Czterokrotnie uczestniczyłem w rozmowach z nimi. To twardzi rozmówcy i gracze. Przestrzegam przed tym przede wszystkim rodziny porwanych.
Bo somalijscy piraci robią wiele, by w pierwszej kolejności nastraszyć bliskich porwanych. To z myślą o nich przygotowują fałszywki i sygnały, które mają wywołać wrażenie, że los
zakładników jest gorszy niż w rzeczywistości. Somalijscy piraci to mistrzowie w manipulowaniu uczuciami rodzin swoich ofiar. Zdają sobie sprawę, że w krajach demokratycznych krewni mają
swobodny dostęp do mediów, że artykuły w mediach to dodatkowa presja na rządy. A taka presja i naciski polepszają pozycję negocjacyjną porywaczy.
Trudno przewidzieć, ale trzeba być na to przygotowanym. Chciałbym jednak zaznaczyć, nie próbując oczywiście wybielać somalijskich piratów, że w większości dotychczasowych wypadków
porwania kończyły się dobrze.
Tak, ale dochodziło do nich albo w walce o okręt, albo wskutek ataku serca. Kryzysowy jest sam moment zajęcia statku, brania zakładników. A to w przypadku "Syrius Star" mamy
już za sobą. Jak dotychczas nie odnotowano przypadku, by piraci z Somalii celowo zabijali lub okaleczali swoje ofiary. Im chodzi tylko o pieniądze. Przeciętny czas porwania to 60 - 90 dni. Potem
ofiary są zwalniane, wracają do domu całe i zdrowe.
*Leslie Edwards jest dyrektorem ds. Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki w Clayton Consultants, organizacji zajmującej się doradztwem w sprawach kryzysowych