Dramatyczny wpis Kazimierz Marcinkiewicz zaczyna cytatem z Ryszarda Kapuścińskiego: "Współczesne media przypominają czasem narkomana - tak jak on, żeby istnieć, musi pobierać narkotyk, tak one, żeby utrzymywać się na rynku, muszą wstrzykiwać w swoje żyły coraz więcej szoku, wstrząsu, horroru”.

"Od kilku lat fotoreporterzy tabloidow co jakiś czas śledzą moje życie. Miałem pecha, że jeden z nich zrobił zdjęcia w sklepie jubilerskim, a sprzedawcy powiedzieli, że kupowałem pierścionek. Nigdy nie kłamię, więc się do tego przyznałem, choć chciałem zachować dyskrecję przynajmniej do rozwodu" - pisze były szef rządu. I oskarża "Super Express", że rozpoczął "ostrą jazdę bez trzymanki". To właśnie ten tabloid jako pierwszy napisał o rozwodzie.

"Zgodziłem się udzielić wywiadu i przesłać zdjęcia za obietnice zakończenia sprawy. Niestety, <Super Express> nie dotrzymał słowa" - pisze Marcinkiewicz. "W poniedziałek zamiast uzgodnionego kończącego wszystko wywiadu zamiescił zmyślony, totalnie kłamliwy tekst o mojej Mamie. Sprawdziłem: nikt z mojej rodziny nie udzielał jakichkolwiek wypowiedzi Super Expresowi" - żali się były premier.

"Cała historia przez tyle dni opisywana, była wyssana z palca przez tabloid za wszelka cenę goniący za sensacją. Gazeta wykreowała moją <wojnę z rodziną>" - pisze dalej Marcinkiewicz i dodaje, że sprawa zostanie skierowana do sądu.

"Byłem premierem, ale dziś jestem prywatną osobą pracujacą na własny rachunek, nie pełnię żadnej funkcji publicznej. Już ponoszę konsekwencje, a nawet straty, bowiem część klientów i znajomych nie chce znaleźć się na pierwszych stronach byle jakiej kolorowej gazety. Niepowetowane straty ponoszą też wszystkie osoby, które kocham. Wiem, bo codziennie utrzymuję z nimi kontakt" - wyznaje Marcinkiewicz.

"Wiem, że w ostatecznym rachunku za jakiś czas przed sądem obronię się, wiem, że wygram. Mam siłę, by poradzić sobie z tak wielką agresją. Mam też nadzieję, że poradzą sobie moi najbliżsi, staram się im pomóc. A tym, którzy dziś szafują wyrokami, życzę jednego dnia z paparazzi" - kończy Kazimierz Marcinkiewicz.

O rozwodzie mówią wszyscy

Historia rozwodu Marcinkiewicza była i jest bardzo szeroko komentowana - także w DZIENNIKU, gdzie pisali o niej między innymi Piotr Zaremba, Piotr Gursztyn, Monika Olejnik, Marcin Król i Zuzanna Dąbrowska. Ekspremier kieruje do komentatorów dramatyczne pytania:

"Od znajomych dowiaduję się o bardzo krytycznych wypowiedziach można by rzec <topowych> dziennikarzy. To ciekawe, dlaczego właśnie tym razem poważni dziennikarze, doskonale znający sposób działania <Super Expresu>, tym razem dają wiarę tym bzdurom, które się tam ukazują? Dlaczego, znając mój telefon, tym razem nawet nie pytają mnie o zdanie?".

Wpis Marcinkiewicza sprawia wrażenie pisanego w pośpiechu, nieco chaotycznego. Kończy się skierowanymi do "osób, które kocham" przeprosinami.