Z nowym rokiem Polska przystąpi do umowy z Schengen. To oznacza, że mieszkańcy 26 państw Europy mogą przekraczać granice tych krajów, nawet nie pokazując dowodu tożsamości. Warunkiem
dołączenia przez nasz kraj do tego grona było jednak zaostrzenie kontroli na granicy wschodniej, która odtąd będzie kresem wspólnego obszaru. Polska musiała też zaostrzyć zasady wydawania
wiz dla przyjezdnych z państw WNP, bo od tej pory będzie ona uprawniała do podróżowania już nie tylko po Polsce, ale po całej Unii poza Wielką Brytanią i Irlandią.
"Spodziewamy się istotnego spadku liczby przyjezdnych" - mówi otwarcie Jacek Junosza-Kisielewski z działu konsularnego MSZ. "To zbyt wysoka cena za możliwość
przekraczania bez kontroli paszportowych granic z krajami Unii Europejskiej" - ocenia Anita Szymborska, ekspert warszawskiej Fundacji Batorego.
Gdy 1 czerwca wprowadzono "schengeńskie” reguły dla mieszkańców Obwodu Kalinigradzkiego, liczba przyjezdnych spadła o 60 proc. Białorusini i Ukraińcy podczas niedawnych
konsultacji z polskimi dyplomatami wyprosili odroczenie terminu wprowadzenia nowych regulacji do 1 grudnia, zaledwie miesiąc przed poszerzeniem strefy Schengen. "Są świadomi, że dla
większości pracujących w Polsce to będzie dramat" - przyznają eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich.
Najgorzej mają Białorusini, których do tej pory przyjeżdżało do Polski około 300 tys. rocznie. Z powodu reżimu w Mińsku Bruksela nie zgodziła się na wprowadzenie dla nich ułatwień w
wydawaniu wiz. Będą więc kosztować 60 euro, co stanowi równowartość przeciętnej miesięcznej pensji u naszych wschodnich sąsiadów.
Ukraińcy i Rosjanie zapłacą mniej - 35 euro. Ale będą ich obowiązywać wszystkie inne restrykcje narzucone przez Brukselę. Jedną z najpoważniejszych jest wymóg posiadania 100 zł za każdy
dzień pobytu w naszym kraju. Ta zasada, co prawda, obowiązuje już teraz, ale przy wydaniu wiz polscy konsulowie na razie nie egzekwują tego warunku. Po 1 grudnia dowód posiadania środków
finansowych będzie ściśle przestrzegany.
"Wprowadzimy identyczne zasady jak obowiązujące w konsulatach w Kijowie Niemiec, Francji i innych państw UE. Te placówki będą wzajemnie się kontrolować" - tłumaczy
Junosza-Kisielewski. Ukrainka, która przyjedzie na 3 miesiące do Polski, aby sprzątać mieszkania, będzie więc musiała pokazać konsulowi blisko 10 tys. zł.
To nie koniec kosztów: już od 1 października Ukraińcy będą musieli wykupić ubezpieczenie zdrowotne na okres pobytu w naszym kraju. Kolejnym problemem są zaledwie trzymiesięczne terminy
pobytu (na dłuższe mogą liczyć tylko ci, którzy mają od polskiego pracodawcy promesę legalnego zatrudnienia). Jeśli po ich upływie cudzoziemiec nie wróci do kraju, otrzyma wpis do
pan-europejskiego systemu komputerowego w Strasburgu i zakaz wjazdu do całej Unii na lata.
Na pobłażliwość w egzekwowaniu przez naszych konsulów tych wszystkich warunków trudno raczej liczyć, bo za to polscy podatnicy mogą słono zapłacić. Jeśli bowiem Ukrainiec z wydaną przez
nasz konsulat wizą zostanie zatrzymany w innym kraju Unii po przekroczeniu dozwolonego terminu pobytu, będzie deportowany na koszt naszego kraju.
Do tej pory co roku przyjeżdżało do Polski ok. 700 tys. Ukraińców. Latem rząd wprowadził możliwość podjęcia przez nich pracy niemal we wszystkich zawodach na trzy miesiące bez zgody
administracji. Pomysł chwycił; już co dziesiąty Ukrainiec przyjeżdżający do naszego kraju korzysta z takiej możliwości. Ale eksperci nie mają wątpliwości, że w krótkim czasie to się
skończy, bo przyjazd na zarobek do Polski przestanie im się opłacać.