Nie ulega wątpliwości, że Rosja pod rządami Putina próbuje odzyskać pozycję światowego supermocarstwa. Zachód reaguje na to zaniepokojeniem i ostrą krytyką. W Rosji krytyka ta wywołuje z kolei całą gamę reakcji: od wybuchów szowinizmu aż po głosy wskazujące, że rosyjskie państwo nie wykonuje żadnych agresywnych gestów, jedynie odzyskuje to, co mu się słusznie należy. Do takich głosów należy artykuł rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa, który dziś publikujemy. To swoisty manifest nowej rosyjskiej polityki zagranicznej. Wizja Rosji silnej, która odzyskuje status mocarstwa i współtworzy międzynarodowy ład. A zarazem niezmiernie ciekawy przykład tego, jak dzisiejsze kremlowskie elity wyobrażają sobie reguły rządzące owym ładem. W jego obrębie wielcy i silni decydują o losie mniejszych i słabszych - ci ostatni w zasadzie nie mają nic do powiedzenia. Polski czytelnik może z tego wysnuć kilka interesujących dla siebie wniosków. Choćby ten, że nasz kraj jest w stanie wywrzeć jakikolwiek nacisk na Rosję tylko za pośrednictwem Unii Europejskiej. Ławrow niedwuznacznie sugeruje bowiem, że tylko UE jako całość może być - obok Rosji i USA - rzeczywistym uczestnikiem globalnej gry.
p
*
Ważne siły polityczne po obu stronach Atlantyku zdają się dążyć do rozpoczęcia debaty nad kwestią: powstrzymywać Rosję czy nie? Samo postawienie takiego pytania sugeruje, że dla niektórych nic się nie zmieniło od czasów zimnej wojny. Co można chcieć osiągnąć przez powrót do doktryny powstrzymywania w momencie, gdy Rosja porzuciła imperialistyczną ideologię i imperialistyczne aspiracje na rzecz pragmatyzmu i zdrowego rozsądku? Jaki jest cel powstrzymywania kraju, który pomyślnie się rozwija, a tym samym w naturalny sposób umacnia swoją pozycję na arenie międzynarodowej?
Nikogo nie powinno dziwić, że Rosja wykorzystuje dziś swoje naturalne atuty. Inwestuje także w zasoby ludzkie, popierając innowacje, włączając się do globalnej gospodarki i modernizując prawodawstwo. Rosja pragnie międzynarodowej stabilizacji, żeby wesprzeć własny rozwój i w związku z tym jej działania mają prowadzić do ustanowienia bardziej swobodnego, demokratycznego porządku na arenie międzynarodowej.
Nowa retoryka współzawodnictwa może wypływać z zasadniczej niezgodności dążeń Rosji i USA. Amerykańska dyplomacja usiłuje usuwać bądź przekształcać to wszystko, co Waszyngton uważa za rządy "niedemokratyczne", włączając w ten proces całe regiony świata. Rosja, która doświadczyła rewolucji i ekstremizmu, nie może podpisać się pod żadnym projektem o podłożu ideologicznym, zwłaszcza jeśli przychodzi on z zagranicy. Zimna wojna oznaczała odstąpienie od westfalskiej normy suwerenności państwa, wyłączając wartości z obszaru działań międzyrządowych. Przywoływanie teorii doby zimnej wojny, takich jak powstrzymywanie, może prowadzić jedynie do konfrontacji. Rosja - inaczej niż Związek Radziecki - jest krajem otwartym, który nie wznosi żadnych murów. Przeciwnie, wzywa do zniesienia barier wizowych i innych sztucznych ograniczeń w stosunkach międzynarodowych, łączy demokrację z gospodarką rynkową, tworząc w ten sposób właściwą podstawę porządku społecznego, politycznego i ekonomicznego.
Choć przed Rosją jeszcze długa droga, wybrała ona już swój model rozwoju, co pociąga za sobą nieznane dotychczas, a zarazem bolesne zmiany. Rosyjskie społeczeństwo jednomyślnie uważa, że zmiany te powinny dokonywać się stopniowo i bez wstrząsów. Dojrzała demokracja, z ożywionym społeczeństwem obywatelskim i dobrze ustrukturyzowanym systemem partyjnym, wyłoni się na wyższym poziomie rozwoju społecznego i ekonomicznego. Wymaga to przede wszystkim silnej klasy średniej, która nie może przecież powstać z dnia na dzień. Tylko rosyjscy potentaci giełdowi pojawiali się z dnia na dzień na początku lat 90. - te czasy jednak definitywnie minęły.
Kraje zależne od zewnętrznych źródeł energii krytykują Rosję za pełnienie swojej - z natury rzeczy istotnej - roli w globalnym sektorze energetycznym. Niemniej państwa te powinny zauważyć, że zależność energetyczna jest obustronna, ponieważ skrzętne gromadzenie zapasów nie stanowi mądrego wyboru w przypadku kraju, który eksportuje energię. Dlatego właśnie Rosja zawsze wywiązywała się ze swoich kontraktów na dostawę paliw do krajów, które je importują. Mimo to jednak Rosja uważa energię za sektor strategiczny, pozwalający zachować niezależność w stosunkach międzynarodowych. To oczywiście wywołuje na świecie negatywne reakcje w obliczu umacniania się rosyjskiej gospodarki i wzrostu jej roli w sprawach międzynarodowych, w których Rosja jak najbardziej legalnie wykorzystuje swoją świeżo zdobytą swobodę działania. Polityka energetyczna rządu rosyjskiego odzwierciedla jednak globalną tendencję do państwowej kontroli nad zasobami naturalnymi. 90 proc. oficjalnych rezerw paliw kopalnych na świecie pozostaje pod różnego rodzaju nadzorem państwowym, jednak skupienie najnowszej technologii w rękach prywatnych korporacji międzynarodowych niejako neutralizuje ten fakt. Istnieją zatem podstawy do współpracy między stronami - każdej z nich przyświeca bowiem ten sam cel: zaspokojenie zapotrzebowania światowej gospodarki na energię.
Polityka zagraniczna, jaką prowadzi Rosja, pozostaje w jaskrawym kontraście do ideologicznie podbudowanego internacjonalizmu Związku Radzieckiego. Obecnie Rosja wierzy, że wszechstronna dyplomacja oparta na prawie międzynarodowym powinna sprostać zarówno stosunkom lokalnym, jak i globalnym. Ponieważ globalizacja wykroczyła już poza obszar Zachodu, rywalizacja stała się prawdziwie globalna - nastąpiła rzeczywista zmiana paradygmatu. Współzawodniczące państwa muszą dziś brać pod uwagę zróżnicowane wartości i modele rozwoju. Wyzwaniem jest ustanowienie w tym skomplikowanym środowisku zasad uczciwej gry.
To całkiem logiczne, że każde państwo powinno skupić się na swoich mocnych stronach, nie narzucając nikomu własnych wartości. Amerykańskie próby działania w tym ostatnim kierunku osłabiły pozycję Zachodu. Jak zauważył Eberhard Sandschneider, szef Instytutu Badań nad Niemieckim Społeczeństwem i Polityką Zagraniczną, posunięcia USA w ostatnich latach "straszliwie zepsuły wizerunek Zachodu" w Azji i Afryce. Podsumowując tę kwestię, stwierdził on, że nic - albo prawie nic - nie zostało zrobione, by zachodnie wartości uczynić atrakcyjnymi w oczach ludów Azji i Afryki. Trudno za coś takiego odpowiedzialnością obarczać Rosję.
W swoim tegorocznym przemówieniu w Monachium prezydent Rosji, Władimir Putin, stwierdził rzecz oczywistą, mówiąc, że "jednobiegunowy świat" jak dotąd się nie ukształtował. Niedawne doświadczenia wyjątkowo jasno dowodzą, że żadne państwo ani grupa państw nie posiada dość zasobów, by narzucić swoją wolę światu. Hierarchia może się niektórym wydawać atrakcyjna w sferze globalnych interesów, ale pozostaje czymś całkowicie nierealnym. Inną rzeczą jest szacunek dla amerykańskiej kultury i cywilizacji, a inną wyznawanie "amerykocentryzmu".
W nowym układzie międzynarodowym funkcjonuje nie jeden, lecz kilku przodujących aktorów, a ich wspólne przewodzenie to niezbędny warunek stabilizacji stosunków na świecie. Ta wielobiegunowość to dla dyplomacji współpracujących krajów najlepszy sposób osiągnięcia wspólnych celów. W tym układzie rola USA staje się kluczowa, ponieważ ze względu na swój status mogą one zapewnić środki do wspólnej dyskusji i działania.
W XXI wieku opieszałość w rozwiązywaniu nagromadzonych problemów ma wyniszczające konsekwencje dla wszystkich narodów. Jedyna pewna nauka brzmi: działania jednostronne, polegające przede wszystkim na użyciu siły, prowadzą do sytuacji patowych. Bieżący katalog nierozwiązanych kryzysów - Irak, Iran, Liban, Darfur, Korea Północna - jest na to najlepszym dowodem. Prawdziwe bezpieczeństwo da się osiągnąć wyłącznie przez zaprowadzenie normalnych stosunków i dialog. Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier uderzył we właściwy ton, radząc, by współczesny świat oprzeć raczej na współpracy niż na militarnym zapobieganiu konfliktom.
Skomplikowane problemy wymagają rozważnych działań. W przypadku Iranu decydujące zmiany powinny polegać na normalizacji stosunków wszystkich państw z Teheranem. Normalizacja pomogłaby także zachować zasadę nierozprzestrzeniania broni nuklearnej. Co do Kosowa, jego uniezależnienie od Serbii stworzyłoby precedens wykraczający poza istniejące normy prawa międzynarodowego. Skłonność naszych partnerów, by napędzać spiralę przemocy i anarchii w Kosowie, kontrastuje z obojętnością wobec identycznej przemocy i anarchii na terytorium Palestyny, gdzie toleruje się je od dziesięcioleci, podczas gdy państwo palestyńskie wciąż czeka na ustanowienie.
Likwidacja dziedzictwa zimnej wojny w Europie, gdzie polityka powstrzymywania dominowała zbyt długo, jest szczególnie palącą potrzebą. Tworzenie podziałów w Europie podsyca uczucia nacjonalistyczne, które zagrażają jedności kontynentu. Bieżące problemy, przed jakimi staje polityka europejska w ogólności, a Unia Europejska w szczególności, nie mogą zostać rozwiązane, jeśli Europa nie będzie utrzymywała konstruktywnych i zwróconych ku przyszłości stosunków z Rosją, stosunków opartych na wzajemnym zaufaniu. Stany Zjednoczone również powinny dostrzegać w tym korzyść dla siebie.
Zamiast tego podejmuje się liczne próby powstrzymania Rosji, także przez ekspansję NATO na wschód i gwałcenie zapewnień składanych wcześniej Moskwie. Dziś zwolennicy rozszerzenia NATO wciąż plotą o rzekomej roli tej instytucji w promowaniu demokracji. Jak demokrację może promować polityczno-militarny układ, który tworzy scenariusze użycia siły?
Tymczasem niektórzy popierają przyznanie członkostwa w NATO krajom, które sabotują Wspólnotę Niepodległych Państw, jako swoistej przepustki zapewniającej im przyjęcie do klubu państw demokratycznych, niezależnie od tego, czy kraje te zdały egzamin z demokracji, czy nie. Nie można nie zadać sobie pytania, czy tę inicjatywę podejmuje się ze względu na satysfakcję moralną, czy też po prostu dlatego, by powstrzymać Rosję.
Jeśli chodzi o WNP, Rosja jest w stanie utrzymać na jej terytorium społeczny, gospodarczy czy jakikolwiek inny ład. Odrzucenie przez Moskwę handlu i stosunków gospodarczych mających ukryte polityczne cele oraz przyjęcie rynkowych wytycznych dowodzi jej determinacji, by osiągnąć normalność w stosunkach międzypaństwowych. Współpraca Rosji z Zachodem na tym obszarze jest możliwa tylko pod warunkiem, że zaprzestanie się niemożliwych do rozstrzygnięcia gier o władzę.
Dostarczenie do Europy Wschodniej obronnych wyrzutni rakiet jest dowodem starań USA, by "powstrzymać" Rosję. Raczej nieprzypadkowo instalacja ta wpasowuje się w globalny system obrony montowany wzdłuż rosyjskich granic. Wielu Europejczyków słusznie obawia się, że stacjonowanie amerykańskich wyrzutni w Europie może zahamować proces demilitaryzacji. Ze swojej strony Rosja uważa tę inicjatywę za wyzwanie strategiczne, które wymaga strategicznej reakcji.
Oferta prezydenta Putina, by Amerykanie używali bazy radarowej Gabala w Azerbejdżanie zamiast instalować wyrzutnie w Europie Wschodniej - podobnie jak jego propozycja złożona w trakcie czerwcowego spotkania z prezydentem Georgem W. Bushem w Kennebunkport, w stanie Maine, by zorganizować lokalny monitoring i system wczesnego ostrzegania - stwarza świetną okazję wyjścia z obecnej sytuacji z godnością i bez szkody dla żadnej ze stron. Na dobry początek prawdziwej współpracy w tym obszarze Rosja pragnie wziąć udział - razem ze Stanami Zjednoczonymi i innymi krajami - we wspólnej analizie potencjalnych zagrożeń zbrojnych do roku 2020. Chęć powstrzymania Rosji wyraźnie przejawia się także w sytuacji, jaka zaistniała w kontekście układu o redukcji sił konwencjonalnych w Europie z 1990 roku. Rosja w dobrej wierze przystaje na warunki traktatu, nalegając tylko na jeden z jego punktów: równe bezpieczeństwo. Niemniej jednak zasada równego bezpieczeństwa została pogwałcona wraz z rozwiązaniem Układu Warszawskiego, podczas gdy NATO pozostało nienaruszone, by z czasem jeszcze się rozrosnąć. Niejednokrotnie próbowano rozwiązać jakoś ten problem, i to mimo odmowy krajów członkowskich NATO (motywowanej różnymi niezwiązanymi ze sprawą pretekstami o zabarwieniu czysto politycznym, pozbawionymi wszelkich podstaw prawnych) w kwestii aktualizacji traktatu. Nauka, jaką należy wyciągnąć z tej patowej sytuacji, jest taka, że żaden element struktury globalnego lub europejskiego bezpieczeństwa, o ile nie zostanie oparty na zasadach równości i obustronnych korzyści, nie może okazać się trwały. Zresztą, skoro nie potrafimy przystosować tego starego instrumentu do nowych realiów, czyż nie nadszedł czas, by przeanalizować sytuację i wziąć się do rozwijania nowego systemu kontroli zbrojeń oraz budowania wzajemnego zaufania? Tu znów szczera dyskusja w Kennebunkport dała nadzieję, że istnieje sposób, by posunąć sprawy naprzód.
Czas już pogrzebać dziedzictwo zimnej wojny i zbudować instytucje, które sprostają imperatywom obecnej epoki - zwłaszcza że Rosja i Zachód nie są już przeciwnikami i nie chcą sprawiać wrażenia, jakby wojna w Europie nadal była możliwa. Droga do zaufania wiedzie przez szczery dialog i rozsądną debatę, a także stosunki oparte na wspólnej analizie zagrożeń. Obecnie jednak, bez żadnych sensownych powodów, Rosję wyklucza się z takiej wspólnej analizy, nakłaniając ją, by wierzyła w analityczne zdolności i dobre intencje swoich partnerów.
Rosjanie nie mają poczucia własnej wyjątkowości, lecz jednocześnie nie uważają swoich możliwości analitycznych i pomysłów za gorsze od cudzych. Rosja zareaguje, by chronić swoje narodowe bezpieczeństwo, a będzie jej w tym przyświecać zasada "rozsądnej wystarczalności". Mimo to z jej strony drzwi zawsze będą otwarte dla konstruktywnej współpracy na równych prawach. To jedyne poważne podejście do kwestii bezpieczeństwa narodowego.
W swoim przemówieniu w Monachium prezydent Putin zaprosił wszystkich partnerów Rosji do poważnej i merytorycznej dyskusji nad obecnym stanem spraw międzynarodowych, który bynajmniej nie jest zadowalający. Rosja uważa, że traktowanie jej na zasadzie przyjaciel - wróg powinno już należeć do przeszłości. Jeśli podejmuje się starania, by "kontrować negatywne zachowanie Rosji", jak można się zarazem spodziewać, że Rosja będzie współpracować w obszarach zainteresowania swoich partnerów? Trzeba wybrać między powstrzymywaniem a współpracą. Ma to niebagatelne znaczenie dla wejścia Rosji do WTO i Asian Development Bank oraz dla nieuzasadnionego obowiązywania poprawki Jackson-Vanik z roku 1970, która na trwałe odmawia Rosji normalnych stosunków handlowych ze Stanami Zjednoczonymi.
Na stosunki amerykańsko-rosyjskie nadal pozytywnie i stabilizująco wpływa bliska i szczera współpraca między prezydentem Putinem i prezydentem Bushem. Oba kraje i oba narody pamiętają wspólne zwycięstwo nad faszyzmem oraz wspólne wyjście z zimnej wojny, co jednoczy je w szczególny sposób. Oby partnerstwo oparte na zasadzie równości przeważało w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. Walka z międzynarodowym terroryzmem; zorganizowana przestępczość i przemyt narkotyków; poszukiwanie realistycznych metod ochrony klimatu; rozwój energii nuklearnej wraz ze wzmacnianiem działań na rzecz nierozprzestrzeniania broni jądrowej; globalne bezpieczeństwo energetyczne i badanie przestrzeni kosmicznej - praktycznej współpracy w tych i innych niebagatelnych kwestiach nie powinno się poświęcać na ołtarzu powstrzymywania.
Antyamerykanizm nie jest obecnie w Rosji tak rozpowszechniony jak gdzie indziej. Jednakże powrót powstrzymywania oraz towarzyszące mu myślenie w kategoriach bloków militarnych mogłoby spowodować ochłodzenie stosunków między Amerykanami i Rosjanami. Wspólnota poglądów w tandemie amerykańsko-rosyjskim skłania do utworzenia na wysokim szczeblu grupy zajmującej się poszukiwaniem możliwości bliższej współpracy. Zarówno prezydent Rosji, jak i prezydent Stanów Zjednoczonych popierają ideę takiej grupy pod przewodnictwem emerytowanych polityków - Henry'ego Kissingera i Jewgienija Primakowa.
Obie strony powinny stworzyć szeroką i pozbawioną uprzedzeń wizję ukazującą Rosję i Stany Zjednoczone jako dwie odnogi cywilizacji europejskiej. Rosja, Stany Zjednoczone i Unia Europejska powinny wspólnie chronić integralność przestrzeni euro-atlantyckiej w polityce globalnej, bowiem - jak powiedział Jacques Delors - ilekroć tę trójkę "dzielą różnice, ilekroć każda jej część gra we własną grę, tylekroć ryzyko zachwiania globalnej równowagi gwałtownie rośnie".
Dlaczego więc nie stanąć razem i nie podjąć działań w duchu współpracy oraz uczciwego współzawodnictwa na gruncie wspólnych standardów i poszanowania prawa międzynarodowego? W czasie czerwcowego spotkania w Kennebunkport prezydenci Putin i Bush pokazali, co można osiągnąć pracą zespołową. Zgodzili się na poszukiwanie wspólnego podejścia do problemu wyrzutni obronnych oraz redukcji broni strategicznej, a także podjęli nowe inicjatywy w sprawie energii nuklearnej i nierozprzestrzeniania broni jądrowej. Nie ma nic, co by dzieliło Rosję i Stany Zjednoczone; wspólnie z innymi partnerami ponoszą one odpowiedzialność za przyszłość świata. To nie Rosję należy powstrzymywać, ale tych, którzy chcą pozbawić świat korzyści, jakie może przynieść mocne partnerstwo między nią i Stanami Zjednoczonymi.
p
, ur. 1950, dyplomata, absolwent Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Od 1972 roku w służbie dyplomatycznej ZSRR, a od 1991 roku - Federacji Rosyjskiej. Pracował m.in. w radzieckim a później rosyjskim przedstawicielstwie przy ONZ. W latach 1992 - 1994 pełnił funkcję wiceministra spraw zagranicznych - zajmował się m.in. stosunkami z innymi krajami członkowskimi Wspólnoty Niepodległych Państw. W marcu 2004 roku mianowany ministrem spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej. 12 września br. podał się do dymisji wraz z całym rządem Michaiła Fradkowa.