72 dni spędził w austriackiej celi rolnik spod Poznania. A wszystko dlatego, że stróżom prawa z Austrii wydawało się, że Zdzisław Bruździński jest groźnym gangsterem. Nie znaleźli na to jednak żadnych dowodów, bo mieli jedynie zeznania bandyty, który Polakowi ukradł dokumenty.
Zdzisław Bruździńki nigdy nie zapomni dni spędzonych za kratami. Przez okienne szpary lał się deszcz, podczas upałów w celi panował skwar nie do zniesienia, a
strażnicy nie chcieli dać mu nawet kubka wody. Od kajdanek niemieckich i austriackich policjantów zrobiły mu się rany na rękach. Mężczyzna był więziony przez dwa i pół miesiąca za
niewinność - pisze "Fakt".
"Gdyby nie pomoc rodziny, chyba bym oszalał. Cały czas Austriacy krzyczeli, że mam przestać kłamać. Nie wierzyli, że jestem niewinny" - wspomina pan Zdzisław.
Wszystko zaczęło się w lipcu tego roku. Pan Zdzisław, który jest rolnikiem, pojechał z córką do Niemiec na giełdę ogrodniczą. Tuż za przejściem granicznym ich auto zatrzymali policjanci. Dokumenty sprawdzili w komputerze i kazali mu jechać za sobą.
"Pojechaliśmy na komisariat we Frankfurcie nad Odrą. Tam zakuli mnie w kajdanki i powiedzieli, że jestem ścigany europejskim nakazem aresztowania za napad i rabunek. Pozwolili mi zadzwonić do domu. Myślałem, że zaraz się to wyjaśni, że to tylko pomyłka..." - wspomina Polak.
Sąd w Niemczech był głuchy na wyjaśnienia zatrzymanego i zamknął go w areszcie. Nasz rodak usłyszał, że zostanie przekazany Austriakom, bo tam niegdyś ostro narozrabiał.
"Do 13 sierpnia siedziałem w więzieniu we Frankfurcie. Potem przez 11 dni przerzucali mnie po różnych więzieniach. Odwiedziłem ich aż piętnaście" - opowiada. W końcu Polak trafił do aresztu w Austrii. Tam został zbadany. "Pobrali ode mnie odciski palców i ślinę do badań DNA" - wyjaśnia pan Zdzisław.
Dowiedział się też w końcu, za co został zatrzymany - na hurtownię w Austrii i kradzież części do aut. Jego wspólnikiem miał być Jarosław P. ze wsi Rydzyna koło Leszna. U tego właśnie bandyty Austriacy odnaleźli dowód osobisty pana Zdzisława. "Ja go zgubiłem dwa lata temu" - przysięga rolnik. "Może mi ten Jarosław P. ukradł... Od dawna mam nowy dowód, a o zgubie dawno zapomniałem!".
Ale śledczy nie wierzyli. Następnego dnia sąd postawił Polakowi zarzut napadu i kradzieży, za co groziło 10 lat odsiadki. W końcu przyszedł dowód jego niewinności. Badania DNA śladów zabezpieczonych na miejscu napadu wykluczyły udział w nim polskiego rolnika. Pana Zdzisława zwolniono, ale nie usłyszał nawet jednego słowa "przepraszam".
"Przez te 72 dni przeżyłem ciężkie chwile. Jeden dzień za kratkami dłuży się jak tydzień. Czasem nachodziły mnie różne myśli. Traciłem już nadzieję, żyłem tylko dlatego, że myślałem o rodzinie..." - wzrusza się mężczyzna. Po chwili zaciska pięści i obiecuje, że nie odpuści takiej zniewagi. "Tego im nie daruję!" - zapowiada stanowczo.
"Gdyby nie pomoc rodziny, chyba bym oszalał. Cały czas Austriacy krzyczeli, że mam przestać kłamać. Nie wierzyli, że jestem niewinny" - wspomina pan Zdzisław.
Wszystko zaczęło się w lipcu tego roku. Pan Zdzisław, który jest rolnikiem, pojechał z córką do Niemiec na giełdę ogrodniczą. Tuż za przejściem granicznym ich auto zatrzymali policjanci. Dokumenty sprawdzili w komputerze i kazali mu jechać za sobą.
"Pojechaliśmy na komisariat we Frankfurcie nad Odrą. Tam zakuli mnie w kajdanki i powiedzieli, że jestem ścigany europejskim nakazem aresztowania za napad i rabunek. Pozwolili mi zadzwonić do domu. Myślałem, że zaraz się to wyjaśni, że to tylko pomyłka..." - wspomina Polak.
Sąd w Niemczech był głuchy na wyjaśnienia zatrzymanego i zamknął go w areszcie. Nasz rodak usłyszał, że zostanie przekazany Austriakom, bo tam niegdyś ostro narozrabiał.
"Do 13 sierpnia siedziałem w więzieniu we Frankfurcie. Potem przez 11 dni przerzucali mnie po różnych więzieniach. Odwiedziłem ich aż piętnaście" - opowiada. W końcu Polak trafił do aresztu w Austrii. Tam został zbadany. "Pobrali ode mnie odciski palców i ślinę do badań DNA" - wyjaśnia pan Zdzisław.
Dowiedział się też w końcu, za co został zatrzymany - na hurtownię w Austrii i kradzież części do aut. Jego wspólnikiem miał być Jarosław P. ze wsi Rydzyna koło Leszna. U tego właśnie bandyty Austriacy odnaleźli dowód osobisty pana Zdzisława. "Ja go zgubiłem dwa lata temu" - przysięga rolnik. "Może mi ten Jarosław P. ukradł... Od dawna mam nowy dowód, a o zgubie dawno zapomniałem!".
Ale śledczy nie wierzyli. Następnego dnia sąd postawił Polakowi zarzut napadu i kradzieży, za co groziło 10 lat odsiadki. W końcu przyszedł dowód jego niewinności. Badania DNA śladów zabezpieczonych na miejscu napadu wykluczyły udział w nim polskiego rolnika. Pana Zdzisława zwolniono, ale nie usłyszał nawet jednego słowa "przepraszam".
"Przez te 72 dni przeżyłem ciężkie chwile. Jeden dzień za kratkami dłuży się jak tydzień. Czasem nachodziły mnie różne myśli. Traciłem już nadzieję, żyłem tylko dlatego, że myślałem o rodzinie..." - wzrusza się mężczyzna. Po chwili zaciska pięści i obiecuje, że nie odpuści takiej zniewagi. "Tego im nie daruję!" - zapowiada stanowczo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl