Pierwsza urodziła się dziewczynka - mała Gracja. Jak mówi kapitan Krystyna Jakimik-Jarosz z podlaskiej SG, można bez żadnej przesady powiedzieć, że akcja pograniczników uratowała jej życie. Choć przemytnik z Holandii, który jechał po grupę migrantów na granicę pewnie nazwałby to pechem.
Obowiązki pograniczników
- - opowiada kapitan. Wśród Irakijczyków i Irańczyków była jedna samotna Kongijka w zaawansowanej ciąży. Właśnie zaczęła rodzić.
- - wspomina Jakimik-Jarosz. W telefonie nosi do dziś zdjęcie malutkiej.
- - mówi. I opowiada, że obowiązki pograniczników nie kończą się wraz z takim odstawieniem cudzoziemki do szpitala. Procedury wymagają, by pilnować nawet rodzącej matki, prawo, by zapewnić jej tłumacza, a "zwykła ludzka przyzwoitość", by pomóc - tak, żeby dziecko przyszło na świat godnie.
Z relacji funkcjonariuszek wynika, że kobiety w zaawansowanej ciąży, które szły przez polsko-białoruską granicę w ogóle nie brały pod uwagę, że przyjdzie im rodzić w podlaskich lasach. Nie miały ze sobą absolutnie nic dla dzieci. -- mówi kapitan Jakimik-Jarosz. Więc ona z koleżanką, też funkcjonariuszką, Anną poszły do sklepu i za własne pieniądze kupiły wyprawkę dla Gracji.
"Łączy nas granica"
- - podkreśla kapitan. Przy kolejnych dzieciach "z granicy", nic już nie trzeba było kupować, bo pogranicznicy ze stowarzyszenia "Łączy nas granica" uruchomili zbiórkę ubranek i wszystkiego innego, czego małe dzieci potrzebują.
Stowarzyszenie powstało kilkanaście lat wcześniej, przede wszystkim po to, by pomagać chorym dzieciom funkcjonariuszy. Pod jego opieką jest Zosia, trzyletnia córeczka Jakimik-Jarosz, która urodziła się z zespołem Downa. Gdy narodziła się taka potrzeba, stowarzyszenie organizowało też pomoc dla dzieci "z granicy".
- - opowiada kapitan. Potem te papucie zobaczyła na zdjęciu, na nogach dwulatki, która z rodzicami trafiła do placówki SG w Czeremsze. - - mówi.
- - zaznacza Jakimik-Jarosz, by "nie wyszło, że to tylko funkcjonariuszki pomagają".
Złego słowa o polskich pogranicznikach nie da powiedzieć Luqman, Kurd z Iraku. 23 listopada przyszedł na świat jego syn, Lawad. Jak powiedział Oldze Marszałek ze Stowarzyszenia Dialog, funkcjonariusze Straży Granicznej, gdy tylko dowiedzieli się, że ciężarna Suzan źle się czuje, wezwali pomoc.
- opowiada Kurd. Suzan była w bardzo złym stanie. Zwłaszcza że jest słabego zdrowia: cierpi na chłoniaka, a o swoje pierwsze dziecko para starała się aż 12 lat.
Dla kapitan Jakimik-Jarosz Suzan jest dowodem, że na migi też można się dogadać.
- - śmieje się funkcjonariuszka. W końcu Suzan palcem na ścianie napisała "38" i można jej było dostarczyć nie tylko szlafrok, ale i jakieś kapcie.
- - kapitan pokazuje w telefonie kolejne zdjęcie. Ona, Suzan i "dzieciątko".
Najbardziej dramatyczna historia
Na trzecim zdjęciu w telefonie funkcjonariuszki jest mały Daniel z roześmianą mamą i siostrzyczką. Choć fotka jest tak beztroska - historia przyjścia na świat chłopca jest najbardziej dramatyczna.
- - opowiada kapitan. Relacjonuje, że na miejsce pojechał patrol, który idąc po śladach znalazł grupę kilkunastu cudzoziemców, a wśród nich leżącą na śpiworze zakrwawioną kobietę, która przed chwilą urodziła dziecko. - - mówi kapitan.
Aby jak najszybciej dotrzeć do ratowników medycznych, którzy już jechali na miejsce, funkcjonariusze zabrali służbowym samochodem matkę z dzieckiem i dowieźli do karetki pogotowia."Mały miał na początku problemy z oddychaniem i krążeniem, ale jakoś z tego wyszedł" - opowiada kapitan Krystyna Jakimik-Jarosz.
Rodzina trafiła pod opiekę Fundacji Dialog, ale gdy tylko mieli taką możliwość, wyjechali do dziadków do Niemiec. W mieszkaniu chronionym fundacji mieszkają z synkiem rodzice małego Lawada. Mama Gracji jest z córką w polskim ośrodku dla cudzoziemców (jej dane osobowe są chronione, więc imię dziecka zostało zmienione - PAP).
- - mówi Jakimik.