mówi nam Agnieszka Odorowicz.
Rada nadzorcza TVP odrzuciła kandydaturę nie tylko szefowej Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, ale też Jacka Wekslera, twórcy TVP Kultura i byłego wiceministra kultury, a także Roberta Kozaka, byłego dziennikarza i szefa oddziału polskiego BBC. Żadne z nich nie będzie miało szansy opowiedzieć członkom rady o swojej wizji TVP w bezpośredniej rozmowie.
Postanowili jednak wykorzystać negatywną dla siebie decyzję do - jak sami twierdzą - zainicjowania pierwszej od kilku lat, poważnej debaty na temat mediów publicznych.
Cała trójka przyznaje, że impulsem do działania był dla nich list Obywateli Kultury, którzy zaprotestowali przeciwko decyzji rady oraz "partyjnemu zawłaszczaniu TVP", a także głos prezydenta Bronisława Komorowskiego, który publicznie oświadczył, że jest zaniepokojony pominięciem kandydatów związanych z obszarem kultury już na początkowym etapie konkursu. CZYTAJ WIĘCEJ >>>
- mówił Robert Kozak. - dodawał.
W czasie zwołanej na gorąco konferencji prasowej odrzuceni w konkursie kandydaci opowiadali o swojej wizji mediów publicznych. Poruszali znane od dawna bolączki TVP - komercjalizacja, problemy z finansowaniem, upartyjnienie, obniżanie standardów.
- mówił Weksler. - wyliczał.
Odorowicz postulowała z kolei zastąpienie "fetyszu oglądalności" badaniami satysfakcji widzów.
- mówiła.
Zarówno Odorowicz, Kozak, jak i Weksler skrytykowali proces restrukturyzacji zatrudnienia TVP, w wyniku którego przeniesiono kilkuset pracowników, w tym dziennikarzy, do firmy zewnętrznej. CZYTAJ WIĘCEJ >>>
- tłumaczył Weksler.
Komentowano też głośną sprawę wpadki Tomasza Lisa, w którego programie cytowano wpisy w fałszywego twitterowego profilu córki Andrzeja Dudy.
Agnieszka Odorowicz pytana, jak by się zachowała wobec dziennikarza, gdyby siedziała w fotelu prezesa TVP, opowiedziała dyplomatycznie. - - odparła.
****
To nie pierwsza i zapewne nie ostatnia dyskusja na temat kształtu i zadań oraz funkcjonowania mediów publicznych w Polsce. Przez ostatnich kilkanaście lat odbyło się ich wiele. Podobnie jak wiele było już projektów ustawy medialnej. Gruntownej reformy jak nie było, tak nie ma. Dlatego trudno się spodziewać, że zwołana ad hoc inicjatywa pod przewodnictwem Agnieszki Odorowicz zakończy się inaczej.
Kozak na pytanie, dlaczego tym razem miałoby się udać, odpowiada enigmatycznie, że takie są wymogi demokracji, że w końcu musi się coś zmienić. Odorowicz zaś zapewnia, że będzie szukać poparcia politycznego wszędzie, gdzie się da: