Do tragicznego zdarzenia doszło 11 stycznia ubiegłego roku w Jelczu-Laskowicach. Andrzej K. udał się do hurtowni, w której pracował jego syn i na oczach klientów wystrzelił z rewolweru czarnoprochowego w tył głowy 37-latka. Mężczyzna zginął na miejscu. Po oddaniu strzału K. podciął sobie żyły, a następnie otworzył drzwi hurtowni wpuszczając funkcjonariuszy policji.

Reklama

W uzasadnieniu wtorkowego wyroku sędzia Dobromira Myszakowska podkreślała, że sprawstwo oskarżonego nie budziło wątpliwości, a jego wyjaśnienia odnośnie przebiegu zdarzenia pozostawały spójne z zeznaniami świadków - klientów hurtowni.

Sędzia przypomniała, że oskarżony i jego syn wspólnie prowadzili hurtownię, a ich współpraca została zakończona w 2019 r. Dodała przy tym, że z relacji osób najbliższych wynikało, że wzajemne relacje miedzy oskarżonym a synem, jeżeli chodzi o kwestie finansowe, zostały w całości rozliczone, a syn nawet służył ojcu pomocą. Później jednak miała miejsce sytuacja, w której oskarżony – jak sam opisał to zdarzenie, które jest przedmiotem odrębnego postępowania: +stuknął syna młotkiem+. Od tego zdarzenia relacje panów ustały. Syn nie kontaktował się z oskarżonym, obawiając się o swoje zdrowie i życie – mówiła sędzia.

Jak wskazała, oskarżony odnosząc się do przyczyn, które legły u podstaw jego zachowania posługiwał się jedynie ogólnymi sformułowaniami, a w swoich wyjaśnieniach często odnosił się do filozofii m.in. Immanuela Kanta. Mówił m.in., że +prysły jego marzenia, ideały+. Opisując zachowanie swojego syna stwierdził, że +Piotrek nie szedł drogą rozumu+ (…) Mówił, że sam postanowił wprowadzić +prawość i moralność+ – tłumaczyła sędzia.

Dodała, że choć na samym początku postępowania oskarżony wyraził skruchę, jego późniejsze wypowiedzi były tego zaprzeczeniem. Wprost przerzucały one winę za to zdarzenie na syna – zauważyła.

Reklama

Zaplanował zabójstwo syna

Sędzia zwracała też uwagę, że oskarżony przygotowywał się do zabójstwa syna i dokładnie je zaplanował. Z wypowiedzi oskarżonego wynika, że nie było to zachowanie impulsywne, podjęte pod wpływem okoliczności, a wprost przeciwnie. Oskarżony przyznał, że ogarnęła go +monomania+. Jak mówił, nie mógł pracować, bo ciągle kołatały się w nim myśli: +musisz to zrobić, zabić jego, zabić siebie+. Miesiąc przed zdarzeniem oskarżony zakupił broń i proch. Dlatego też sąd uznając sprawstwo i winę oskarżonego przyjął, że działał on z zamiarem bezpośrednim pozbawiania życia swojego syna – tłumaczyła.

Przywołała także opinie biegłych psychiatrów, którzy określili osobowość oskarżonego jako narcystyczną z cechami antyspołecznymi. Stwierdzili też, że Andrzej K. był całkowicie poczytalny.

Nie można się oprzeć wrażeniu, analizując zachowanie oskarżonego, że traktuje on życie jako teatr, w którym on sam jest głównym aktorem. Co najgorsze, uważa też, że sam ma prawo pisać do tej sztuki scenariusz – wskazywała sędzia.

Reklama

Zdaniem sądu wymiar teatralny miało także zachowanie oskarżonego związane z podcięciem sobie żył po oddaniu strzału. Gdyby faktycznie oskarżony chciał zakończyć swój żywot po zabójstwie syna, nie byłoby przeszkód (…) Oskarżony zdążył jeszcze otworzyć drzwi do hurtowni, umożliwił osobom zewnętrznym udzielenie sobie niezwłocznie pomocy, a także zwrócił się do funkcjonariusza policji, że martwi się o pozostawiony przez siebie księgozbiór – dodała sędzia.

Nie znaleźliśmy żadnych okoliczności uzasadniających wymierzenie kary w niższym wymiarze (...) jedynym sprawiedliwym wymiarem kary jest dożywotnie pozbawienie wolności. Zadaniem sądu jest zadbać też o to, by taka sytuacja się w przyszłości nie powtórzyła ze strony oskarżonego, a nie widzimy możliwości jego resocjalizacji – podsumowała.

Wyrok nie jest prawomocny.

Autorka: Agata Tomczyńska