Wolontariusze ze schroniska "Na Paluchu" są skonfliktowani z władzami schroniska, którym zarzucają m.in. nieodpowiedni sposób przeprowadzenia weryfikacji ich czasu pracy i zmiany w procedurze adopcyjnej.

Reklama

Dyrektor odpowiada wolontariuszom

Argumenty, których używają wolontariusze nie są właściwe. Na profilu facebookowym stosują naprawdę szereg manipulacji, po to, aby przedstawić schronisko w złym świetle. Idąc dalej, prowadzimy analizy, jeśli chodzi o stany zwierząt i można powiedzieć, że od czerwca stan psów zaczął się zwiększać. W obecnej chwili mamy stan większy o ponad 100 psiaków, niż to było jeszcze pięć miesięcy temu. Ten czarny PR troszkę odstrasza - powiedział PAP dyrektor schroniska. Poza tym wolontariusze domagają się bezwzględnych wizyt w domu adoptującego. Uważam, że o ile w niektórych przypadkach faktycznie by się przydały, to nie znaczy, że ma to być zasadą - dodał.

W tej sytuacji dochodzi do takiego absurdu, że warszawiacy wyjeżdżają adoptować zwierzęta do schronisk poza Warszawą, gdzie sprawę mogą to załatwić jednego dnia i wrócić z pupilem do domu. Zwierzęta warszawskie siedzą w schronisku +Na Paluchu+, a powinny być w domach warszawiaków - podkreślił Henryk Strzelczyk.

Odniósł się też do zarzutów wolontariuszy, którzy otrzymują e-maile z informacją o wypowiedzeniu ich umów lub zmianie warunków. Ma to związek z weryfikacją czasu pracy wolontariuszy prowadzoną po zaleceniu warszawskiego ratusza. Według wolontariuszy sama weryfikacja jest jak najbardziej potrzebna, ale sposób jej przeprowadzenia jest skandaliczny.

W sierpniu na spotkaniu roboczym z wolontariuszami, radnymi, biurem ochrony środowiska i schroniskiem wprowadzone zostały zmiany do regulaminu wolontariatu. Te zmiany zaowocowały utworzeniem tzw. statusu wolontariusza 2. i 1. stopnia.

Reklama

Regulamin został zaakceptowany i wprowadzony w życie. Wolontariusze wnioskowali, aby pierwsza weryfikacja była przeprowadzona po upływie trzech miesięcy od wprowadzenia zmian, czyli w listopadzie. W międzyczasie w sierpniu była kontrola w schronisku przeprowadzona przez urząd miasta i z tego wyszły zalecenia, m.in dotyczące weryfikacji czasu pracy wolontariuszy. Ja mogę tylko realizować te zalecenia, nie mam prawa dyskutować - powiedział dyrektor Strzelczyk. Regulamin przewiduje jeszcze inne możliwe zajęcia, ale schronisko nie jest w stanie w sposób jednoznaczny ich zmierzyć, bo są wykonywane poza schroniskiem, w czasie wolnym dla tej osoby - dodał.

Jak zaznaczył, przy ewidencjonowaniu czasu pracy potrzebny jest tylko minimalny czas pracy w schronisku. I tutaj te liczby troszkę nas zaskoczyły. Jest tak, jak przedstawiałem na sierpniowym spotkaniu, że większość wolontariuszy nie wywiązuje się z zobowiązań regulaminowych, jeśli chodzi o ilość czasu przepracowanego w schronisku - ocenił dyrektor.

Wyjaśnił, że wolontariuszom 2. stopnia, którzy nie spełniają wymogu 12 godzin pracy w schronisku, a spełniają 4 godziny, proponowane jest przekwalifikowanie na wolontariusza 1. stopnia. Natomiast jeśli przez 3 miesiące będzie pracował w wymiarze co najmniej 12 godzin miesięcznie, jego status zostanie przywrócony. Jeśli chodzi o tych, którzy nie spełniają wymogu 4 godzin miesięcznie to jesteśmy zobowiązani, zgodnie z regulaminem tą umowę rozwiązać - wskazał Henryk Strzelczyk. To do wolontariuszy należy decyzja, kiedy przyjdą, na ile godzin przyjdą i jak dużo czasu poświęcą zwierzętom. Schronisko nie ma możliwości zmusić wolontariusza do przychodzenia konkretnego dnia, na konkretną ilość godzin - dodał.

Dyrektor potwierdził też, że cały czas trwa nabór do wolontariatu. Chcemy wyłuskać takie osoby, które chcą poświecić więcej czasu, zaangażować się w schronisko. Nas interesuje trwała, długofalowa współpraca, bo przecież to jest praca ze zwierzętami, które się przyzwyczajają do osób. Również wolontariusze przychodzący często do zwierząt, też się przyzwyczajają. Jeśli ktoś przychodzi raz na miesiąc, to ani ta osoba, ani zwierzę się nie zaprzyjaźnią - podsumował dyrektor schroniska.