W galeriach handlowych, hipermarketach, a nawet na bazarach od otwarcia do zamknięcia z głośników płyną polskie kolędy i amerykańskie piosenki bożonarodzeniowe. Cel jest oczywisty: mają nakłonić klientów do jak największych zakupów. "Wywołać zachowania impulsywne, sprzyjające szybkiemu i często bezrefleksyjnemu wydawaniu pieniędzy" - mówi prof. Andrzej Falkowski, psycholog marketingu.

Jednak kolęd nie słuchają tylko klienci. Przez kilkanaście godzin na dobę świąteczne piosenki towarzyszą przede wszystkim kasjerkom, ochroniarzom, bezimiennym rzeszom pracowników z ogromnych centrów handlowych. "Istnieje ogromne ryzyko, że oni zamiast świątecznego nastroju poczują najzwyklejsze rozdrażnienie, a kolędy i radosne piosenki świąteczne mogą być dla nich katorgą" - przyznaje Falkowski.

Potwierdza to 32-letni Tomasz, który przez kilka lat pracował w sklepie Go Sport w warszawskim centrum handlowym Promenada. Zapytany o repertuar świąteczny aż się wzdryga. "Praca przez 12 godzin i jedna 60-minutowa płyta" - mówi krótko. I opowiada: "Kilkanaście razy słyszysz dokładnie to samo. Upiorne werbelki, dzwoneczki, tubalne ho ho ho i cukierkowa stylistyka. Niedobrze się robi. Po powrocie do domu marzyłem już tylko o wszechogarniającej ciszy. Nawet reklamy telewizyjne z Mikołajem wzbudzały we mnie agresję".

Zdaniem ekspertów to całkowicie prawidłowa reakcja. "Powtarzanie non stop tych samych kolęd po prostu wykańcza personel" - przyznaje Jakub Jabłonka, właściciel firmy Spin Media dostarczającej muzykę do sklepów. - Może kupujący są zadowoleni, ale pracownicy na pewno nie, a przecież od ich formy zależy, jak klient będzie potraktowany. Muzyka musi być odpowiednim, niedrażniącym tłem - podkreśla.

Pani Dorota, kasjerka ze stołecznego sklepu Marcpol, w którym dopiero od tygodnia z głośników rozbrzmiewają dzwony i dzwonki już czuje się zmęczona. "Aż strach pomyśleć, co będzie za dwa tygodnie" - mówi. "Klient zrobi zakupy i sobie pójdzie, a ja tu siedzę cały dzień". 23-letnia Dagmara Roztecka z Legionowa, która dorabia jako hostessa w hipermarketach, też nie czuje świątecznej atmosfery. "Może i cieszyłabym się kolędami, gdybym nie musiała ich cały czas słuchać" - podsumowuje.

Wygląda jednak na to, że szefowie kompletnie nie zdają sobie sprawy, jakie katusze muszą znosić ich ludzie. "My współpracujemy ze specjalistyczną firmą, która zajmuje się realizacją nagłośnienia. Ona właśnie dba o to, aby nie zamęczać nikogo kolędami, które mogą się przejeść i wydaje mi się, że konkurencja postępuje podobnie" - mówi DZIENNIKOWI Przemysław Skory, rzecznik Tesco. Jednak kolędy się przejadają. "Podczas świętowania w domu człowiek z przymusu je śpiewa" - mówi Katarzyna Kaźmierczak ze stoiska z wędlinami w markecie Real w Łodzi. "Zaczynam traktować kolędy tak jak natarczywą reklamę".

Czy udręczeni pracownicy mogą coś zrobić, żeby poprawić swój los? Henryk Michałowicz, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich nie daje im nadziei. "Nie ma żadnej ścieżki prawnej, aby zmusić pracodawcy do rezygnacji z puszczania kolęd" - mówi otwarcie. "Jedyne, co mogę radzić, to zwyczajną rozmowę z szefem".

Po dwóch miesiącach słuchania kolęd mogą pojawić się fobie

SŁAWOMIR CICHY: Pracownicy hipermarketów muszą dzień w dzień przez kilka godzin słuchać kolęd. Czy można od tego zwariować?

MIROSŁAW GIZA*: Na szczęście organizm stara się bronić przed takimi anomaliami, wypierać negatywne bodźce. Być może część kasjerek po kilku dniach już nie słyszy muzyki z głośników.

A ile razy można wysłuchać tej samej melodii bez szkody dla organizmu?

To zależy od progu indywidualnej wrażliwości. Po godzinie, dwóch pojawia się rozdrażnienie, a po kilku godzinach najmniejsza iskra może wywołać wybuch.

Jakie mogą być skutki pracy w takich warunkach?

Z błahego powodu może dojść do karczemnej awantury z klientami. Bo klienci po godzinnej dawce jednostajnej muzyki chcą jak najszybciej opuścić miejsce, które ich drażni. Wtedy pracownicy marketu stają się ich osobistymi wrogami. Wystarczy, że terminal nie czyta kart albo w kasie skończy się papier i między negatywnie nakręconym pracownikiem a rozdrażnionym klientem wybucha emocjonalne spięcie.

A czy po dwóch miesiącach pracy wśród kolęd można jeszcze cieszyć się ze Świąt?

Tak, jeśli pracownik hipermarketu potrafi oddzielić pracę od spraw domowych. Gorzej, jeśli nawet po godzinach utożsamia się z pracą. Wówczas Święta są udręką. Mogą nawet pojawić się fobie.

*Mirosław Giza jest psychoterapeutą. Prowadzi praktykę w Katowicach