To nie pierwszy przypadek programu, który napędza strach przed szczepieniami, a który pojawił się w mediach publicznych. Ogromne kontrowersje wzbudził już wcześniej program "Szeptem" z początku listopada. Wystąpili w nim głównie przeciwnicy szczepień. Ekspertem był lekarz medycyny naturalnej.

Telewizja nie zareagowała na protesty ze strony instytucji publicznych. Prezes Jacek Kurski nawet nie odpowiedział na list szefa Państwowego Zakładu Higieny (instytucji podległej MZ) prof. Mirosława Wysockiego, który próbował interweniować po emisji materiału. Nie dość tego - wczoraj został podjęty ten sam temat w popularnym programie "Studio Polska". 

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w sierpniu z pompą zostało ogłoszona ścisła współpraca między telewizją a resortem zdrowia. Prezes Jacek Kurski i minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zobowiązali się do "współpracy przy tworzeniu audycji związanych z profilaktyką zdrowia i kształtowaniem postaw prozdrowotnych oraz audycji promujących zdrowie". - Poprzez położenie nacisku na systematyczny udział ministra zdrowia oraz innych przedstawicieli resortu w programach informacyjnych i publicystycznych TVP, możliwe stanie się wyczerpujące i rzetelne przekazywanie na antenach TVP niezbędnych informacji o wydarzeniach i przedsięwzięciach mających szczególny wpływ na zdrowie publiczne – deklarowali wówczas panowie.

Ministerstwo zdrowia odmówiło wystąpienia w nagraniu. - Zawsze jesteśmy otwarci na spokojne, merytoryczne dyskusje. Zależy nam na jasnym i zrozumiałym przekazie - mówi Milena Kruszewska, rzeczniczka MZ.

Wcześniej doszło do ostrej wymiany maili miedzy pracownikami telewizji, ministerstwem i PZH.

"Czy urzędnik Państwa Polskiego może zlekceważyć rosnące w społeczeństwie wątpliwości co do celowości programu szczepień ochronnych??" – pisał dziennikarz TVP. Ministerstwo odpisało, że "celem Ministerstwa Zdrowia jest dbałość o zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów. Skrupulatnie realizujemy tę politykę także w zakresie szczepień, czego dowodem jest chociażby publiczne szczepienie Ministra Zdrowia przeciwko grypie".

- Telewizja robi igrzyska – mówi jeden z pracowników instytucji podległej resortowi zdrowia. W programie z jednej strony siedzieli rodzice, których dzieci ciężko chorują albo umarły (jeden z ojców miał zdjęcie zmarłej córki oprawione w czarne ramki), zdaniem opiekunów, w efekcie powikłań po szczepieniu. Po drugiej - lekarze i naukowcy.

– To gra na emocjach. W takiej sytuacji trudno było przeciwstawić naukowe dane – dodaje. Podkreśla również, że sposób prowadzenia programu był nierzetelny. I choć w pewnym momencie pokazano film o matkach, których dzieci zachorowały z powodu braku szczepień, to jednak szala przechylona była na rzecz przeciwników. Prowadzący przerywał przy próbach tłumaczenia aspektów medycznych mówiąc, że musimy mówić bardziej zrozumiałym językiem, a następnie prosił rodziców o opowiedzenie kolejnej dramatycznej historii.

Lekarze w programie przyznawali, że rodziny spotkała tragedia. Jednak część historii może nie mieć nic wspólnego ze szczepieniem albo rzeczywiście stanowić tzw. niepożądany odczyny poszczepienne. I dodawali, że przy każdej interwencji medycznej może dojść do niepożądanych skutków ubocznych, również do błędu polegającego na nieprawidłowym podaniu szczepienia (NOP). Np. szczepienie może być bardzo niebezpieczne, jeżeli poda się je chorej osobie (jedna z historii dotyczyła chłopca, który zmarł po szczepieniu na tężca. Prawniczka reprezentująca rodzinę przyznawała, że chodziło o błąd lekarski, bowiem chłopiec był bardzo mocno przeziębiony, przyjmując szczepienie). - To nie jest argumentem przeciw szczepieniom – podkreślał w programie szef GIS Marek Posobkiewicz.

Liczba takich objawów, zdaniem lekarzy występuje statystycznie to około 1 na 10 tys. szczepień. Zazwyczaj chodzi o gorączkę, brak łaknienia, ospałość czy podrażnienie miejsca wkłucia. Ale mogą być i gorsze objawy. W roku 2013 liczba, tych zgłoszonych, wyniosła 1848. Zgodnie z prawem lekarze muszą takie przypadki raportować, a za brak informacji czekają ich sankcje prawne: w latach 2010-2015 (jak wynika z danych GIS) prowadzono ogółem 30 postępowań (za brak wypełnienia tego obowiązku). Dodatkowo 28 lekarzy lub felczerów zostało ukaranych grzywną za niezgłoszenie niepożądanego odczynu poszczepiennego. Eksperci w programie przyznawali, że lekarze mogą niechętnie raportować dane, a monitoring powinien być lepiej prowadzony.

Zdaniem Moniki Wróbel-Harmas rzeczniczki Państwowego Zakładu Higieny być może zatem program powinien poruszyć temat monitorowanie niepożądanych zdarzeń, a także standardów opieki poszczególnych lekarzy. Jednak tytuł "Szczepionki - bezpieczeństwo czy niebezpieczeństwo naszych dzieci?" pokazywał, że ma zostać rozstrzygnięte to, czy szczepienia są groźne czy nie. Jej zdaniem samo postawienia po dwu stronach zwolenników i przeciwników szczepień, jest dowodem na to, że to tak samo ważne głosy w debacie. Tymczasem skuteczność działania szczepionek jest udowodniona. Dane statystyczne mówią same za siebie, np. na odrę, przed 1975 rokiem, czyli przed wprowadzeniem szczepień, chorowało średnio 100 tys. dzieci rocznie, a umierało 300. Tysiące miało ciężkie powikłania po chorobie. Masowe szczepienia spowodowały, że przypadki odry wahają się od kilkunastu do kilkudziesięciu rocznie. Podobnie jest – jak przekonują lekarze – z krztuścem. Kiedy w latach 70. wprowadzono szczepienie na masową skalę, to liczba chorujących spadła 100-krotnie.

Nie tylko TVP rozpoczęła konsekwentnie podejmować temat antyszczepionkowy. Również radiowa Trójka (także medium publiczne) w serwisie informacyjnym wyemitowała  informacje ze spotkania dotyczącego szczepień, wskazując jednoznacznie, że są one groźne. Sami słuchacze na facebookowym profilu radiowej Trójki pisali, że to, co zrobiło radio jest wyrazem skrajnej nieodpowiedzialności.

TVP w odpowiedzi na pytania Dziennika.pl przyznaje, że przekaz ich programu "Szeptem" "w znacznym stopniu ukształtowały głosy naszych widzów". I dodaje, że po fali krytyki przygotowują drugi odcinek, w którym pozwolą wypowiedzieć się lekarzom i naukowcom, którzy pokażą dlaczego szczepienia są pozytywne. Wczorajszego programu nie chcieli komentować.

Zdaniem konsultant krajowej ds. epidemiologii prof. Iwony Paradowskiej-Stankiewicz takie programy mogą być niebezpieczne. Spadek zaszczepialności jest groźny nie tylko dla tych rodzin, które się na to decydują, ale i całej populacji. Aby wirus przestał się rozprzestrzeniać musi być spełniony warunek przynajmniej 95 proc. zaszczepionych. Tymczasem z ostatniego raportu Sanepidu wynika, że rośnie liczba osób, które uchylają się od obowiązkowych szczepień. Analizy przeprowadzonej przez Głównego Inspektora Sanitarnego wskazują, że w 2015 roku dotyczyło to 22,3 tys. osób. To o blisko 7 tysięcy więcej niż w 2014, w którym szczepienia odmówiło 15480 osób. Rok wcześniej (w 2013 roku ) takich osób było jeszcze mniej, bo 10,1 tys.

Wpływ ruchów antyszczepionkowych jest podawany jako główna przyczyna rezygnacji ze szczepienia. W zeszłym roku dotyczyło to 8,6 tys. osób - o ponad 50 proc. więcej niż w poprzednim. Z powodów religijnych odmówiło poddania się szczepieniom 974 osób, zaś złe doświadczenia z wystąpieniem objawów niepożądanych u kogoś z bliskich wpłynęły na brak szczepień u 561 osób.
Szczepienia są obowiązkowe, dlatego za uchylanie się grożą sankcje: w 2015 roku Inspektorzy wysłali 4,4 tys. upomnień. W sumie 8 osób zostało ukaranych grzywnami w wysokości do 1500 zł. To również budziło protest zaproszonych gości siedzących po stronie "przeciwników szczepień".