Powołałem specjalną komisję, która zajmie się ratowaniem ocalałych archiwaliów - poinformował w czwartek na konferencji prasowej prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Jak podkreślił, sugestie, iż "pożar jest miastu na rękę, są skandaliczne". Jest wniosek o uznanie zdarzenia za katastrofę budowlaną.

Reklama

Nie jesteśmy w stanie oszacować, ile dokumentacji się spaliło. To będzie możliwe dopiero, kiedy uda się wejść do środka, a budynek jest w takim stanie, że grozi zawaleniem - mówił Majchrowski. Jak poinformował, Powiatowa Inspektor Nadzoru Budowlanego wystąpiła do Wojewódzkiego Inspektora o uznanie zdarzenia za katastrofę budowlaną. Zaznaczył, że dopóki akcja gaśnicza się nie zakończy, nie będzie możliwe wejście do obiektu, a żaden dokument "nie jest tak cenny jak życie ludzkie".

Prezydent mówił, że w archiwum Urzędu Miasta Krakowa przechowywyane były jedynie dokumenty spraw już zakończonych. Sugestie, iż pożar jest miastu na rękę są skandaliczne, żeby nie powiedzieć chamskie – mówił Majchrowski. Przywołał powtarzające się w internecie informacje, jakoby spaliła się dokumentacja, dotycząca np. przetargu na zagospodarowanie Zakrzówka czy terenu Wesołej i miasto ma coś do ukrycia. W archiwum przechowuje się tylko dokumentację spraw ostatecznie zakończonych. Te sprawy cały czas się toczą, więc wydziały i jednostki mają dokumenty u siebie. Dokumenty z Wesołej czy Zakrzówka nie mogły być w archiwum – powiedział.

Majchrowski podziękował wszystkim, którzy biorą udział w akcji – strażakom, pracownikom Urzędu Miasta Krakowa i Archiwów Państwowych.

Akcja gaśnicza pożaru w archiwum urzędu miasta / PAP / Łukasz Gągulski

Powstanie speckomisja

Prezydent poinformował, że powołał komisję, która zajmie się ratowaniem ocalałych archiwaliów. W skład zespołu wejdą: przedstawiciele archiwum Urzędu Miasta Krakowa, Archiwum Narodowego, prokuratury i urzędnicy, będą do niego zapraszani także biegli. Chcemy, żeby wszystko było transparentne – powiedział Majchrowski. Przypomniał, że cały czas na miejscu akcji są obecni przedstawiciele policji i prokuratury.

Sekretarz miasta Antoni Fryczek poinformował, że żadne dokumenty i regały nie zostały wyciągnięte z archiwum poza sytuacją, gdy w pierwszy dniu akcji strażacy wyjęli dokumenty, które zmieściły się w dwóch plastikowych pojemnikach i są one pod nadzorem policji. Dodał, że konstrukcja budynków została w istotny sposób naruszona i w każdej chwili mogą się one zawalić, dlatego nie ma obecnie możliwości wejścia do środka, a jeśli ona się pojawi, w pierwszej kolejności do archiwum wejdą prokuratorzy i biegli.

Reklama

Zastępca dyrektora wydziału organizacji i nadzoru UMK Barbara Skrabacz-Matusik mówiła, że rocznie do archiwum UMK przekazywanych jest ok. 1200–1500 metrów bieżących akt. Trafiają tam po około 2 latach od zakończenia konkretnej sprawy. Jak wyjaśniła wicedyrektor, w archiwum było 5 tys. 200 metrów bieżących akt kategorii "A" czyli wieczystego przechowywania (jedna czwarta zasobu), pozostałe ok. 13 tys. metrów bieżących należało do kategorii "B", czyli dokumentów, które zgodnie z przepisami są po pewnym czasie niszczone. 10 proc. akt kategorii "B" czyli ok. 2 tys. 200 metrów bieżących, powinno ulec zniszczeniu dopiero po 50 latach. Wiele efektów naszej pracy znajduje się w systemach informatycznych bądź w postaci skanów bądź informacji. Nie jest tak, że Urząd stanie, nie będzie w stanie niczego potwierdzić czy zaświadczyć – mówiła Barbara Skrabacz-Matusik.

Strażacy oceniają akcję

W akcję gaszenia pożaru do tej pory zaangażowanych było 689 strażaków, 38 jednostek straży – PSP i OSP. Jak poinformował w czwartek rzecznik małopolskiej PSP mł. bryg. Sebastian Woźniak, do tej pory zużyto: 60 tys. m sześc. wody, 2 tys. litrów środka pianotwórczego i 4 tony proszku. Podczas działań do kontroli rozwoju pożaru użyty został dron. Akcja trwa już ponad 100 godzin. Nie ścigaliśmy się z czasem. Dla nas najistotniejsze jest życie i zdrowie strażaków - mówił Woźniak. Konstrukcja obiektu jest w znacznym stopniu naruszona, strop uległ wyboczeniu. Musimy mieć też na uwadze nierównomierne obciążenie stropów materiałami archiwalnymi. Gdybyśmy wydobywali regały i teczki wpłynęlibyśmy na statykę tego budynku - wyjaśnił rzecznik. Dodał, że w budynku wykonano już kilkanaście otworów rewizyjnych w ścianach.

W związku z pożarem radni PiS wystąpili do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o przeprowadzenie nadzwyczajnej kontroli dotyczącej bezpieczeństwa danych osobowych w gminie Kraków. Mieszkańcy są zaniepokojeni, bo spłonęły nie tylko dokumenty ważne dla Urzędu, ale zwierające dane osobowe krakowian – mówił radny Michał Drewnicki. Podkreślił, że pożar archiwum stanowi poważne naruszenie ochrony danych osobowych. Dodał, że radni pytają o tę kwestię prezydenta także w swojej interpelacji.

Sekretarz miasta mówił, że UODO został poinformowany o pożarze już w poniedziałek. Zapewnił, że po zakończeniu działań przy ul. Na Załęczu teren zostanie ogrodzony i będzie go pilnowała firma ochroniarska.

Co zawierało archiwum?

W archiwum UMK znajdowało się ok. 20 km bieżących dokumentów z 40 komórek organizacyjnych urzędu i 72 już zlikwidowanych miejskich jednostek. Przechowywano tam m.in. akta osobowe byłych pracowników magistratu, księgi meldunkowe z lat. 60 i 70., kartotekę osób, którym wydano dowody w latach 1952-1975 oraz dokumentację Rady Narodowej Krakowa od 1945 do 1990 roku. W pomieszczeniach przechowywane były również dokumenty z siedmiu publicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej, czterech ośrodków i jednego domu pomocy społecznej oraz ze zlikwidowanych placówek oświatowych: czterech żłobków, 19 przedszkoli, 88 szkół podstawowych i ponadpodstawowych oraz z 14 domów dziecka.

Część dokumentacji była zdigitalizowana, część można będzie odtworzyć na podstawie wymiany korespondencji z innymi instytucjami, m.in. z ministerstwami i sądami.