NASA przez kilka lat prowadziła szczegółowe dochodzenie na temat tragedii, która zelektryzowała świat 1 lutego 2003 roku. Wracający na Ziemię prom kosmiczny Columbia eksplodował w atmosferze. Zginęła cała siedmioosobowa załoga. Wśród ofiar był pierwszy w historii kosmonauta z Izraela.

Przyczyna wybuchu była znana dość szybko. Ustalono, że uszkodzone przy starcie skrzydło promu Columbia podczas powrotu na Ziemię rozgrzało się do rekordowej temperatury. I to spowodowało eksplozję.

W opublikowanym właśnie 400-stronicowym raporcie NASA zawarto jednak więcej informacji na temat tego, co działo się na pokładzie podczas przygotowania do lądowania. Jak wykazała analiza zapisów z komputerów pokładowych, usterka była zupełnym zaskoczeniem dla załogi. Wszystko potoczyło się tak szybko, że ludzie nie zdążyli zasunąć przyciemnianych osłon na swoich kaskach.

Mimo to astronauci do ostatniej chwili próbowali odzyskać panowanie nad maszyną (wskazuje na to zapis zmiany położenia przełączników). Jednak jeszcze przed eksplozją rozhermetyzowała się kabina i załoga straciła przytomność.

Autorzy raportu zasugerowali NASA wprowadzenie kilkudziesięciu zmian zwiększających bezpieczeństwo załogi wahadłowców. Dotyczą one m.in. konstrukcji skafandrów oraz kasków.