Nowelizacja prawa o ruchu drogowym oraz ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, która ureguluje kwestie związane z ruchem elektrycznych hulajnóg, może mieć nieoczekiwane skutki. Choć w intencji twórców projektu z Ministerstwa Infrastruktury pojazdy zaliczane do kategorii urządzeń transportu osobistego (UTO; chodzi m.in. o zasilane elektrycznie hulajnogi, deskorolki, segwaye czy jednokołowe skutery) mają być traktowane jak rowery, to może się okazać, że nie pod każdym względem.
Zgodnie z proponowaną definicją, która ma się znaleźć w art. 2 pkt 47a prawa o ruchu drogowym, UTO to urządzenie o szerokości nieprzekraczającej w ruchu 0,9 m, długości nieprzekraczającej 1,25 m, masie własnej nieprzekraczającej 20 kg, wyposażone w napęd elektryczny, którego konstrukcja ogranicza prędkość jazdy do 25 km/h, przeznaczone do poruszania się wyłącznie przez kierującego. Z kolei do art. 2 pkt 47 definiującego rower zostanie dodany zapis, że to określenie obejmuje również UTO.
Niemechaniczny, choć z silnikiem
zapewnia Rafał Weber, wiceminister infrastruktury. Jednak wątpliwości rodzi kwalifikacja prawna czynu polegającego na jeździe w stanie nietrzeźwości z wykorzystaniem UTO.
Od 2013 r. jazda rowerem w stanie nietrzeźwości, czyli gdy kierujący ma więcej niż 0,5 promila alkoholu we krwi, nie stanowi już przestępstwa, lecz tylko wykroczenie. A skoro definicja roweru obejmuje również UTO, to, jak przekonują twórcy projektu, jazda np. e-hulajnogą po pijaku też będzie tylko wykroczeniem.
Jednak zdaniem prof. Ryszarda Stefańskiego z Uczelni Łazarskiego to pobożne życzenie. Jak wskazuje, kodeks karny w art. 178a, który penalizuje jazdę w stanie nietrzeźwości, posługuje się pojęciem pojazdu mechanicznego. Natomiast w uchylonym w 2013 r. par. 2 art. 178a, dotyczącym rowerzystów, była mowa o kierującym pojazdem niemechanicznym.
twierdzi prof. Stefański. załamuje ręce ekspert. I dodaje, że gdyby np. kodeks karny posługiwał się pojęciem pojazdu silnikowego, a w prawie o ruchu drogowym wyłączono spod tej kategorii pojazdy z niektórymi silnikami (np. o małej mocy), to wówczas można by oczekiwać, że prowadzenie takiego pojazdu, mimo że napędzanego silnikiem, nie będzie stanowić przestępstwa.
Na takim samym stanowisku stoi Wojciech Kotowski, ekspert ds. prawnych aspektów wypadków drogowych w kancelarii adwokackiej Pomorski. uważa ekspert.
Co ciekawe, jazda na hulajnodze bez silnika po alkoholu nadal pozostanie bezkarna.
Jak zareagują sądy
Warto też pamiętać, że w przypadku gdy nie ma drogi dla rowerów, rowerzysta musi jechać jezdnią. W analogicznej sytuacji kierujący hulajnogą elektryczną będzie obowiązany korzystać z chodnika. Zatem pijany rowerzysta stwarzający zagrożenie popełni tylko wykroczenie, a pijany "hulajnogista", nawet poruszając się w tempie spacerowym po chodniku, popełni przestępstwo.
zastanawia się mec. Mikołaj Małecki z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
przyznaje Jarosław Kobryś z biura ruchu drogowego Komendy Głównej Policji. zastanawia się funkcjonariusz.
A tutaj może być różnie. Część sądów w myśl ugruntowanego orzecznictwa będzie uznawać to za przestępstwo, część będzie stosować inne niż literalne metody wykładni. mówi sędzia Piotr Mgłosiek z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków.
dodaje.