Wywiad na portalu wprawo.pl został zapowiedziany cytatem "Żydokomuna to fakt historyczny".

- Określenie "żydokomuna" funkcjonuje w przestrzeni publicznej od dłuższego czasu i możemy powiedzieć, że mamy dwa obozy ludzi: którzy uznają, że nie ma w tym ziarna prawdy i takich, którzy uważają, że ten negatywny termin ma pewne podstawy - takie słowa padły w rozmowie z ust wiceprezesa IPN.

W rozmowie z byłym księdzem prof. Szwagrzyk mówił, że chciałby się odnieść do wyników badań naukowych tych, które mówią o tym jak wyglądał aparat komunistycznej bezpieki, aparat represji, szerzej rozumiany.

- W okresie stalinizmu, w latach 40. i 50., a więc w czasie kiedy mamy do czynienia z tysiącami ofiar tego systemu i niezliczoną liczbą tych, których represjonowano. Zarówno w Urzędzie Bezpieczeństwa jak i w strukturach informacji wojskowej, strukturach Milicji Obywatelskiej, także wymiaru sprawiedliwości tego powszechnego, a szczególnie wojskowego odsetek osób narodowości żydowskiej, które zajmowały tam określone, często nawet kierownicze stanowiska był duży. Jest to fakt historyczny i negowanie tego nie powinno mieć miejsca - powiedział wiceprezes IPN.

Jak podaje gazeta.pl przed rozmową, odbyło się spotkanie z wiceprezesem IPN-u, podczas którego jednym z zadanych pytań, właśnie przez Międlara, było to o stanowisko prof. Szwagrzyka na temat ekshumacji ofiar KL Warschau, które mają znajdować się pod budynkiem muzeum POLIN.

- Jak mamy rozwiązać problem ekshumacji ciał, które znajdują się pod muzeum POLIN? - pytał Międlar.

Prof. Szwagrzyk nie chciał odpowiedzieć, ale dociskany stwierdzeniem, że kto, jak nie "profesor z IPN-u" miałby na nie odpowiedzieć, stwierdził, że gdyby "odpowiedział na to pytanie, tak, jakbym chciał, to jutro nie będzie już wiceprezesem IPN".

Wyjaśniał przy tym, że w sprawie KL Warschau są dwie sprzeczne wersje: że w stolicy nie było obozu koncentracyjnego lub że istniał, na co są różnego rodzaju dokumenty.

- Możemy powiedzieć KL Warschau, możemy powiedzieć Jedwabne, możemy powiedzieć obława augustowska... Wokół tych spraw będą narastały tylko mity, będą się rodziły kolejne teorie. (...). Tematy niewygodne, tematy, których nikt nie chce nawet ruszać. Kiedy próbujemy to uczynić (IPN - red.) wtedy jesteśmy odsądzani od czci i wiary za to, że jesteśmy rzekomo instytucją polityczną działającą na zlecenie polityczne, a pracuje w niej wielu ludzi, którzy mają jakieś antysemickie poglądy - powiedział.

To nie pierwszy raz, gdy Międlar próbuje swoich sił jako dziennikarz. Niedawno głośno było o jego rozmowie z liderem PSL. Władysław Kosiniak-Kamysz tłumaczył później, że nie rozpoznał Międlara. Gdyby wiedział, że to on, nie zgodziłby się na rozmowę. Dodał, że daleko mu jest również do poglądów głoszonych przez byłego księdza.