem.

PiS buduje zaplecze społeczne na poczuciu zagrożenia. Walka z patologiami życia publicznego jest ważna, ale ma sens jedynie wówczas, gdy podporządkowana jest jakimś perspektywicznym celom. Tymczasem obóz władzy z jednej strony skoncentrowany jest na wiedzy technicznej, z drugiej zaś na wymuszaniu absolutnego posłuszeństwa w swoich szeregach. Dobitnym tego przykładem był konflikt z Markiem Jurkiem. Nie dyskutowano o rozbieżności politycznych wizji, lecz określono go mianem zdrajcy.

Proces oligarchizacji życia publicznego postępuje bardzo szybko, a jedną z jego istotnych przyczyn jest system finansowania partii politycznych. Partia wchodząca do parlamentu uzyskuje bardzo korzystne warunki finansowania, lecz start nowego ugrupowania jest niesłychanie trudny lub wręcz niemożliwy. Hamuje to również pewne przekształcenia w partiach mających przedstawicieli w parlamencie. Jeśli na przykład jakiś klub podzieli się, to jedna część zatrzymuje dotacje z budżetu, a ten, kto się oddzielił, nie dostaje ani grosza. Można było wręcz usłyszeć opinie (których zresztą nie podzielam), że PiS spieszy się do wyborów, ponieważ Państwowa Komisja Wyborcza zakwestionowała jego sprawozdanie finansowe i zablokowała dotacje.

Jest to jednak kwestia techniczna. Oligarchizacja jest niebezpieczna przede wszystkim dlatego, że stwarza sytuację, w której niepójście do wyborów staje się manifestacją polityczną. Niedawno Ryszard Bugaj napisał, że jako człowiek lewicy w poprzednich wyborach poparł PiS, bo ugrupowanie to zaproponowało najbardziej prospołeczny program ekonomiczny. W kolejnych zapewne w ogóle nie pójdzie głosować. Niewykluczone, iż tę niesłychanie szybko postępującą oligarchizację będzie w stanie zatrzymać jedynie jakieś pozainstytucjonalne trzęsienie ziemi. Do tego jednak potrzeba jakichś wybuchowych sił, których na razie nie dostrzegam.

Niewykształcenie się w Polsce wyraźnych ruchów ideowych prowadzi do tego, że właściwie wszystkie partie są w jakiejś mierze partiami wodzowskimi. O ich ciągłości stanowi partyjna elita, zaś programy obliczone są zaledwie na kadencję sejmową. Niegdyś można było mówić o partii jako o pewnej wspólnocie, która oddziaływała nie tylko przez aparat władzy, ale również dzięki kształtowaniu opinii publicznej. Każda licząca się partia miała swój trwały elektorat, jakiś procent ogółu wyborców, który popierał ją przez więcej niż jedną kadencję. U nas tymczasem poparcie z kadencji na kadencję może zmienić się z kilkudziesięciu procent do kilku - trwały trzon elektoratu jest więc bardzo niewielki. Dziś socjologowie często definiują opinię publiczną jako sumę indywidualnych przekonań w danym momencie. Kiedyś natomiast opinia publiczna była zespołem podzielanych wartości, który miał kształtować postępowanie. Obecnie narzędzi owego nacisku kształtującego postępowanie upatruje się przede wszystkim w przepisach prawa - stąd dążenie do penalizacji i jurydyzacji coraz szerszych sfer życia. Zanika różnica między świństwem a przestępstwem, nie funkcjonuje już bowiem automatycznie opinia publiczna w owym wcześniejszym rozumieniu.

PiS położyło nacisk na usprawnienie, a przede wszystkim na zaostrzenie mechanizmów jurydycznych. Pojawiła się silna tendencja do polegania nie na szeroko rozumianych mechanizmach społecznych, lecz mechanizmach państwowych. Z jednej strony dają się słyszeć głosy, że przyniosło to pozytywne rezultaty w postaci ograniczenia łapownictwa. Z drugiej jednak strony tego rodzaju sankcje państwowe skłaniają do tego, by łagodzić działanie systemu za pomocą kolejnych łapówek.

Jednocześnie fachowe zaplecze kadrowe aparatu władzy jest dość wąskie w stosunku do liczby zadań. Wielu członkom ZChN proponowano miejsca na listach wyborczych PiS, gdyż nie było ich kim wypełnić. Równocześnie w praktyce wciąż kwestionuje się konieczność powstania prawdziwej służby cywilnej - urzędników nieustannie się wymienia, choć brakuje personalnego zaplecza dla tych zmian dokonywanych z politycznego klucza. Niektóre stanowiska pozostają po prostu nieobsadzone, brakuje bowiem prawdziwej elity urzędniczej. Pojawiają się natomiast tendencje do serwilizmu. Obóz władzy jest nie tyle wspólnotą, co drużyną wodza. Jeśli ktoś się narazi, zostaje z niej po prostu wykluczony. W innych elitach - naukowych, zawodowych - proces eliminacji jest dużo bardziej skomplikowany.

p

, ur. 1923, prawnik, polityk, działacz społeczny, profesor prawa KUL. W czasie II wojny światowej działał w podziemnym Stronnictwie Narodowym i walczył w szeregach AK. Więziony w latach 1948 - 1955. W 1980 roku doradca NSZZ "Solidarność" i współautor jej statutu. W 1989 roku współzałożyciel Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, a później także Wyborczej Akcji Katolickiej. Był m.in. ministrem sprawiedliwości w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego (1991) i marszałkiem Sejmu I kadencji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj