Rząd "Prawa i Sprawiedliwości" był skazany na czołowe zderzenie z europejskimi partnerami Polski zarówno z powodów ideowych - droga mu jest tradycyjna tożsamość narodowa - jak i praktycznych - brak obycia na salonach jest w Brukseli jeszcze bardziej dotkliwy niż w Warszawie. Konsekwencje tego zderzenia, przekonuje francuski publicysta i filozof polityki, mogą być jednak dla Europy ożywcze, a dla Polski mniej szkodliwe, niż przewidują krytycy braci Kaczyńskich.
Powodzenie europejskiego projektu - mówienie o kryzysie UE jest według Sormana zupełnym nieporozumieniem - osłabiło krytyczny zmysł Europejczyków i popchnęło ich w kierunku ślepego popierania technokratycznych rozwiązań proponowanych przez unijnych urzędników. Polski eurosceptycyzm i egzystencjalny konserwatyzm zmuszają ich zaś do poszukiwania bardziej przekonujących uzasadnień dla dalszej integracji oraz do zastanowienia się nad jej związkiem z historycznym dziedzictwem kontynentu. Nie jest bowiem tak, zauważa dzisiejszy gość "Europy", że tylko Polacy pamiętają o własnej przeszłości - również dla Francuzów czy Niemców ma ona kapitalne znaczenie.
p
Zacznijmy od rozróżnienia między opinią na temat Polski jako takiej i opinią na temat polskiego rządu. Obraz Polski we Francji zawsze był dobry i nadal taki pozostał. Francuzi nie zapomnieli, że to kraj niezależny, który oparł się Sowietom i dał światu nadzwyczajnego papieża. Natomiast rząd braci Kaczyńskich prowokuje reakcje niebywale wrogie. Wytoczono mu coś na kształt wielkiej wojny ideologicznej. Czy można tu mówić o "spisku" starej lewicy europejskiej, a w szczególności francuskiej? W sporej mierze rzeczywiście tak jest. Dawni marksiści przegrywają wszystkie swoje bitwy. Już dawno przegrali bitwę intelektualną, potem bitwę ekonomiczną, a ostatnio - po sromotnej klęsce Partii Socjalistycznej - przegrali bitwę polityczną. W związku z tym stara lewica próbuje się odnaleźć poprzez obronę Europy laickiej i progresistowskiej.
Tak. Tam lewica marksistowska jest po prostu silniejsza. Zwłaszcza w Parlamencie Europejskim. Obecny polski rząd stanowi wymarzony cel ataków dla niej, to dzięki braciom Kaczyńskim stara lewica chce odnaleźć od dawna utraconą młodość. O taki prezent modliła się od lat. I wreszcie go dostała. W wymarzonej wręcz postaci - polski rząd uosabia chyba wszystkie wartości, z którymi francuska lewica antychrześcijańska walczy od jakichś dwóch wieków. Tylko że już nie miała z kim walczyć. I nagle pojawiają się Kaczyńscy...
Należy pamiętać, co Polska, co "Solidarność" uosabiała w latach 80.: było to marzenie o Trzeciej Drodze między socjalizmem a kapitalizmem. I im bardziej dziś Polska oddala się od tego marzenia snutego przez lewicę, tym wrogość staje się silniejsza. Oczekiwano, że Polska wymyśli lewicę od nowa, a Polska nie miała na to wcale ochoty... 25 lat temu było się za "Solidarnością", aby pokazać, że jest się intelektualistą progresistowskim i antytotalitarnym. Dziś atakuje się Polskę jako kraj faszystowski - co stało się niewątpliwie dyskursem dominującym - aby pokazać, że jest się człowiekiem postępu. Ale tu nie chodzi o prawdziwą Polskę... Czy francuscy bądź niemieccy publicyści jeżdżą dziś do Polski, aby zbadać, co się w niej naprawdę dzieje? Nigdy lub prawie nigdy. Im nie chodzi wcale o Polskę, jedynie o pewną strategię władzy intelektualnej lub politycznej. Dla nich Polska jest jak w "Królu Ubu" - po prostu nie istnieje.
To prawda. Duet niemiecko-francuski od zawsze myślał o Europie zdominowanej przez Paryż i Berlin, Europie socjaldemokratycznej. A tu nagle pojawia się Polska, która ze swej natury jest raczej nacjonalistyczna, chrześcijańska, proamerykańska i zarazem antyrosyjska. Od 50 lat projektowano Europę, która ma się znajdować w połowie drogi między Rosją a Ameryką, a Polacy podają to w wątpliwość. Stąd dyplomacja francuska i niemiecka zadaje sobie pytanie: "Co ci Polacy właściwie robią w Europie? Może lepiej byłoby ich się pozbyć?"...
We Francji podobnie - Chirac miał wielką słabość do Putina, a Polacy go drażnili. Sarkozy wywodzi się z Europy Środkowej, a Rosję postrzega jako kraj raczej nieprzewidywalny i tym
samym dość niebezpieczny...Nie przeceniałbym tego wszystkiego. Zasadniczy kierunek dyplomacji zmienia się bardzo rzadko. Dlatego trzeba zachować ostrożność. Sarkozy i Merkel niewątpliwie
wyglądają na bardziej antyrosyjskich i proamerykańskich niż ich poprzednicy. Ale dyplomacja niemiecka czy francuska i tak będzie opierała się na pewnej sympatii do Rosji i wielkiej antypatii
do Stanów Zjednoczonych. Powiedziałbym, że to jest po prostu konieczne z francuskiego punktu widzenia. Bo jeśli Francja nie jest w połowie drogi między Rosją a USA, to gdzie się ona znajduje?
Jakie jest jej miejsce w świecie?
Powiedziałbym, że to jest niemal konieczne, ze względu na usiłowania dyplomacji francuskiej, aby przyhamować banalizację swego kraju. Powiedzmy sobie jasno: dyplomata francuski,
który odrzuca dyskurs o Francji jako gwarancie równowagi między Rosją a Ameryki, znajduje się w sytuacji beznadziejnej. Ponieważ w ten sposób nie ma już nic do powiedzenia. Nie istnieje
żaden dyskurs o Francji poza dyskursem gaullistowskim. Sarkozy, którego znam bardzo blisko od lat, uważa się za spadkobiercę De Gaulle'a. To kolejny powód, dla którego dyplomacja francuska
będzie taka jak dotychczas. Sarkozy może być prywatnie przyjacielem Amerykanów, ale to mu nie przeszkodzi podkreślać w chwilach kryzysu, że Europa jest niezależna, a Francja jest głównym
gwarantem tej niezależności. Natomiast Polska - mniej czy bardziej eurosceptyczna - będzie zawsze utrudniać tę grę, ponieważ jest zbyt blisko związana z Ameryką i zbyt antyrosyjska. Podział na Polskę, która jest zanurzona w przeszłości, i Francję czy Niemcy, które załatwiły swe porachunki z historią, to jeden wielki fałsz. Najważniejszą debatą
intelektualną w Niemczech była "kłótnia historyków", która zakończyła się zaledwie jakieś 10 lat temu. We Francji problem oceny rewolucji francuskiej został rozwiązany
dopiero wraz z w książką Fran?ois Fureta "Przeszłość pewnego złudzenia" w połowie lat 90. Wcześniej stosunek do rewolucyjnej przeszłości był entuzjastyczny, Furet
uczynił z niej rzecz raczej negatywną. Polaków krytykuje się za lustrację, ale Francuzi jeszcze niedawno mieli wielki problem z kwestią Vichy. Przecież proces Papona odbył się zaledwie kilka
lat temu, bez przerwy spierano się, czy należy go sądzić, czy też jest na to zbyt późno. Ciągle powraca kwestia kolonizacji. Sarkozy w czasie swych podróży do Afryki, choćby do Algierii,
mówił o francuskiej kolonizacji w sposób pozytywny, co wzbudziło ogromny sprzeciw na francuskiej lewicy i nie tylko na lewicy. Ten spór będzie powracać. Zresztą dlaczego emigracja stanowi tak
wielki problem dla Francji? Przecież to też bezpośrednio dotyczy historii. Kłopoty z imigrantami przypominają nam nieustannie, że Francja nie jest już wielką potęgą, a tym samym nie stanowi
wzorca dla przybyszów z innych krajów, straciła swój potencjał asymilacyjny. Trzeba znaleźć winnego kryzysu Europu - i najlepiej by był proamerykański. Kiedyś byli to Anglicy, dziś Polacy. Ale zanim zaczniemy szukać winnego, musimy zrozumieć jedno - Europa
wcale nie przeżywa żadnego kryzysu. Europa jest jednym z największych sukcesów współczesności, zarówno pod względem ekonomicznym, jak i politycznym. Wszystkie cele wyznaczone przez ojców
założycieli zostały osiągnięte. Żyjemy w pokoju, nie ma inflacji, możemy się swobodnie przemieszczać. Jedyny kryzys, z jakim mamy do czynienia, jest kryzysem biurokracji europejskiej, która
chciała stworzyć z dnia na dzień jeden wielki naród europejski i dzięki temu załatwiać wszystkie sprawy we własnym gronie. Pozostają co prawda pewne kłopoty ekonomiczne, jednak nie są one
nierozwiązywalne. Krótko mówiąc, ja mam ogromny kłopot ze zrozumieniem samego konceptu "kryzysu Europy". A skoro kryzysu nie ma, unieważnia to tym samym problem rzekomej winy
Polaków.
Polacy oczywiście popełniają błędy w polityce zagranicznej, która jest zbyt ostentacyjna. I mają bardzo niedobry marketing polityczny. Ale przede wszystkim Polska jest bardzo
potrzebna w Europie. Ponieważ utożsamia opór przeciwko banalności.Obraz Polski w dzisiejszych mediach to powtórka z historii Sołżenicyna. Sołżenicyn był we Francji niezmiernie popularny,
ponieważ sprzeciwił się stalinizmowi. I nagle zaczął mówić, że cała jego walka została zainspirowana prawosławiem. Wtedy lewica odwróciła się od niego. I to samo stało się z Polską.
Najpierw Polska utożsamiała wizję Trzeciej Drogi, a potem okazało się, że jest chrześcijańska. I lewica obróciła się przeciwko niej, tak jak wcześniej obróciła się przeciwko
Sołżenicynowi. Sarkozy jest rzeczywiście obyczajowo bardzo na lewo. I tym samym uosabia obraz Francji, która już od bardzo dawna nie jest chrześcijańska. Podczas gdy Polska pozostała
chrześcijańska. I taka właśnie powinna być Europa - składają się na nią zarówno kraje postępowe, jak i konserwatywne. To bardzo dobrze, że istnieje jeszcze kraj, który podtrzymuje
tradycje religijne, polityczne, kulturowe, które zanikły gdzie indziej. Polska jest konieczna z tego punktu widzenia.
Ale ja wcale nie twierdzę, że na tym kończy się rola Polski. Wasz opór wobec technokracji europejskiej jest bardzo dobrą rzeczą. Opozycja wobec Rosji jest bardzo dobrą rzeczą. Jest to
kwestia pewnego zdrowego rozsądku - Europie tego zdrowego rozsądku brakuje i tutaj nawet agresywność, zbytnia antyrosyjskość Polaków odgrywa pozytywną rolę. Jest też ważne, aby pewne kraje
były proamerykańskie jak Polska - aby cała Europa nie stała się ostoją skretyniałego antyamerykanizmu. Polacy potrafią powiedzieć pewne rzeczy w sposób prowokacyjny, co zmusza innych do
zastanowienia. Weźmy polskie żądanie, aby chrześcijaństwo znalazło się w konstytucji europejskiej. Wszyscy byli oczywiście przeciwko. Ale to przynajmniej zmuszało do debaty na temat roli
chrześcijaństwa w Europie. W Europie, gdzie już prawie się nie myśli, która znalazła się w wielkiej sekwencji technokratycznej, Polska utożsamia opór przeciwko banalności.
p