Bogumił Łoziński: Padają zarzuty, że Komisja Majątkowa przekazuje Kościołowi grunty po zaniżonej wartości. Na przykład elżbietanki za zabrane ziemie w Wielkopolsce otrzymały ziemię na warszawskiej Białołęce wycenioną na 30 mln zł, a gmina twierdzi, że jest ona warta 240 mln, czyli osiem razy więcej. Czy mógłby ksiądz to skomentować?
Ks. Mirosław Piesiur*: Komisja Majątkowa nie wycenia gruntów ani nie weryfikuje dostarczonych jej operatów szacunkowych pod względem prawidłowości ich wykonania, bo nie ma takich uprawnień. Jest natomiast zobowiązania do bezzwłocznego orzekania na podstawie przekazanych dokumentów. Dostarcza je strona pokrzywdzona lub uczestnik postępowania regulacyjnego. Komisja sprawdza, czy stanowią one podstawę prawną do zwrotu utraconego mienia, ewentualnie przyznania mienia zamiennego. W tym drugim przypadku podmiot kościelny musi przedstawić wycenę konkretnego gruntu. Nie chodzi o hipotetyczną wartość tego mienia w nieokreślonej przyszłości, ale o wartość w dniu orzekania. Komisja nie zna dokumentów w oparciu, o które burmistrz Białołęki wyliczył wartość gruntu. Można podawać różne kwoty, gdy nie bierze się za to odpowiedzialności. To problem wyobraźni, a ta bywa nieograniczona.

Reklama

Czyli rzeczoznawcę wynajmuje strona zainteresowana otrzymaniem danej nieruchomości zamiennej?
W sytuacji kiedy instytucje Skarbu Państwa notorycznie odmawiają dostarczenia mienia zamiennego, strona pokrzywdzona musi sama zgromadzić dokumenty, również wycenę sporządzoną przez licencjonowanych rzeczoznawców, wedle określonych zasad i przepisów. Dokumenty te mają charakter dowodu w sprawie. Są również honorowane przez sądy czy urzędy skarbowe. Jeśli wycena budzi wątpliwości, można wykonać kontroperat i skierować sprawę do rozstrzygnięcia w arbitrażu działającego przy stowarzyszeniu rzeczoznawców.

Jeśli burmistrz Białołęki twierdzi, że ziemia jest warta 240 mln, to powinien tak postąpić?
Mógł tak zrobić. Jednak w tym przypadku gmina nie była uczestnikiem postępowania regulacyjnego, bo grunt nigdy do niej nie należał, lecz był własnością Skarbu Państwa. Grunt jest rolą i tak będzie przez najbliższe kilka lat, gdyż uchwała rady uniemożliwia jego odrolnienie. Nie jest on objęty studium, a tym bardziej planem zagospodarowania, jest bez uzbrojenia w media i rozwiązań komunikacyjnych.

Dlaczego dochodzi do sytuacji, w której podmioty kościelne otrzymują więcej gruntu, niż straciły?
Jeżeli utraconą nieruchomość posiada Skarb Państwa, to następuje zwrot tej samej nieruchomości. Jeśli jednak należy ona już do osób trzecich, nie wolno naruszać praw nabytych i zwrot nie jest możliwy. Wówczas Skarb Państwa lub gmina władająca nieruchomością ma obowiązek dostarczyć mienie zamienne o takiej samej wartości jak mienie utracone. Przy określaniu jej wartości obowiązuje zasada: stan nieruchomości z dnia utraty praw, ale ceny z dnia dzisiejszego. Podstawą przyznania mienia zamiennego jest więc wartość, a nie powierzchnia utraconych gruntów. Pół hektara gruntu utraconego w mieście może mieć dzisiaj wartość kilkudziesięciu hektarów gruntu rolnego. Dopiero w przypadku, gdy nie można znaleźć odpowiedniego mienia zamiennego, komisja orzeka wypłacenie odszkodowania.

W Polsce nie została przeprowadzona reprywatyzacja, a podmioty kościelne otrzymują mienie zabrane przez komunistów. Padają zarzuty, że Kościół jest uprzywilejowany...
Należy stanowczo podkreślić, że Kościołowi nie zwraca się wszystkich nieruchomości, które utracił na podstawie komunistycznych aktów prawnych. Nie ma więc tutaj mowy o reprywatyzacji. Komisja przyznaje zwrot tylko tych nieruchomości, które zostały zagrabione niezgodnie z komunistycznym prawem. Ustawa o dobrach martwej ręki gwarantowała, że z upaństwowienia wyłączone są nieruchomości do 50 ha, a w województwach pomorskim, wielkopolskim i śląskim do 100 ha, co miało stanowić podstawę utrzymania podmiotów kościelnych. Tymczasem konfiskowano wszystko. Komisja zwraca tylko to mienie, którego nie wolno było zabrać Kościołowi. Analogiczne komisje zwracające majątki mają także inne Kościoły i związki wyznaniowe oraz gminy żydowskie. Także każdy obywatel podobnie pokrzywdzony może wystąpić do sądu o zwrot mienia zabranego niezgodnie z prawem.

Padają zarzuty, że Komisja Majątkowa jest ciałem niekonstytucyjnym, ponieważ od jej orzeczeń nie ma odwołania.
Nie sposób zrozumieć ustawy o stosunku państwa do Kościoła, a tym samym działania komisji bez kontekstu historycznego. Komuniści odbierali mienie kościelne w brutalny sposób. Na Śląsku w jedną noc przejęto kilkaset domów zakonnych, szkół, internatów, szpitali, sierocińców, a ponad 700 sióstr zamknięto na dwa lata w obozach. Takich faktów było wiele i z biegiem lat stawały się coraz bardziej wstydliwe dla rządzących, dlatego postanowiono to naprawić. Rosła świadomość drastycznej niesprawiedliwości wyrządzonej Kościołowi. Prześladowania Kościoła to nie tylko restrykcje wobec ludzi, ale także grabież majątku, aby pozbawić podmioty kościelne możliwości kontynuowania jego religijnej, społecznej, edukacyjnej czy charytatywnej działalności. Dlatego w 1989 r. jeszcze przed zmianą systemu zawarto z Kościołem swoistą ugodę - porozumienie, któremu nadano walor ustawy. Określono w niej procedurę zwrotu zagrabionych dóbr. Ustawodawca, dążąc do naprawy oczywistych krzywd ze względu na ich ogromną liczbę, nie odsyłał pokrzywdzonych do sądów, narażając ich na kilkuletnie procesy, ale wprowadził odrębny i uproszczony tryb regulacyjny, który miał się zakończyć w okresie 6 miesięcy. Termin składania wniosków z roszczeniami upłynął z końcem 1992 r. Roszczenia niezgłoszone przepadły. Komisja Majątkowa nie jest sądem ani organem administracji, lecz działa zgodnie z prawem na podstawie szczególnej ustawy wynegocjowanej między rządem i Kościołem.

Poseł PO Janusz Palikot ujawnił, że w czasie obrad Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu doszło do ustalenia zmiany procedury orzekania, np. dwuinstancyjności. Na czym te zmiany będą polegać?
Orzekanie jest określone ustawą i zarządzeniami regulującymi tryb prac komisji. Zmiany muszą uwzględniać to prawo tak długo, jak ono istnieje. Dwuinstancyjność wymagałaby zmiany ustawy kościelnej.

SLD zapowiedział zaskarżenie przepisów o Komisji Majątkowej do Trybunału Konstytucyjnego. Jaka jest księdza opinia na ten temat?
Media mówią o zaskarżeniu całej ustawy, a nie tylko przepisów o Komisji Majątkowej. Musimy mieć nadzieję, że ewentualne rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego odnosić się będą nie tylko do Kościoła katolickiego, ale także do ustaw dotyczących gmin żydowskich i innych Kościołów.

Komisja Majątkowa miała zakończyć swoje prace bardzo szybko, tymczasem pracuje już 16 lat. Dlaczego?
Powodem jest obstrukcja ze strony urzędników instytucji Skarbu Państwa, a czasami także urzędników gmin, na których ciąży prawny obowiązek dostarczania nieruchomości zamiennych. Takie zachowania obserwujemy nie tylko dzisiaj. Istniały one także za czasów kilku poprzednich rządów. Urzędnicy Agencji Nieruchomości Rolnych nie tylko odmawiają dostarczania mienia zamiennego, lecz zdarzało się, że nawet odmawiali zwrotu zagrabionych nieruchomości historycznych. Trudno nie odnieść wrażenia, że musi istnieć chyba polityczne przyzwolenie na takie działania. Pokrzywdzeni więc muszą sami poszukiwać nieruchomości zamiennych i przygotować na własny koszt dokumentację, aby liczyć na przyznanie mienia zamiennego. Wspomniana obstrukcja jest działaniem na szkodę Skarbu Państwa, gdyż wartość utraconych nieruchomości z roku na rok wzrasta, co wymaga większej liczby nieruchomości zamiennych.

Jaki jest bilans prac komisji? Ile ziemi zwrócono?
Do komisji wpłynęły 3063 wnioski, do rozpatrzenia pozostało jeszcze 269. Na większość wniosków w znacznej części wystarczy mienia zamiennego. Sekretariat komisji nie prowadzi statystyk, ile hektarów gruntów zostało zwróconych wprost, a ile w formie mienia zamiennego. Regulacje opierają się bowiem na wartościach utraconego mienia, a nie na areale.

Kiedy komisja zakończy działalność?
Zakończenie tych prac było przez stronę kościelną kilkakrotnie poruszane na posiedzeniach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Jeśli prawo będzie przestrzegane, a wnioskodawcy otrzymają odpowiednie mienie zmienne, to komisja potrzebuje tyle czasu, ile jest konieczne do wydania pozostałych jeszcze orzeczeń lub ugód. A to można zrobić w ciągu kilku miesięcy. Część wniosków można zakończyć wypłaceniem niewielkich, jak na budżet państwa, odszkodowań. Ponieważ ich płatnikiem jest minister finansów, potrzebna jest zgoda strony rządowej w komisji na wydanie takich orzeczeń. Komisja działa bowiem na zasadzie parytetu.

*ks. Mirosław Piesiur jest współprzewodniczącym Komisji Majątkowej ze strony Kościoła