Spór o kolejny dzień wolny od pracy nie jest oczywiście sporem pierwszoplanowym, ale z punktu widzenia tradycji i wrażliwości dużej części społeczeństwa - mimo wszystko istotnym. Święto Trzech Króli przez wiele lat było dniem wolnym od pracy i dopiero w czasach gomułkowskich tradycji zlikwidowano. Ze względu na tradycję właśnie poparliśmy inicjatywę prezydenta Jerzego Kropiwnickiego, aby wolny dzień przywrócić.

Uważam jednak, że w ogóle przydałaby się dyskusja nad wolnymi dniami w kalendarzu. Z powodów mniej tradycyjnych, a bardziej pragmatycznych godne rozważenia jest wprowadzenie np. wolnego w Wigilię świąt Bożego Narodzenia. Sondaże wskazują, że zdecydowana większość Polaków chciałaby tego dnia nie iść już do pracy. To jest realny problem - chęć zachowania pięknej polskiej celebracji wieczerzy wigilijnej z wymogiem pracy, często - zwłaszcza w handlu - do późnego popołudnia 24. grudnia.

Polacy wykazują zresztą intuicję, która pozwoliłaby im bez żalu rozstać się w zamian za to z wolnym dniem 1. maja. Podzielam pogląd, że po 20 latach niepodległości świętowanie tego dnia jest absurdalne i nie ma żadnego poważnego powodu. Jest to co prawda dzień moich urodzin, ale nie nalegam, by z tego powodu cała Polska świętowała. Zrezygnowanie z wolnego 1. maja byłoby też uzasadnione ze względów gospodarczych.